Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 marca 2021

Wysyp poszewek...

 

Cześć, kochani!

  Dzisiaj, żeby nie było monotonnie, ozdobne poszewki. Zaczęło się od dwóch prostych poszewek na prezent, a że praca jest najlepszym lekarstwem na sinusoidę nastrojów, dlatego powstało kolejnych  pięć poszewek, po prostu  nie mogłam się  oderwać  od maszyny. Zrozumieją mnie osoby, które też tak mają,  gdy pomysły same przychodzą do głowy, a potem trzeba (i to jest wewnętrzny przymus, któremu nie da się oprzeć) je zrealizować. Siadłam więc do pracy  i od razu wiedziałam, z czego poszewki powstaną.

piątek, 4 grudnia 2020

Trzecia wersja krzesła



Zaczęła się zima i bardzo brakuje mi pracy w ogrodzie, szukam zajęcia dla rąk i coraz częściej wędruję po domu w poszukiwaniu rzeczy do przerobienia, przemalowania lub naprawienia. Ktoś kiedyś nazwał taki stan ADHD rąk i miał rację. Ta potrzeba zajęcia kończy się powodzeniem,  gdy natknę się na kolejną ofiarę. 
Tym razem padło na stare krzesło, które odziedziczyliśmy po właścicielu  naszego  poprzedniego domu. Już je kiedyś pokazywałam, kiedy je obiłam tkaniną niebieską toile de Jouy (czyt. tual de żui). Niestety nie mogę odnaleźć w archiwach Google zdjęcia, ale jest tutaj  

czwartek, 17 września 2020

Patchwork, gladiole i słów kilka o nowym bloggerze

Gladiole, czyli mieczyki zakwitły w tym roku niesamowicie, po raz pierwszy nie żałowałam, ze musiałam je wykopać jesienią i w czerwcu posadzić na nowym miejscu. Chociaż robię to od kilku lat, w tym roku mieczyki dały taki popis i tak wybujały, że musiałam je podpierać, żeby się nie połamały. Patrząc na nie postanowiłam w następnym roku zaopatrzyć się w dalie, za jednym zamachem będę miała i dalie i gladiole. Najładniej wyglądały jednak w wazonie. Wartością dodaną było to, że  pięknie kwitnące mieczyki miały kolor powtarzający się w powstałym już dość dawno quilcie. Dzisiaj więc pokazuję je razem.

środa, 5 lutego 2020

Jeszcze raz

 o łapaczach, bo obiecałam kiedyś napisać o kolejnym pomyśle na wykorzystanie serwetek.  Mam kilka pięknych serwetek od moich blogowych koleżanek, ale wyjmuję je od wielkiego święta, bo szkoda mi takich śliczności  na łapacze. Dotykam je delikatnie i myślę sobie ile pracy kosztowały i myślę z czułością o ich autorkach.
Z serwetek dawno kupionych zrobiłam kolejne łapacze i wykorzystałam  pomysł podpatrzony na Pinterescie. Dokupiłam  kilka bambusowych obręczy,  dobrze naciągnelam serwetki i obcięłam ich nadmiar po złożeniu dwóch części obręczy.  Połączyłam je dość luźno i  kilka tak spreparowanych serwetek  powiesiłam na ścianie.  Bardzo mi się spodobał ten pomysł, bo można tę kompozycję różnie wieszać i za każdym razem uzyskać nowy efekt.



poniedziałek, 16 grudnia 2019

Przygotowania ...

Kochani.
Czy Wam też brakuje śniegu? Nigdy za nim nie przepadałam, bo pamiętam tak ciężkie zimy, że nos odmarzał i kostniały od mrozu  palce  w rękawiczkach zrobionych przez Mamę lub  Babcię. Po latach stwierdzam, że miały  te zimy trochę uroku, przecież trzeba było od czasu do czasu użyć śnieżnego puchu jako broni, czasami się w tym śniegu wytarzać rzeźbiąc ramionami anioły, zrobić pługiem nożnym ślady traktora, zjechać na tekturowym tornistrze z   górki... Jak pokazać moim wnukom takie cudne zabawy, gdy mamy ocieplenie klimatu i takich wysoko postawionych, którzy mieli dbać o nasze dobro, a tymczasem fundują nam,  naszym dzieciom i wnukom wdychanie zanieczyszczonego powietrza przez nie kilka, ale kilkadziesiąt lat?
W ten trudny  czas lubię  zapalać świece, więc  wianków ze świecami nie może zabraknąć w pokoju, w którym akurat przebywam. Tylko ja, bo mam w domu przeciwnika płonących świec. Teraz przynajmniej wiadomo, gdzie jestem, bo jestem tam, gdzie palą się świece. Mam nadzieję, że przez spalenie kilku świec  nie przyczyniam się do ocieplenia, to dopiero  byłaby hipokryzja...
Najróżniejszych świeczników mam bardzo dużo, więc problemów z pomysłem na kolejny wianek  adwentowy nie miałam.  Czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze, a w tym roku mam tak proste i szybkie do zrobienia, że aż żenujące.  Podstawkę z gwiazdkami, której jeszcze nie pokazywałam, a od kilku lat jej używam, otoczyłam girlandą z Ikei  i już. Stoi w pracowni.

 

niedziela, 1 grudnia 2019

Wianki z krainy lodu

Kilka lat temu powstał piękny film  dla dzieci o dwóch siostrach Elzie i Annie p.t. W krainie lodu. Starsza  urodziła się z "darem" zamieniania wszystkiego w mroźną krainę, zwłaszcza, gdy podlegała silnym emocjom... Obejrzałam film razem z prawie pięcioletnią wnusią ( jak szybko ten czas leci) i pojawił mi się pomysł, a jak wyglądałby   lodowy wieniec adwentowy? Jeśli jest pomysł, to musi być i realizacja, zresztą bardzo prosta. Przy okazji powstał jeszcze jeden wianek,  lodowa choinka,, ale nie tylko, wszystko z myślą o wnukach.:))
A tak swoją drogą, odwiedzam co jakiś czas centra handlowe i widzę taką masę ozdób świątecznych, że z tego nadmiaru nie chce mi się nic kupić, wolę samodzielnie coś zrobić.  Do moich wytworów używam tylko tych materiałów, które już mam w domu, bardzo się staram, żeby nie wpaść w zakupowy szał.
Muszę się Wam przyznać do czegoś jeszcze, te wianki służą mi już kolejny rok, ja ich nie wyrzucam, tylko zmieniam przystrojenie. Owinęłam słomiane wianki kawałkami kocyka, który został mi po szyciu patchworka, sztuczny śnieg, brokaty, kryształki i kulki też miałam, a wszystko to przypięłam szpileczkami.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Zamiast...

Prace  w ogrodzie się skończyły, więc coraz częściej poszukuję zajęcia w mojej pracowni. Zawsze zaczynam od przejrzenia szuflad. Tym razem podczas przeszukań natknęłam się na serwetki ręcznie robione, a ponieważ sporo ich się zebrało postanowiłam je zagospodarować w bardziej pożyteczny  sposób niż leżenie w pudełkach. Szkoda mi efektów żmudnej ludzkiej pracy, więc może warto  je wyeksponować?  W domu preferuję krótkie firanki, a w pracowni nie mam żadnych firanek, bo z pierwszego piętra mogę swobodnie obserwować co się dzieje na polach. Może więc warto to zmienić? Te dwie myśli naprowadziły mnie na taki pomysł.  Sama nie umiem robić takich piękności szydełkiem, ale zawiesić je na obręczy, a potem na szybie przy pomocy prostych przyklejanych zawieszek  okazało się  czynnością wykonalną.

 

czwartek, 28 lutego 2019

Shabby, shabby...

Cześć, kochani.
Kiedy oglądam magazyny wnętrzarskie i widzę piękne mieszkania, zastanawiam się, w  jakiej części są one odzwierciedleniem gustów architekta wnętrz, a w jakiej właścicieli? Zachwycam się pracą dekoratorów,  ale sama nie chciałabym, żeby ktoś urządzał moje miejsce na ziemi.
To już  druga zima w nowym miejscu, oswajamy nasze cztery kąty, przystosowujemy siebie i nasze stare meble do nowego domu i ciągle trwają przetasowania  przedmiotów. Dla każdej rzeczy szukam odpowiedniego miejsca, żeby żyło nam się wygodniej. Czasami decyzja jest szybka, a czasami muszę dorosnąć do zmian, czas leci, a ja się zastanawiam... W związku z tym ciągle brakuje wykończenia o jakie mi chodzi i mogę pokazać tylko fragmenty domku. Nareszcie mam pracownię z prawdziwego zdarzenia, dwie komody, wielki stół, szafa, wszystko co sama przerobiłam, bądź tylko pomalowałam, ale wszystko bliskie mojemu sercu. Stara półka z Ikei, która po przemalowaniu do tej pory służyła w wiatrołapie do wieszania okryć, awansowała o jedno piętro i trafiła do mojej pracowni. Znalazły na niej miejsce łapacze snów, serduszka i inne bibeloty, które poprzednio wisiały na innej półce. Tym samym osiągnęły docelowe miejsce, pewnie nie na długo, bo lubię zmiany. Na razie dobrze się tu czują, a ja z nimi też.


środa, 13 lutego 2019

Serce, serducho, serduszko...

Kochani
Minęły trzy lata od przełomowego wydarzenia w naszym życiu i dopiero teraz jestem w stanie o tym pisać,   jako ostrzeżenie.
Gdybym postawiła pytanie, z czym Wam się kojarzy  słowo serce, z pewnością każda z nas przytoczyłaby całą litanię  znanych  stereotypów.  Serce to ta cząstka  nas, która spełnia szczególną rolę w naszym życiu uczuciowym: kocha, tęskni, żałuje...
Jest też zupełnie inna strona serca, bez metafor, przenośni i uczuć, maszyna, która nagle ogłasza, jestem zmęczona, już dalej nie mogę. Po prostu czasami zawiedzie, a wtedy zagrożone są funkcje życiowe, człowiek traci głowę, bo jest to ogromne zaskoczenie, jak to, zawał? Nie, to niemożliwe, przecież  jestem pod opieką kardiologa, łykam tabletki na obniżenie cholesterolu i nadciśnienia, nie mam nawet sześćdziesiątki...No tak, ale niedawno straciliśmy kolegę, który nie wezwał lekarza, chociaż wiedział, że jest chory,  ale... i tych ale zawsze się kilka znajdzie.
Gdybyście mieli wątpliwości, czy aby na pewno warto zawracać głowę pogotowiu, lepiej im tę głowę zawrócić, niż stracić życie. Wszystko dzieje się tak błyskawicznie, ból rozsadza klatkę piersiową, ale jeszcze jest nadzieja, może to nie jest to najgorsze, może to tylko zatrucie? Zjadłem kawałek kiełbasy  i to chyba ona stoi mi, za przeproszeniem, w gardle. Może to tylko ból żołądka? Tyle objawów, ilu ludzi, rzucamy się do wujka Googla i nagle łapie nas przerażenie, część symptomów się zgadza, to naprawdę może być zawał. Szczęście, jeśli zorientujemy się szybko, szczęście, jeśli zapis EKG wyraźnie wykaże zawał, u nas tej pewności nie było, bo zawiozłam męża do przychodni na Ursynowie i z takim niepewnym wynikiem wiozłam go potem do  Pogotowia Kardiologicznego na Hożej, (przychodnia nie wezwała pogotowia!)  tam już była pewność, że to zawał i to całkiem spory.
W Instytucie Kardiologii na Spartańskiej natychmiastowa interwencja chirurga, koronarografia i angioplastyka, pobyt w szpitalu. Wszystko skończyło się dobrze, chociaż były jeszcze dwa pobyty w szpitalu, bo potem zostaje strach, nawet dużo strachu o przyszłość.
Dziś mogę podziękować lekarzom z Hożej i z IKARDA za troskę i fachowość w opiece nad mężem.

Sama dla odprężenia i oswojenia tematu serca zrobiłam kilka serduszek, bo ja też jestem już po koronarografii, zrobiona profilaktycznie za namową męża  i do profilaktyki Was namawiam.
 

wtorek, 22 stycznia 2019

Zimowa niespodzianka

Smutny ten styczeń.  Minęły zaledwie trzy tygodnie nowego roku, a tyle nieszczęść już się zdarzyło. Tragedie w Koszalinie i w Gdańsku nie sprzyjały  blogowemu życiu, jakoś nie miałam siły ani ochoty na pisanie. Jak zawsze w życiu czas mija, oswajamy się z tym, co nieuchronne i biegniemy dalej.
Zima od czasu do czasu przypomina, że ma prawo do mrozu i wichrów, drżę o moje jesienne  nasadzenia, bo ciągle zimno mnie  zaskakuje. Jak większość z Was tęsknię do wiosny... i codziennie oglądam moje roślinki.  Jest środek stycznia, a ja przedstawiam dzisiaj prawdziwe zimozielone niespodzianki, które o każdej porze roku mają nam coś do pokazania. A to czerwoną barwę świeżych liści, a to różowe kwiatki zebrane w grona, mogą być też  koloru białego. Jeśli lubicie takie niespodzianki zimą to sprawią je pierisy. Fakt, jak  większość przybyszy z Japonii mogą być wrażliwe  i kapryśne, ale jeśli zapewnimy im odpowiednie  warunki będą kwitły przez długi czas, wymagają półcienistego i cichego miejsca, kwaśnego, wilgotnego  i żyznego podłoża, nie lubią zimna i wiatru. Posadzone wśród innych zimozielonych roślin, zabezpieczone podsypką z przekompostowanej kory  odwdzięczą się pięknymi przebarwieniami. To wyjątkowe krzewy, które w zależności od pory roku kwitną na biało, różowo lub czerwono, liście również ulegają przeobrażeniom, dzięki czemu zaskakują kilka razy w roku.
Dwie odmiany pierisów  Valley rose i Blush,  którym  zdjęcia zrobiłam dzisiaj. Prawda, że piękne?


Co prawda są inne kwitnące zimą roślinki, np. cudowne ciemierniki, ale na razie nie dysponuję zdjęciem.
Płomyk szydlasty i rozchodnik ostry co prawda nie kwitną, ale oszronione pięknie wyglądają. Podobnie jak ligustr


Nowy rok zaczęłam od robótek ręcznych i maszynowych. Na razie kilka poszewek z bożonarodzeniowym klimatem, a w trakcie pracy są patchworki.


Jeszcze kilka zimowych  zdjęć i życzenia miłego tygodnia. :))
 

 

czwartek, 29 listopada 2018

Muszelki świątecznie.

Kilka razy prezentowałam jak wykorzystuję muszelki  w wiankach, osłonkach na świece itp. Ozdoby świąteczne z muszelek też  Wam pokazywałam dwa lata temu, w tym roku ponownie zaszalałam, ale mam usprawiedliwienie, po prostu opróżniam zapasy i staram się z materiałów zalegających na półkach zrobić  coś, co się przyda chociażby do powieszenia na choince. 
Aby nie tracić czasu zaczęłam słuchać audiobooków, REWELACJA! Nie śmiejcie się ze mnie, ale przy tej pracy mogę się skupić na słuchaniu książek. Niedawno odkryłam  Charlotte Link, która  pisze  kryminały z "psychologiczną głębią". Polecam.


wtorek, 28 listopada 2017

Wieniec- nie- wieniec adwentowy

Dzisiaj  krótki wpis,  zaczęłam dość wcześnie przygotowania do Świąt, ale do Adwentu również.  Las dostarczył mi   szyszek i  kory brzozowej,  a mech rośnie przy drodze, wystarczyło  się tylko po nie schylić.  Tak powstał wieniec-nie -wieniec adwentowy, bo przecież ma w sobie tylko symboliczne 4 świece, kształtem natomiast w niczym wieńca nie przypomina.
Ponieważ lubię poznawać nowe techniki, tym razem prezentuję plastikowe  serca, dopiero się uczę i jak zwykle nie uniknęłam błędów, ale do tego już Was i  siebie  przyzwyczaiłam.:))

niedziela, 12 listopada 2017

Ze starego atlasu

Mój stary atlas jeszcze z liceum, zapomniany, smutny leżał, czekał, aż ktoś go weźmie do ręki, przejrzy, a tu nic. Obok niego leżą młodsze atlasy, z nowymi podziałami państw, które pod wpływem dziejowych zmian po 1989 roku rozpadły się, nie przetrwały przymusowych działań polityków.  Na nowych mapach  nie ma Czechosłowacji, nie ma Jugosławii, zniknął Związek Radziecki, powstały ze sztucznych zbiorów wcale niemałych  narodowości. Powstały zjednoczone Niemcy, a mój atlas stał się tak nieaktualny, że nie żal mi było częściowo go pociachać.  Zauważyłam, że  góry i morza są wartością constans, chociaż nie wiem, czy Arktyka nie zmniejszyła swojej powierzchni?
Co ma atlas do robótek ręcznych? Otóż jeszcze w starym domu powstały poszewki, do których  dopiero niedawno dotarłam, tzn. odnalazłam w pudłach. Brakowało mi pomysłu, jak zaprezentować podusie, żeby nie były takie samotne. Kiedy  spojrzałam na stary atlas, zabrałam się za wycinanie  mapek, najpierw powstał wianek, który trochę przypomina mi kwiat dalii i nie wiem dlaczego przeważają w nim inne kolory niż na poszewkach. Potem okleiłam  mapkami  świeczki, z rozpędu okleiłam też stare literki do stawiania książek i jeszcze dwie zakładki, a właściwie zakładeczki. Od razu widać, że przyszła jesień i mam trochę więcej wolnego. Wszystko powstawało z myślą o aspekcie dydaktycznym, poszewki nie tylko przedstawiają mapy, będzie można je poczytać po angielsku, to wartość dodana projektu. Cały komplet na pewno rozbudzi ciekawość i  skojarzenia z podróżami.
 
Po raz pierwszy w poszewkach wstawiałam białe wypustki po bokach, nie było to łatwe , ale było warto.

Kochani, nadeszła jesień, czas rozpocząć przygotowania do Świąt, zapraszam więc na kolejne posty. Moc serdeczności Wam przesyłam.:))
P.S.
Piękna ruina, o której pisałam w poprzednim poście, a która Wam się bardzo  spodobała,  w tej chwili jest własnością prywatną.  "W 2010 roku ruina spichlerza została sprzedana przez miasto Nowy Dwór Mazowiecki lokalnemu deweloperowi, który ma plany odbudowania rozebranego zachodniego skrzydła w formie nowoczesnej i stworzenia w nim pięciogwiazdkowego hotelu z centrum konferencyjnym i przystanią."

niedziela, 8 stycznia 2017

Trochę Afryki w środku zimy.

Dzisiaj wprowadzam trochę gorąca w naszą mroźną atmosferę, a to za sprawą afrykańskich masek, których trochę zgromadziliśmy, a których nigdy nie pokazywałam, chociaż w ostatnim poście  gościła  szopka.  Afrykańskie elementy wpisują się w nurt etno, ale u mnie to tylko chwilowa aranżacja na potrzeby posta. Na co dzień maski przebywają w zamkniętym pudle, trochę z sentymentu nie mamy siły ich wyrzucić, bo takie pamiątki z Afryki   przywoził mój M   Trochę dla żartu "pod nie " zaczęłam szyć patchwork taki właśnie afrykański, ale tak naprawdę  pomysł na ten quilt dojrzewał dość długo.  Ponieważ chciałam połączyć zwierzęce wzory tak, żeby nie były monotonne i jednoznaczne, stąd pomysł na   turkusowy kolor, bo czasami  niebo nad Afryką, a czasami  morze przybierają taki właśnie  odcień. Quilt nie jest duży, bo na mojej małej maszynie nie mam  siły pikować dużych patchworków, ale wystarczy, żeby się nim otulić.


środa, 4 stycznia 2017

Wszelkiej pomyślności...

zdrowia i wielu powodów do radości  Wam życzę na ten rok. Mam nadzieję, że dotarłam do wszystkich z życzeniami, a za Wasze bardzo dziękuję. Chociaż są to tylko słowa,  wiem, że niosą ze sobą bardzo pozytywne emocje i bardzo podnoszą na duchu.
Dobrze jest wrócić do normalności po tych wszystkich zawirowaniach. Byłam ciekawa, jaka robótka  zwycięży, zwyciężyła maszyna do szycia, oj, stęskniłam się do niej bardzo i wkrótce pokażę,  co już zdziałałam. Tymczasem jeszcze kilka migawek ze świątecznego domu. Na pierwszy ogień śniegowa kula z Mikołajem i z pozytywką, którą kupiłam wnusi. Okazało się, że spełniłam tym samym marzenie z dzieciństwa  mojej synowej, takie kule były zbyt  kiczowate, by jej Mama taką kupiła. A ja ten kicz udomowiłam, bo sama po cichu chciałam taką kulę mieć. :)
 Niektóre  z Was już pochowały ozdoby do pudeł, ale u nas do Trzech Króli ozdabiają dom.

Wieczorami wszystkie ozdoby wyglądają magicznie  i nabierają innego uroku.





Szopek muszelkowych trochę przybyło, a nawet wyciągnęłam stare afrykańskie figurki,  zupełnie inne, niż te, do których przywykliśmy.
Kochani, jeszcze raz wszystkiego najlepszego i do następnego razu. :)

czwartek, 22 grudnia 2016

Zielone Święta Bozego Narodzenia ...

Kochani.
Śniegu nie będzie, będzie  smutno i chmurno, więc postanowiłam, że zieleń będzie  dominującym kolorem podczas tegorocznych  Świąt  Zanim Wam złożę życzenia kilka migawek z domu.
Piękny pęk jemioły, rzucony na sekreterę  tworzy uroczą dekorację, a do tego dorobiłam kilka aniołków, wykorzystując gotowe piękności  z  Werandy Country.  Dodałam im spódniczki z białych filtrów do kawy i gipiury oraz  oczywiście z muszelki.  Podświetlona jemioła tworzy piękny świąteczny  nastrój, z choinką muszę jeszcze poczekać.


 
 

Zrobiłam  dwa stroiki na bazie zieleni i z bardzo naturalnych materiałów. Poniżej prezentuję jeszcze dwie najprostsze  choineczki, stożki owinięte kolorowymi sznurkami, podobnie robiłam jajka wielkanocne
Na koniec jeszcze  moja wersja broszek, pingwinek i choineczka, prawda, że słodkie?

 

Myślałam, że nigdy nie poruszę tematów politycznych, bo uważałam, że blogi nie służą do tego, ale chcę wyrazić mój smutek,  że tak szybko można zmarnotrawić wszystko, co budowaliśmy przez tyle lat. Jeden rok wystarczył, by nadać zupełnie inne znaczenie    wszystkim demokratycznym zdobyczom.  Mam wrażenie, że wszystko to już przeżywałam,  że to jakieś szalone deja vu. Tym bardziej 

 Życzę  Wam, moi kochani goście 
spokoju podczas tych pięknych Świąt,
 wyciszenia sporów,
 radości z każdej chwili spędzonej z najbliższymi
 i dużo miłości.
Pozdrawiam .:)

czwartek, 8 grudnia 2016

Choinki raz jeszcze.

Dziękuję Wam serdecznie za wszystkie komentarze i pozytywną ocenę moich tworków z muszelek z nadzieją,  że Was nimi nie zanudzam.  Bardzo chciałam Wam pokazać,  jak "reanimować" stare bombki, ale jestem poza domem i nie mam kontaktu ze zdjęciami. Dzisiaj więc ciąg dalszy choinek, tym razem pierwsza z drewna znalezionego na plaży, idealnie pasuje do tej z kory brzozowej.


//Pinterest widget