Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 marca 2021

Wysyp poszewek...

 

Cześć, kochani!

  Dzisiaj, żeby nie było monotonnie, ozdobne poszewki. Zaczęło się od dwóch prostych poszewek na prezent, a że praca jest najlepszym lekarstwem na sinusoidę nastrojów, dlatego powstało kolejnych  pięć poszewek, po prostu  nie mogłam się  oderwać  od maszyny. Zrozumieją mnie osoby, które też tak mają,  gdy pomysły same przychodzą do głowy, a potem trzeba (i to jest wewnętrzny przymus, któremu nie da się oprzeć) je zrealizować. Siadłam więc do pracy  i od razu wiedziałam, z czego poszewki powstaną.

piątek, 4 grudnia 2020

Trzecia wersja krzesła



Zaczęła się zima i bardzo brakuje mi pracy w ogrodzie, szukam zajęcia dla rąk i coraz częściej wędruję po domu w poszukiwaniu rzeczy do przerobienia, przemalowania lub naprawienia. Ktoś kiedyś nazwał taki stan ADHD rąk i miał rację. Ta potrzeba zajęcia kończy się powodzeniem,  gdy natknę się na kolejną ofiarę. 
Tym razem padło na stare krzesło, które odziedziczyliśmy po właścicielu  naszego  poprzedniego domu. Już je kiedyś pokazywałam, kiedy je obiłam tkaniną niebieską toile de Jouy (czyt. tual de żui). Niestety nie mogę odnaleźć w archiwach Google zdjęcia, ale jest tutaj  

środa, 21 października 2020

Półka

dość nietypowa, plastikowa i tak  złota, że kłuła w oczy,  taki koszmarek, który nieopatrznie wpadł   w te moje oczy, chyba właśnie przez tą ohydną złocistość tam wpadł. Nie muszę dodawać, że było to kilka lat temu, kiedy jeszcze buszowanie w bazarowych starociowych pudłach dostarczało mi mnóstwa adrenaliny, zwłaszcza kiedy wypatrzyłam coś takiego, czego w sklepie nie można było kupić. Zdarzało się tak właśnie, że po przyjściu do domu wybuchałam śmiechem, że takie szkaradzieństwo zakupiłam. Na szczęście czas ten minął bezpowrotnie, a z półeczką trzeba było "coś zrobić", żeby nie zaśmiecała Planety, a służyła w domu, bo przecież miejsca na  ścianach trochę mam. 
Pomalowałam półeczkę na biało,  przetarłam, dodałam drewnianą półeczkę i porządne uchwyty do powieszenia i można było półeczkę wykorzystać do aranżacji bibelotów
      

poniedziałek, 25 listopada 2019

Zamiast...

Prace  w ogrodzie się skończyły, więc coraz częściej poszukuję zajęcia w mojej pracowni. Zawsze zaczynam od przejrzenia szuflad. Tym razem podczas przeszukań natknęłam się na serwetki ręcznie robione, a ponieważ sporo ich się zebrało postanowiłam je zagospodarować w bardziej pożyteczny  sposób niż leżenie w pudełkach. Szkoda mi efektów żmudnej ludzkiej pracy, więc może warto  je wyeksponować?  W domu preferuję krótkie firanki, a w pracowni nie mam żadnych firanek, bo z pierwszego piętra mogę swobodnie obserwować co się dzieje na polach. Może więc warto to zmienić? Te dwie myśli naprowadziły mnie na taki pomysł.  Sama nie umiem robić takich piękności szydełkiem, ale zawiesić je na obręczy, a potem na szybie przy pomocy prostych przyklejanych zawieszek  okazało się  czynnością wykonalną.

 

wtorek, 22 stycznia 2019

Zimowa niespodzianka

Smutny ten styczeń.  Minęły zaledwie trzy tygodnie nowego roku, a tyle nieszczęść już się zdarzyło. Tragedie w Koszalinie i w Gdańsku nie sprzyjały  blogowemu życiu, jakoś nie miałam siły ani ochoty na pisanie. Jak zawsze w życiu czas mija, oswajamy się z tym, co nieuchronne i biegniemy dalej.
Zima od czasu do czasu przypomina, że ma prawo do mrozu i wichrów, drżę o moje jesienne  nasadzenia, bo ciągle zimno mnie  zaskakuje. Jak większość z Was tęsknię do wiosny... i codziennie oglądam moje roślinki.  Jest środek stycznia, a ja przedstawiam dzisiaj prawdziwe zimozielone niespodzianki, które o każdej porze roku mają nam coś do pokazania. A to czerwoną barwę świeżych liści, a to różowe kwiatki zebrane w grona, mogą być też  koloru białego. Jeśli lubicie takie niespodzianki zimą to sprawią je pierisy. Fakt, jak  większość przybyszy z Japonii mogą być wrażliwe  i kapryśne, ale jeśli zapewnimy im odpowiednie  warunki będą kwitły przez długi czas, wymagają półcienistego i cichego miejsca, kwaśnego, wilgotnego  i żyznego podłoża, nie lubią zimna i wiatru. Posadzone wśród innych zimozielonych roślin, zabezpieczone podsypką z przekompostowanej kory  odwdzięczą się pięknymi przebarwieniami. To wyjątkowe krzewy, które w zależności od pory roku kwitną na biało, różowo lub czerwono, liście również ulegają przeobrażeniom, dzięki czemu zaskakują kilka razy w roku.
Dwie odmiany pierisów  Valley rose i Blush,  którym  zdjęcia zrobiłam dzisiaj. Prawda, że piękne?


Co prawda są inne kwitnące zimą roślinki, np. cudowne ciemierniki, ale na razie nie dysponuję zdjęciem.
Płomyk szydlasty i rozchodnik ostry co prawda nie kwitną, ale oszronione pięknie wyglądają. Podobnie jak ligustr


Nowy rok zaczęłam od robótek ręcznych i maszynowych. Na razie kilka poszewek z bożonarodzeniowym klimatem, a w trakcie pracy są patchworki.


Jeszcze kilka zimowych  zdjęć i życzenia miłego tygodnia. :))
 

 

czwartek, 29 listopada 2018

Muszelki świątecznie.

Kilka razy prezentowałam jak wykorzystuję muszelki  w wiankach, osłonkach na świece itp. Ozdoby świąteczne z muszelek też  Wam pokazywałam dwa lata temu, w tym roku ponownie zaszalałam, ale mam usprawiedliwienie, po prostu opróżniam zapasy i staram się z materiałów zalegających na półkach zrobić  coś, co się przyda chociażby do powieszenia na choince. 
Aby nie tracić czasu zaczęłam słuchać audiobooków, REWELACJA! Nie śmiejcie się ze mnie, ale przy tej pracy mogę się skupić na słuchaniu książek. Niedawno odkryłam  Charlotte Link, która  pisze  kryminały z "psychologiczną głębią". Polecam.


środa, 13 czerwca 2018

Trochę picu

nie zaszkodzi. Nie mam tu bynajmniej na uwadze kadzenia, czyli prawienia miłych słówek niekoniecznie prawdziwych. Moje picowanie polega na łączeniu  gotowych mebli  już przeze mnie postarzonych z wypatrzonymi podczas bazarowych wypraw dodatkami.  Te dodatki to wszelkiego rodzaju nadstawki, korony duże i małe, które nie wyglądały  za dobrze samodzielnie, natomiast jako ozdoby sprawdzają się świetnie i trochę  podpicowują stare mebelki. Ale może to tylko mi się tak wydaje, ważne, że bardzo je lubię i kiedy trafiam na jakiś bazar to chętnie przygarniam takie korony.
W łazience taka nadstawka ozdobiła  stary narożny mebel, któremu  dodałam piękne szklane gałki.  Wieszak obok to stary wieszak, od którego odpadł uchwyt do wieszania, wystarczyły trzy haczyki, dwa ozdobniki  i mam oryginalny wieszaczek na ręczniki.



 

Nadstawka od kredensu też została podpicowana koroną i znalazła miejsce w mojej pracowni. Mam wrażenie, że się postarzała w nowym domu, ale to chyba przez brak światła.



Na koniec tych picowanek zostawiłam przedpokój z wymarzonymi  drzwiami,  na które czekaliśmy aż 13 tygodni, wyobrażacie to sobie? Nad wyjściem do wiatrołapu zawisła kiedyś brązowa półka z poprzedniego domu, przemalowana na biało i teraz też praktycznie pełni funkcję korony. 



Ogród pochłonął mnie tak totalnie, że rzadko siadam do komputera, a przecież muszę się z Wami podzielić nowymi pomysłami.
Serdeczności moc Wam przesyłam.:))

piątek, 29 września 2017

Jesień dary niesie...hortensje i dynie

Wrzesień minął jeszcze szybciej, niż sierpień, niestety za dużo dobrego nie mogę o tym miesiącu powiedzieć. Chwilę odpoczynku chcę spędzić z Wami i przedstawić to, co udało mi się złapać w obiektyw.
Dynie robię każdego roku, w tym dodałam inny materiał i zrobiłam kilka żołędzi. Sposób na dynie podawałam już w kilku postach, nowością zaś są prawdziwe dyniowe ogonki, a wiecie, że dziko rosnące  dynie znalazłam  pod lasem,  zostawiłam je dla zwierzątek, a jeden pęd przygarnęłam, żal by było nie wykorzystać.


piątek, 16 czerwca 2017

Cierpię na nadmiar ?

Nieubłaganie zbliża się godzina W - jak wyprowadzka, a do dzisiejszego posta skłonił mnie post Holly Lu.  Podobnie jak ona  bibelotów wszelakich mam całe mnóstwo i zaczyna mnie to trochę dołować. Sama pakuję do pudeł wszystko, czym obrosłam przez ostatnie lata, a jest tego zdecydowanie za dużo! Za dużo naczyń, świeczników, wianków, świątecznych ozdób, no i książek. Z książkami nie zamierzam walczyć, kocham je, chociaż na dobrą sprawę, ile razy wracamy do tej samej książki? A na półce stoi i zajmuje przestrzeń. Próbowałam czytać za pomocą Kindla, ale to nie dla mnie, nie ma szelestu kartek przy  przewracaniu, kiedy szukam strony, gdzie czytałam, znika cała magia, zdecydowanie  tradycyjna metoda czytania znacznie bardziej mi odpowiada. Z książek na półce nie zrezygnuję, bo są nierozerwalną częścią mojego życia. Są dla mnie przyjemnością.
Z czego więc mogę czy chcę zrezygnować? Zaczynam sobie odmawiać tej drobnej przyjemności, jaką jest wypatrywanie i kupowanie różności. Na towary wyłożone na naszym starociowym bazarze kręcę nosem i bardzo starannie wybieram, sama sobie tłumacząc, że już dość, że dom jest w stanie nasyconym i nic więcej nie zmieści, nowy dom jest co prawda  większy, ale ma więcej powierzchni szklanych, co zdecydowanie zmniejsza ilość miejsc do eksponowania  moich zdobyczy. Takie tłumaczenie udaje się  często i jestem dumna jak paw po każdym niekupieniu "czegoś"  Od czegosiów zaczynałam, potem były meble i przydasie, a teraz zauważyłam bardzo ciekawe zjawisko. W domku zostały tylko przedmioty niezbędne do życia i co się okazało? Znalazłam winowajczynię, podejrzewam, że  wszystkiemu winna jest zmywarka, nawet jeśli jesteśmy tylko we dwoje, musimy mieć więcej naczyń, żeby ją zapełnić. Teraz zmywamy ręcznie i nie muszę mieć tylu zastaw. Można żyć bez nadmiaru, ale czy żeby dorosnąć do takiego stwierdzenia, musiałam się przeprowadzać ? I czy aby na pewno nie sprawia mi ogromnej przyjemności trzymanie w rękach pięknej porcelany? Smak napoju pięknie podanego za każdym razem w innej filiżance to bardzo miłe uczucie dla zmysłów, czy na pewno chcę się tego pozbawiać?


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Karczoch z cukru czy z cukrem?



Ten post zapowiada się jako post kulinarny, ale nim nie jest.
Niektóre z nas kochają  karczochy, ale niekoniecznie te do jedzenia. Warzywo to jadłam tylko raz w życiu,  a szkoda, bo jestem bardzo ciekawa nowych oryginalnych  smaków, a jakże , smakowało mi bardzo. Karczochy często widuję jako ozdoby pokojowe, a wiem, że ich ceny nie są bagatelne  Od dawna myślałam o tym, żeby wykonać taką ozdobę własnoręcznie. Pomysł zalągł się dawno, "wylęgł się " jesienią . Myślę, ze większość z nas tak ma, że na wszystko przychodzi odpowiednia pora, można to nazwać natchnieniem czy weną i wtedy pracuje się pewnie. Pokusiłam się o zrobienie figurki,  zaczęłam od moich ukochanych muszelek, okleiłam nimi jajko styropianowe, ale przerwy pomiędzy nimi były zbyt duże, więc dodałam mniejsze muszelki, pomalowałam kilkanaście razy, a to akrylową, a to lakierem,  w końcu kredową, ale nie byłam  zadowolona.  Tak trochę z tyłu umieściłam tego karczocha, chyba z powodu niedoskonałości.
 Na kolejnym styropianowym jajku zaczęłam od początku, ale tym razem okleiłam je plastikowymi odłamanymi łyżkami. Czubek styropianowego jajka  ścięłam, żeby jajko mogło stać pewnie. Potem nastąpiło wielokrotne malowanie jak powyżej, co mnie wcale nie zadowoliło. Znowu się zatrzymałam z robotą, aż w końcu przypomniałam sobie metodę postarzania na cukier z bloga Ani myshabbymydream  Pod cukier wpadły też drewniane niskie świeczniki. Ocenę pozostawiam Wam.

poniedziałek, 31 października 2016

Okazja czyni...robótkę.

Cześć, kochani.
Jakoś nie mogę wymyślić tekstu, który oddałby w pełni nastrój tych dni, żeby więc nie pisać banialuków, przechodzę do meritum, czyli do tego co mogę pokazać bez silenia się na mądrości.
Dzisiaj prezentuję kilka robótek, które dość długo czekały na swoją kolej i w końcu się doczekały. Wszystko co dziś pokazuję zostało kupione okazyjnie, za tak zwane grosze.
1. Szafkę  na buty z dębowego drewna  pomalowałam farbami kredowymi, postarzyłam,  dodałam dekory na drzwiczki, szarością maznęłam uchwyty i dekory, czyli  jest tak jak lubię. Ponieważ bardzo lubię zmiany, więc dekoracje często przestawiam, a jest to dobry sposób na pozbycie się kurzu, wiadomo, to wszystko  są przecież  kurzołapy. Szafka była zrobiona, gdy kwitły konwalie.

 

2. Od dawna chciałam zrobić łapacze snów, tym bardziej, że ze spaniem różnie bywa, że o snach nie wspomnę. Chociaż moje łapacze niewiele mają wspólnego z prawdziwymi indiańskimi,  to mam nadzieję, że poskutkują i nasz dom omijać będą  senne koszmary i niedobre maszkary.
Serwetki i tamborki kupione oczywiście okazyjnie na pchlim targu.
 



3. Kupiony za 30 PLN. żyrandol wymagał tylko drobnej naprawy kabla, ale zyskał zupełnie nowe oblicze. W sklepie z firankami zakupiłam wiszące  kryształki, niestety tylko plastikowe, ale po rozdzieleniu i zawieszeniu dodały  trochę blasku starociowi. Polecam ten sposób, kryształki nie mogą być łączone żyłką, muszą być na kółeczkach, dzięki którym dają się przymocować do żyrandola.
Teraz szukam prawdziwych kryształków, a cena tych  plastikowych niewiele przekroczyła wartość starego  żyrandola.


Jeszcze do niedawna dało się wyczarować takie klimaty  w ogrodzie,  ale to już przeszłość.



W ogrodzie moja róża po prostu przechodzi samą siebie i ciągle kwitnie, zaskakuje mnie tym bardziej, że nie za bardzo o nią dbam.


Kiedyś pisałam już o cudownej mocy rośliny zwanej  topinambur , która tak pięknie  rosła  w moim ogrodzie.


Kochani. dziękuję za miłe słowa, witam nowego czytelnika i do następnego razu.:))

środa, 5 października 2016

Mój pierwszy raz, a nawet dwa...

Kochani, jestem   i witam Was ciepło w moich progach.
Tytuł bynajmniej nie ma żadnych podtekstów (chyba nikogo nie rozczarowałam?),  chcę  Wam się pochwalić nową umiejętnością, a nawet dwiema. Na razie metoda prób i błędów pozwoliła mi na odnowienie starego krzesła, które spędziło na strychu wiele lat jako nieużytek.  Sporo mebelków zmieniłam już w ostatnich latach, a TO naprawdę zrobiłam po raz pierwszy, przy czym TO oznacza po prostu zabawę w tapicera. Przedtem zakupiłam  taker, wyszorowałam miękkie części krzesła, dobrałam tkaninę  toile de jouy (czytaj: tual de żui, zawsze miałam problem z zapamiętaniem, więc utrwalam:)) których mam pod dostatkiem i po prostu obiłam oparcie i siedzisko krzesła.  Oczywiście drewniane części przedtem przemalowałam i postarzyłam. Siedzisko się zdejmuje, więc nie było problemu, natomiast górnej części nie byłam w stanie wyjąć, stąd  po przymocowaniu tkaniny musiałam jakoś przykryć miejsca łączenia, użyłam taśmę, którą dawno temu kupiłam na naszym bazarze z myślą  może się przyda? To na razie początek, zdaję sobie sprawę, że  dam radę zrobić tylko bardzo proste naprawy, na pewno znawcy dopatrzą się niedociągnięć, ale z każdym następnym razem będzie lepiej. Trening czyni mistrza, przynajmniej mam taką nadzieję.






Piękne są  te materiały z trudną nazwą, do tego prezentują tak bardzo różne wzory. Kiedy znudzi mi się tkanina, bez problemu użyję nowej, bo tę po prostu zerwę, albo uszyję nowe wdzianko. Doszłam do sedna, bo mój drugi pierwszy raz to właśnie wdzianko dla innego krzesła. Wdzianko szyłam po raz pierwszy, następne powstanie w prostszy sposób, a krzesło też pobieliłam i postarzyłam. Od kiedy przypomniałam sobie sposoby na falbanki nie mogę się powstrzymać, to dopiero szaleństwo mnie dopadło, ale pokażę wkrótce, co dokładnie.
Trochę  się chwalę, ale  to dlatego, że naprawdę się cieszę z kolejnych staroci, które wrócą  do używania, a dodatkowo z tego, że ciągle poznaję coś nowego , nie mam czasu na nudę i  robię to, co lubię.



Krzesła w starej wersji


Jesienne klimaty rozgościły się na dobre, życzę Wam dużo radości z prawdziwej polskiej jesieni, którą większość z nas kocha, a przynajmniej lubi.
Kochani, serdeczności Wam zostawiam, do następnego razu.:))


środa, 31 sierpnia 2016

Hortensje i poduszki...

Cześć.
Na starsze lata opanował mnie pracoholizm,  nie  zawsze tak miałam, bo młodość miałam chmurną i burną, a nawet powiedziałabym durną. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że chwile spędzone przy maszynie, albo z pędzlem w ręku, a jeszcze lepiej ze szpadlem w ogrodzie będą mi sprawiały tyle radości, popukałabym się w głowę. Każdy wiek ma swoje prawa, na szczęście osiągnęłam taki stan, że nic nie muszę, tylko sama chcę. Myślałam, że będę bardzo dużo czytać, czytam, ale nic mnie nie zachwyca tak, jak kiedyś miało to miejsce. Budzę się rano i nie wiem,  co schwycić, czy szycie, czy malowanie, czy pędzić do ogródka? Czasami wszystko się układa i szybko widać efekty, a czasami z tego niezdecydowania  chwytam aparat i pstrykam zdjęcia. A to hortensjom zrobię sesję, a to poganiam światło pełzające po domu, a to w ogrodzie znowu coś znajdę do utrwalenia, aż w końcu jakiś pomysł we mnie dojrzewa i wiem, co mam zrobić. W ostatnim tygodniu opanowały mnie poduszki w stylu trochę vintage, trochę romantycznym z falbankami.









Moja najprostsza metoda na szybki deserek: na pokrojone ciasto francuskie kładę owoce w kawałkach, tu akurat pokrojone śliwki,  posypuję cynamonem i odrobiną cukru, razem z papierem wsuwam do piekarnika (170st.) i w ciągu 20-25 minut gotowe, bardzo lubię takie proste rozwiązania.
Kochani, z  nadzieją, że lato jeszcze się nie kończy serdeczności Wam zostawiam i  życzę przyjemnych dni.:))


//Pinterest widget