Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredens. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2016

Nadstawka od kredensu

Kochani, dziękuję Wam za odwiedziny,  życzenia świąteczne i noworoczne, mam nadzieję, że dotarłam do wszystkich z moimi.  Witam też nową obserwatorkę.
Nowy rok rozpoczynam   przedstawieniem  pracy, która długo czekała na swoją kolej, naprawdę kilka miesięcy, bo ciągle nie miałam czasu, albo nie było dobrego światła. Idealnie mieści się w niej trochę   moich tworów, nareszcie znalazłam dla nich miejsce. Ogromna nadstawka od kredensu, co prawda trafiła mi się tylko góra, ale ze względu na pięknie zaokrąglone szybki musiałam się nią zaopiekować. Witryna była na  wysoki połysk, ale jej nie skrobałam, użyłam podkładu  i farby akrylowej. Ze względu na sposób malowania  powinna zawisnąć na ścianie przy szafie z lustrem, ale kiedy to nastąpi, nie wiem. Na razie stoi na ogromnej komodzie, którą też wkrótce pokażę.


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Stary nowy nabytek

Witam Was serdecznie. Dzisiaj jest u mnie tak straszny i porywisty wiatr, że moje pozdrowienia dotrą do Was bardzo szybko.
Słońce w moim domu w ciągu dnia omiata swoimi promieniami każdy pokój. Do kuchni trafia dopiero po południu, więc ostatnio nie mogłam go złapać, bo albo byli goście, a wtedy byliśmy bardzo zajęci, albo mnie nie było w domu. Z prezentacją nowego nabytku musiałam więc poczekać. Jedna ze ścian mojej kuchni jeszcze miesiąc temu wyglądała tak.


Szafki wiszące i zbyt wąska komódka pasowały do reszty kuchni, ale to nie było to, co mi się marzyło. Półeczki na sztućce i mleczniki już znacie, a i zamiłowanie do kobaltów również. Półeczki pod szafkami zakupione, obdarte z lakieru i przetarte białą farbą, czyli spatynowane.


Kiedy zobaczyłam to cudo na naszym targu, obchodziłam je wkoło, zaglądałam, znacie to uczucie ściśniętego gardła i bijącego serca, wiadomo  i endomorfiny  i adrenalina się wyzwoliła. Wiedziałam tylko, że idealnie pasuje do mojej kuchni kolorem i wymiarami. A gdy usłyszałam cenę, wiedziałam  "mój ci on"
No i jest!



Podzielenie kredensu na trzy  w górnej części powoduje, że jest bardzo wygodny,  w dodatku na dole nie ma podziału. Pod szerokim blatem trzy szufladki, a nad blatem stare lustro fazowane z szarymi przebiciami, ale to tylko dodaje kredensowi uroku. Jak nie kupić???


Sprzedawca sugerował, że to kredens francuski z początku XX wieku i chyba miał rację.
Śliczne kryształowe szybki ze specjalnymi uchwytami na firaneczki.  Pięknie rzeźbione dębowe liście.
Bajka po prostu.


Jak widzicie, mój nowy, ale stary nabytek lubi często zmieniać wystrój.




Wyjątkowo nie pytam Was o radę, czy malować, na razie na pewno zostanie w takim stanie, w jakim jest, pasuje do mebli. Ale już zaczynam myśleć...

środa, 14 stycznia 2015

I po kolędzie...

 Witam Was serdecznie
Coroczne odwiedziny księdza, czyli jak zwykle musi być woda święcona, kropidło, lichtarzyk i świece. Znudziły mi się zwykłe srebrne lichtarzyki  i zaszalałam, albo przekora jakaś mi się włączyła, świece postawiłam na odwróconych kryształowych kieliszkach ( szyszki dodałam tylko do zdjęć). 
Pamiętam jaką obawą i niepewnością napawała mnie  wizyta księdza w czasach wczesnej szkoły podstawowej, mimo, że byłam grzecznym dzieckiem. Straszenie przez dorosłych, że ksiądz będzie pytać, w ogóle sam fakt, że ktoś taki ważny  przekroczy próg naszego domu, a jeszcze obowiązkowe przygotowanie  zeszytu, oj przeżywał człowiek, a ostatecznie zawsze było sympatycznie.  Podobne odczucia towarzyszyły jeszcze moim synom w niedalekiej przeszłości.



Jeszcze trochę ostatnich elementów świątecznych  i po świętowaniu. Ostatecznie.





Przy okazji mogę pokazać kolejny mebel czyli witrynę, która też jest starociem, ale nie antykiem. Podobnie jak w przypadku sekretery chętnie przemalowałabym ją na inny kolor, wiadomo nawet jaki, ale do końca nie jestem przekonana. W przypadku prawdziwego antyku chyba bym  nawet nie  pomyślała o malowaniu ...


Zbiór świeczników na ogół gości na witrynie...


Jakiś czas temu kupiłam lampę w kolorach  bardzo mile widzianych, co prawda bez klosza i ze złoceniami w bardzo dziwnym odcieniu, ale  zawsze muszę coś zmienić w moich nabytkach.  Teraz lampa dostała klosz,  zamalowałam złotko i nadeszła pora na prezentację.


Kochani, bardzo Wam dziękuję za odwiedzanie mnie i życzę wszystkiego dobrego na najbliższe dni.

poniedziałek, 22 września 2014

Do czego służą sekretery?

 Witam Was bardzo serdecznie z bardzo dalekich Bieszczad, wrzucam post przygotowany wcześniej, bo żyjemy w takim pośpiechu, jakiego nie pamiętam. Wczorajszy dzień też wart jest opisu i jak tylko trochę się ogarnę, zdam Wam sprawozdanie.
Na razie  prezentuję kolejny domowy mebel, a mianowicie sekreterę. Teraz już wiem, dlaczego tak się nazywa, kiedy jakiś przedmiot trafi do jednej z licznych szufladek, to albo zapominam , że takowy posiadam, albo pamiętając o nim, nie mogę go znaleźć i wszystkie skrytki muszę otwierać. Jak głosi najsłynniejsze ze wszystkich prawo Murphyego, rzeczony przedmiot jest na pewno w ostatnim miejscu, do którego zaglądasz
Wszystkie moje meble najchętniej przemalowałabym na biało, ale w przypadku niektórych nie wchodzi to w grę. Tak jest  właśnie w przypadku sekretarzyka udającego antyk. Skoro staroć, to bibeloty też powinny być  starsze. Naprawdę stara jest podstawa od lampy, reszta to przedmioty z mosiądzu i cynkalu, kupione za grosze, ale dobrze się wkomponowały w całość. Zawsze lubiłam przestawiać meble, ale teraz są po prostu za ciężkie, żebym mogła je ruszyć, pozostało mi więc zmienianie dodatków.

Moje świeczniki też  udają starocia, naprawdę są  postarzone.

.
Ponieważ znudziło mi się oglądanie ciągle  tych  samych bibelotów, postanowiłam zmienić wystrój. Z kuchni wywędrowały moje wazy z Delft i ozdobiły sekretarzyk. Dla moich oczu ten wystrój jest bardziej udany.


 Teraz trochę z dziedziny rękodzielniczej. Dawno, dawno temu zobaczyłam u Ity z Jagodowego zagajnika wieszaki pięknie obszyte lnem z transferami i koronkami. Zawsze staram się podać autora pomysłu, który wykorzystuję.   Jeszcze wtedy nie miałam zapasu lnu, więc szyłam z grubej bawełny, miałam też sporo mniej  udanych transferów (wiecie, że lubię wykorzystać każdy skrawek ) i powstały takie opakowania na wieszaki. Transfery pochodzą z bloga The Graphics Fairy. Oczywiście nie są tak piękne jak pierwowzór, ale bardzo się przydają.  Zapytacie do czego służą  takie kubraczki? Otóż świetnie trzymają ubrania, które lubią ześlizgiwać  się z wieszaków i najczęściej lądować na dnie szafy. A my schylając się po nie zazwyczaj łapiemy lumbago.

Jak widać, uszyłam też kubraczki dla cięższych ubrań, sprawdzają się  świetnie, zwłaszcza do swetrów.


Muszę się pochwalić kolejnym nabytkiem wiadomo skąd. Do kieliszków kryształowych z fabryki Violetta w Stroniu Śląskim dokupiłam wazę o identycznym cięciu, chyba tak się to nazywa. Waza jest ogromna, na kształtnej nóżce i  było to zauroczenie od pierwszego spojrzenia. Zdjęcia są różne, nie mam w tej chwili czasu na próby z aparatem i bardzo nad tym ubolewam.

We wtorek na bazarze trafienie miałam jedno, ale spektakularne, lampa koloru kobaltowego, oczywiście niezrzeszona, ale wymaga dokupienia abażura i pomalowania złoceń na normalny kolor.  Wkrótce ją pokażę.
Tymczasem pozdrawiam Was bardzo serdecznie i dziękuję, że do mnie zaglądacie.

poniedziałek, 1 września 2014

Decoupage, dekupaż, decu

Decoupage był pierwszą dziedziną, którą się zajęłam,  był głównym tematem pierwszego  posta, który napisałam w maju i teraz dopiero się zorientowałam, że nic nie pokazałam. Polubiłam ten rodzaj zdobienia, zwłaszcza   jajek wielkanocnych, ale potem pojawiły się jeszcze ciekawsze zajęcia i na nich się skupiłam. Pokazuję skrzyneczkę na klucze, małe pudełko, dwie świeczki i dwa styropianowe jajka z neutralnymi kwiatowymi wzorami. Serwetek mam zapas, ponieważ tu też były mody: różane, lawendowe, z czasem craki jedno- lub dwu-składnikowe. Na koniec lakierowanie jak niekończąca się opowieść i lakierowanie, potem znowu lakierowanie i przecieranie, lakierowanie i przecieranie, itd.

 
Z prezentacją większej ilości jajek i to kaczych poczekam na wielkanocne  klimaty. Bombki co prawda też próbowałam robić, ale nie byłam zadowolona z efektów. Poniżej nie ma co prawda moich tworów, ale bardzo lubię siedzieć przy lampionie o zapachu wanilii, bądź innym(w dodatku jest to przemiły prezent)

Dziś pierwszy dzień września, przez długie lata była to data radosna, bo szłam do szkoły po wiedzę, a potem już do pracy, którą kochałam. Z biegiem lat i kolejnymi reformami było coraz ciężej. Data ta oznaczała nieuchronny koniec wolności i zmaganie się z coraz większą ilością biurokracji i zadań do realizacji.  Nie oszczędzałam się, moja  praca  była doceniana, ale zaszły takie okoliczności, że wolałam sama się pożegnać,  i przejść na wcześniejsze stypendium ZUS-u. Oddzieliłam ten czas grubą kreską i nie żałuję. Oczywiście tych lat też nie żałuję, uczyłam się cały czas i nie byłabym tym, kim jestem, gdyby nie praca zawodowa. Teraz myślę o tym, żeby nie skapcanieć, nie rozmemłać. Może dlatego tak chętnie zaczęłam blogować, bo to zajęcie wymagające systematyczności, samodyscypliny i intelektualnej gimnastyki. Ale przynudziłam...
Wiadomości z ogrodu. Jak wrzesień to wrzosy i zimowity, trochę rachityczne, ale zakwitły wcześniej, niż pozostałe.
Kochani, życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku Szkolnym, dzieciakom kreatywnych i wyrozumiałych  nauczycieli, nauczycielom myślących dzieci i mądrych rządzących. Głowa do góry, już za 10 miesięcy wakacje!
Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego...

czwartek, 21 sierpnia 2014

Stoliczku, nakryj się

Witajcie  moi mili.
Dzisiaj powinien być ostatni odcinek o Szwajcarii, ale wywiało mnie z domu i nie mogę go odnaleźć. Po prostu zniknął w czeluściach internetowego niebytu. Jeśli pamiętacie mój pierwszy kredens, zaznaczyłam, że służy on  do przechowywania czerwonej, a może różowej angielskiej porcelany i fajansu. Czas wyjąć skarby na wolność i napić się zielonej herbaty (na razie się parzy). A swoją drogą, jakie to dziwne, że coraz częściej mam ochotę na melisę,  albo na czystka, niż na kawę. Jedna rozpuszczalna z mlekiem wypita rano całkowicie mi wystarcza na cały dzień.  No i co ma mi podnieść moje 90 na 60?  Takie czasy nadeszły, że najbardziej na nogi stawia mnie praca i  prowadzenie bloga. Wpis czyta się przez kilka sekund, no może raczej ogląda, ale  zajmuje mi to trochę czasu. Na razie pisanie sprawia mi ogromną frajdę, muszę zapanować nad myślami kłębiącymi się w głowie, odpowiednio je skomponować, to wcale nie jest takie proste, wiele razy likwidowałam cały tekst, na tyle wydawał mi się nieodpowiedni. Ale ad rem..


Widać, ze moje zbiory to zbieranina, ale kiedy mam dużo gości to naprawdę spokojnie zastawiam cały stół, szkoda, że zdarza się to rzadko.
Tak więc najwięcej jest Johnson Bros Old Britain Castles, trochę Villeroy & Boch  Burgenland i Rusticana, oczywiście bezpaństwowce, czy raczej bezfirmowce też są.


Na kredensie wisi wianek, który już pokazywałam. Poniżej ostatni twór z ostatnich różyczek, które powyciągałam z wazonów i dodałam, co akurat miałam pod ręką, żeby go trochę ożywić.


Dawno nie było o moich ulubionych książkach. Przebojem w mój gust wdarł się George R.R. Martin, twórca kultowej sagi  Pieśń Lodu i Ognia. Książki są zaczytane przez rodzinę i jest to powód do zadowolenia, ponieważ  mamy przewagę nad tymi, którzy znają tylko serial Gra o tron  i możemy obserwować ich reakcje na nieoczekiwane zwroty akcji. 
Świat wykreowany przez Martina przypomina nam trochę średniowiecze, są zamki, rycerze, rody i 7 królestw, każde z nich zróżnicowane kulturowo i językowo; ale ma też wątek baśniowy. W powieściach Martina jest dużo okrucieństwa, wojen i zbrodni, ale na szczęście nie brakuje poczucia humoru. Bohaterowie mają mocne charaktery, są nieprzewidywalni. Często pojawiają się na chwilkę, żeby za następną chwilkę opuścić ziemski padół. Motywem przewodnim jest historia rodu Starków, który zostaje  wplątany w walkę o Żelazny Tron. Najbardziej znienawidzoną rodziną są Lannisterowie, chociaż to spośród nich wywodzi się mój ulubiony bohater  Tyrion, zwany Krasnalem. Jest jeszcze Jon Snow  ze Starków...  Mogłabym pisać i pisać...
Martin jest płodnym autorem, ale na pytanie Jak się skończy saga? straszy, że ześle katastrofę na cały swój świat, jeśli ciągle  będzie  o to pytany. 
Ostrzeżenie!!! I  powieści  i serial są dla ludzi o mocnych nerwach.  A my czekamy na kolejny tom. 


Pozdrawiam serdecznie, zapraszam ponownie i miłego wypoczynku życzę na nadchodzący weekend.


//Pinterest widget