Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebulaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebulaki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lipca 2018

Kuchnia z Ikea

Kochani, już nie mogę pracować w ogrodzie, bo do popołudniowych godzin po prostu mózg się może zlasować, nawet nie wiem, co to znaczy z tego gorąca. Pogoda mnie zmusiła do odpoczynku i dzisiaj pokazuję Wam kuchnię, wiecie, że minął rok, odkąd mieszkamy w nowym domku?
Chyba od zawsze wiedziałam, że kuchnia będzie z Ikei, a kafelki białe ułożone w cegiełkę, jak w paryskim metrze. Są białe, ale tak mi się opatrzył wzór cegiełki, że ułożyłam je zupełnie inaczej.  Mija prawie rok, a ja jestem bardzo zadowolona z wyboru kuchni. Białe szafki trochę mnie początkowo przerażały, ale teraz mają ogromny walor, widać na nich wszystkie brudy i od razu przecieram. Na razie system działa:))
Dlaczego Ikea? Najważniejsze argumenty:
-  możliwość natychmiastowego kupienia wszystkich mebli, nie musieliśmy czekać, użerać się z wykonawcami, brr...
- możliwość kupienia wszystkiego w jednym miejscu
- możliwość wyrysowania planu i rozmieszczenia szafek z pomocą  komputera i doradcy
- szafki, w których sama zaprojektowałam układy szuflad, a w głównej między narożnikową i zlewozmywakową mam 5 szuflad! chociaż widać tylko trzy. W pozostałych już normalnie po trzy.
- możliwość samodzielnego montażu,
-możliwość wypełnienia szuflad wszystkimi dodatkami, itp.
Często koronnym argumentem, żeby zamawiać meble u stolarza jest fakt, że kuchnia jest nieforemna i trudna do ustawienia. Nasza kuchnia na pewno jest trudna, ma aż  trzy  wejścia, ale tego się nie czuje. Czasami najważniejszym względem jest  też to, żeby było inaczej niż u wszystkich. Jestem ciekawa, czy też tak macie, że chcecie podkreślić indywidualizm?  Na pewno mam inaczej, po swojemu, na niebiesko, bo co miałabym zrobić z gromadzonymi przez lata dodatkami? Może i jest ich trochę za dużo, ale mnie się podoba moja kuchnia.

Główne wejście od korytarza, po obu stronach własnoręcznie odnawiane, czyli postarzane półki i wieszaczki na cebulaki, na suficie niepowtarzalny żyrandol, jakiego na pewno nikt nie ma.

wtorek, 8 listopada 2016

Blue & white, czyli cebulaki


Cebulaki pojawiają się u mnie co jakiś czas, dzisiaj   w trochę  innej konfiguracji, pisałam już kiedyś o tym, że ich nazwa wzięła się z pomyłki,   na przywożonych do Europy naczyniach  owoce granatu wzięto za cebulę. Są również teorie, że nazwa pochodzi od kwiatów piwonii, okazuje się bowiem, że wszystkie elementy wzoru posiadały określoną symbolikę, piwonia oznaczała dobrobyt, lotos to był symbol czystości i duchowego spełnienia.  Nawet kobaltowy kolor ma swoje znaczenie, bo oznacza otwartość i mądrość.
A jak powstają cebulaki?
Ten proces niesie ogromne ryzyko, wymaga pewnej ręki i prawdziwego mistrzostwa. Odpornym na wysoką temperaturę  kobaltem rysuje  się wzór na porcelanie. Jest to o tyle skomplikowane, że barwnik natychmiast wnika w porcelanę, w przypadku pomyłki praca jest do wyrzucenia, nie można jej poprawić. Początkowo blady wzór po pokryciu glazurą i wypaleniu przybiera piękną barwę.



 
Nie ma jednego obowiązującego wzoru, każda pracownia wypracowała swój własny  sposób zdobienia. Zadziwia różnorodność kwiatów, liści, ich wielkość i rozmieszczenie wobec siebie, ale zawsze łączy nazwa cebulaki.
Meissen  Zwiebelmuster to nazwa do tej pory wykonywanych w Miśni naczyń z wzorem cebulowym i chociaż inne fabryki również taką wykonują, to właśnie miśnieńska ma prawdziwą wartość.  Moje zbiory mają co prawda nazwę zwiebelmuster, ale niekoniecznie Meissen.  Ponieważ mam ogromną słabość do wszystkich kobaltowych wyrobów, więc  kupuję  je, kiedy tylko trafi się okazja. Ostatnio trafiły m się dwa zegary, ten z delikatnym zdobieniem to Villeroy & Boch





Jeszcze słów kilka o komentarzach, za które bardzo dziękuję, a na które nie odpowiedziałam, bo po prostu byłam poza domem. Natknęłam się gdzieś niedawno na stwierdzenie, że przez szacunek dla odwiedzających nas gości  powinniśmy odpowiedzieć na każdy komentarz,  co staram się robić, ale nie zawsze się udaje. Wiadomo, że blogerki żyją w niedosycie czasowym, czasami  zamiast odpowiadać u siebie,   wolę ten czas przeznaczyć na odwiedzanie Was i komentowanie Waszych postów. Mam nadzieję, że myślicie podobnie.
Jeszcze jedno pytanko? Czy już wypada  zacząć sezon ozdób bożenarodzeniowych? I tak czuję, że zacznę, ot, przewrotność kobieca.
Witam nowe obserwatorki i zapraszam ponownie.
Ślę cieplutkie pozdrowienia.

sobota, 23 stycznia 2016

Dlaczego cebulaki?

Witajcie, moi stali i nowi goście.
Dzisiaj o porcelanie kobaltowej, którą bardzo lubię, a dawno nic nie pokazywałam. Dodam tylko, że nie jestem znawcą, ani kolekcjonerem, nie wchodzę też w kompetencje moich blogowych koleżanek.
Na pewno część z Was jest zdziwiona, dlaczego ten wzór nazywany jest cebulowym. Wbrew pozorom  wzór cebulowy z cebulą ma niewiele wspólnego. Kiedy do Europy po raz pierwszy dotarła chińska porcelana z tym wzorem (około 300 lat temu), wzięto namalowane na naczyniach owoce granatu za cebulę.
Cebulaki (to potoczna nazwa) podbiły serca europejskiej arystokracji w XVIII wieku. Mniej więcej w tym czasie powstała słynna manufaktura w Miśni i  w 1739 roku zaczęła produkować porcelanę z cebulowym wzorem. Ostateczną formę ornamentowi nadał malarz Johann Kretzschmar: na brzegach talerzy zostawił cebule, ale na środku  umieścił chryzantemę z pnącymi się pędami i ząbkowanymi liśćmi.


Zdjęcia z pojemnikami zrobiłam  już jakiś czas temu, ale ciągle nie nadążam  z umieszczaniem ich na blogu. Żeby zachować  porządek w kuchni,   często przestawiam moje  kobaltowe  drobiazgi i aranżuję nowe kąty. Najlepszym sposobem,  żeby zachować je w czystości   jest używanie ich na co dzień.
Kilka migawek z kuchennego parapetu.


Pokazuję jeden z  moich śniadaniowych kompletów, używany codziennie , możliwe, że już kiedyś mignął na blogu, ale bardzo go lubię, więc pokażę jeszcze raz.  
Stylistykę wyrobów miśnieńskich naśladowała cała Europa. Jak widać, moje cebulaki to wyrób angielski, a to, że nie pochodzą   z Miśni nie wpływa na szczęście na smak wypijanej kawy czy  herbaty.


Wymieniłam podkładki na stole, zadomowiły się, wprowadzając  różnorodność  kolorów, chociaż nadal niebieski jest kolorem przewodnim. Jestem w gorącej wodzie kąpana, czasami pomysły w mojej głowie rodzą się tak szybko, że natychmiast muszę siąść do maszyny i szyć, na pewno coraz lepiej sobie radzę, ale ciągle  dostrzegam błędy.




Zimą zawieszamy na naszych drzewach słoninkę, tym razem dodałam ptaszkom smakołyki, czyli smalec z lekko startymi słonecznikami. Do zrobienia tego specjału wykorzystałam komplet serc z podstawką i nakładką, dzięki temu nie miałam problemu z wydobyciem gotowych serduszek z formy.

Kochani, życzę Wam miłego weekendu  i do następnego razu.:))

sobota, 26 września 2015

Ostatnia letnia odsłona

Witajcie kochani,  szczególnie ciepło witam nowych obserwatorów.
Wrzesień to dla mnie miesiąc świąteczny, jako  Panna świętowałam urodziny, a jeszcze przedtem rocznicę ślubu. Czasami współczuję mojemu M, bo w dzień ślubu  nieopatrznie zadeklarował, że co roku na rocznicę dostanę tyle róż, ile lat jesteśmy małżeństwem. Jeśli, będąc daleko  z powodu pracy nie mógł osobiście  złożyć mi życzeń,  kwiaty były  albo na pocztówkach, albo przesłane pocztą kwiatową.  W tym roku udało się nam być razem, szkoda, że nie była to okrągła rocznica.
Nie liczcie róż w bukiecie, bo się przerazicie, że jest ich aż tyle.  My sami nie możemy się nadziwić, że tyle lat ze sobą wytrzymaliśmy, może właśnie dlatego, że połowę  tych lat spędziliśmy w rozłące.


Pokazywałam Wam już kilka miejsc do wypoczynku w ogrodzie,  huśtawkę, stół pod wiatą i pod orzechem, a dzisiaj ostatnie miejsce, wokół starej studni.  Rano panuje tu przyjemny chłód, po południu upał, ale wieczorem można przysiąść na szybką kolację.



Dawno nie pokazywałam  moich niebieskich  naczyń, które często ustępują miejsca  warzywom. Mój stary nowy kredens sprawdza się idealnie przy takich wystawkach.



Ponad rok temu kupiłam ogromny wazon, niedawno również na naszym targu dokupiłam dzban dokładnie z takim samym malunkiem, mają niebagatelne gabaryty, prawie po 40 cm wysokości.


Kochani, co jakiś czas będą posty podróżnicze, tyle chciałabym Wam pokazać, ale nie zapominam o sprawach bieżących.
W Waszą stronę kieruję wszystkie dobre myśli i  najlepsze życzenia.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Niebieskie Delfty i kwiatki.

Kochani.
Serdecznie witam stałych i nowych obserwatorów, dzisiaj zapraszam do ogrodu i kuchni, częstujcie się, czym chata bogata.
W tamtym roku posadziłam dwie kępki niezapominajek koło tulipanów, a w tym roku zrobiły mi przemiłą niespodziankę i  utworzyły niebieski kobierzec.


Łapię słońce, kiedy  zagląda do kuchni, ustawiam kwiatki i nie tylko białe świeczniki, w tonacji niebieskiej też bardzo je lubię..


Widoczne talerze to ostatnie zakupy, kiedyś już pokazywałam  moje scenki rodzajowe


Tak wyglądają zestawione razem i  kolejna piękna zdobycz, bogato haftowany obrus.


Zdarzają się  czasami ciekawe zakupy, wyszukuję jednakowe elementy w różnych miejscach, u dołu zbiór naczyń  Kahla, niektóre mają stopkę Kobaltunterglasur czasami są wykonane "in Germany", czasami w GDR, czyli są jeszcze z socrealu. To, co daje mi najwięcej satysfakcji, to właśnie szukanie poszczególnych elementów do kompletu. Bo co to za frajda kupić cały serwis za jednym zamachem? Chyba, że  cena jest naprawdę atrakcyjna.


Czy zwróciliście uwagę, że   nie wszystkie nowe odmiany kwiatów pachną? Mam  bukiet dla Was, przyjmijcie  bardzo starą odmianę narcyzów, która  pachnie obłędnie.

Zmęczeni?
Polecam pyszną zupę-krem  z groszku konserwowego, bardzo mi smakowała, kiedy przyrządziła ją moja synowa. Ja dodałam jeszcze cukinię, bo lubię wprowadzać innowacje i zamiast śmietany  dałam kleks z serka Mascarpone. Do tego kawałek gotowego ciasta francuskiego. Mniamuśne! Proszę się częstować.


Dziękuję i zapraszam ponownie.:))


//Pinterest widget