Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2022

Poszewki, czyli nie samym ogrodem żyję.


Kiedy kończy się letni sezon z ogromną radością wracam z ogrodu do pracowni w domu. Stawiam na dużym stole  maszynę do szycia, nawlekam nici i rozpoczynam pracę z materiałami. Szycie stało się moją pasją, kiedy trzeba było zagospodarować wolny czas po przejściu na stypendium zusowskie. Szycia na maszynie, dziergania na drutach i wielu innych potrzebnych umiejętności  nauczyła mnie Mama. Nie ma Jej ze mną już 30 lat, a ja zajęta intensywną  pracą zawodową nie miałam czasu ani chęci na te zajęcia. Kiedy więc pojawił się  "nadmiar czasu" rzuciłam się do pracy, która pozwala mi jednocześnie zająć głowę przyjemnymi myślami i osiągnąć konkretne, namacalne efekty. W ten sposób w bieliźniarce rosną  stosy nowych  poszewek i patchworków.  

czwartek, 18 listopada 2021

Dwie dalie talerzowe...

 

Takim przyjemnym letnim  wspomnieniem witam się z Wami. Dalie to były ukochane kwiaty mojej Babci Stefci, ale ona je nazywała georginie.  Dopiero kilka lat temu o w Ogrodzie Botanicznym zauważyłam, że te dwie nazwy oznaczają te same kwiaty. Moje serce podbiły zwłaszcza te o ogromnych płatkach. 
Kiedy zainteresowałam się nimi bliżej dowiedziałam się, że należą do talerzowych, szczególnie jedna mnie zauroczyła Cafe au lait. Przez wiele lat obawiałam się pracy związanej z daliami, sadzenie wiosną,   wykopywanie jesienią, przechowywanie. Okazało się, że to samo robiłam z mieczykami, więc to nie było takie trudne. Kupiłam  trzy sztuki i posadziłam wiosną, niestety urosła tylko jedna, ta posadzona  w ogromnej donicy. Teraz gdy się przyglądam  wydaje mi się, że to jednak nie Cafe au lait, to nie ta odmiana, bo kolor jest zbyt liliowy i płatki zbyt cienkie, takie rozwichrzone. Moja wymarzona miała piękne, pełne, bujne kwiaty, a ta poza tym urosła niezbyt wysoka. Już wykopałam karpy po pierwszym przymrozku i sprawdzę w następnym roku jak sobie poradzi. Oczywiście skuszę się też na nowe. 

sobota, 6 listopada 2021

Mądry Polak po szkodzie...

 

Na ogół nie piszemy o tematach trudnych, ale  ten początek listopada jest tak ciężki w trudne sprawy, że nie mogę się powstrzymać od kilku refleksji. Jeśli nie lubicie takich tematów, to proszę, nie czytajcie, nie obrażę się, jeśli nie zostawicie komentarza, ale ten post powstał z powodu mojej wnusi, która jest na kwarantannie, bo w szkole nauczyciel zachorował. Na szczęście wnusia jest już po teście, jest negatywny, ale za takie ciągłe narażanie tych bezradnych najmniejszych dzieci czuję  wielki żal... Zamiast zapobiegać czwartej fali zwyciężają interesy polityczne...
Listopada nikt nie lubi, bo kto lubi, gdy dni są  krótkie i pogoda już nieprzyjemna, nad nami chmurno, a pod nogami  słota i błota. W tym roku przywitał nas szczególnie smutnymi historiami, przerażają mnie historie migrantów na granicy, śmierć pani Izy, która stała się ofiarą bezduszności i braku empatii. Na te sytuacje nie mamy bezpośredniego wpływu, możemy jedynie zamanifestować nasze zdanie i dzisiaj wybieram się pod Trybunał Konstytucyjny, żeby dołączyć do tych ludzi, którzy stają w obronie życia kobiet.

sobota, 23 października 2021

Baby boo w roli głównej

 

Nadszedł czas na pokazanie moich aranżacji z pięknymi, małymi dyńkami Baby Boo, których nasiona otrzymałam od Anity z bloga Moje pasje w obiektywie
Wiosną chuchałam i dmuchałam na małe sadzonki w domu. Kiedy posadziłam je obok warzywnika, też chodziłam nad nimi i doglądałam, dosypałam nawozu, podlewałam, a potem tak się rozpędziły, że zdominowały totalnie tę część rabaty.:)))
Na zdjęciu  dobrze widać co miałam na myśli , pisząc w ostatnim poście, że ogród mam rozbudowany w poziomie. Potrzebuję co najmniej dwóch lat, by roślinność poszła w górę.

wtorek, 24 listopada 2020

Guillaume Musso i dary jesieni

 

Jeszcze tak niedawno cieszyła    mnie ta piękna złota pora roku, a tymczasem ponurość wkroczyła  brutalnie w nasze ogrody i dusze. Mimo tych nieprzyjemności, a może właśnie dlatego trzeba tym bardziej ja sobie umilić. Wokół domu  rozstawiłam kilka  dyń, cukinie i bakłażany z własnego ogródka, żeby choć na chwilę wzrok mógł się zatrzymać na kolorowych elementach.

niedziela, 15 listopada 2020

Delfty i hortensja

Taką ciepłą i piękną jesień mamy dzisiaj, mam na myśli pogodową, a nie to co dzieje się wokół nas. Dzisiaj kolejne miejsce w moim domku, które często ulega zmianom, wkrótce zagości tu kolor różowy, a na razie w oczekiwaniu na Boże Narodzenie  rządzi kobaltowy fajans z Delft.  Kilka razy pisałam już o moim zachwycie  tym rodzajem zastawy stołowej . Jeszcze nie przeszła mi ta fascynacja i zawsze na widok ceramiki blue & white szybciej bije mi serce. Takie wystawki są bardzo popularne w Holandii, bo to wzornictwo i kolory są   symbolem tego miasta i kraju.   Delfts blauw  to fajans, który powstawał  w Delft na wzór wyrobów chińskich, z czasem wprowadzono  w tej ceramice swojskie motywy wiatraków, scenek rodzajowych, statków, a wszystkie motywy łączył delficki błękit  kobaltowy

U nas do pewnego czasu ogromną popularnością cieszyły się fajansowe wyroby z Włocławka, dzisiaj po tej fabryce nie został nawet ślad. Na szczęście ciągle aktywnie działa Bolesławiec, wyroby są dostępne i nadal budzą zachwyt.


sobota, 31 października 2020

Spacerkiem

po moim młodym ogrodzie zaledwie kilka dni temu.  Jesień w tym roku jest piękniejsza od poprzedniej, dzięki częstym opadom deszczu roślinki wyglądają świeżo i zdrowo, nawet dorodnie. W moim ogrodzie jest kolorowo, może nawet bardziej niż latem.  Brakuje jeszcze kilku wysokich drzew, ale mam nadzieję, że szybko urosną i proporcje w ogrodzie się wyrównają. Zapraszam.

 

 

piątek, 2 października 2020

Witają jesień...

Od przeprowadzki na wieś jesień stała się moją ulubioną porą roku, obok lata i wiosny, oczywiście. Jestem spod znaku Panny, urodziłam się na przełomie lata  i jesieni, dlatego piękno jesieni doceniam coraz bardziej z wiekiem.  To, co potrafi wyczarować w naszych ogrodach zachwyca mnie z każdym rokiem, bo zaskakuje ilością roślin kwitnących. Jesiennych gatunków jest mnóstwo i mój post powinien Was przekonać, że nawet teraz ogród może być bardzo różnorodny. Jeśli wasz ogród robi się smutny, to z moich  propozycji można wybrać te, które Was zachwycą i będą cieszyć oczy przynajmniej do połowy października.

Anemony, czyli zawilce japońskie osiągają apogeum kwitnienia na przełomie pór roku.



czwartek, 17 września 2020

Patchwork, gladiole i słów kilka o nowym bloggerze

Gladiole, czyli mieczyki zakwitły w tym roku niesamowicie, po raz pierwszy nie żałowałam, ze musiałam je wykopać jesienią i w czerwcu posadzić na nowym miejscu. Chociaż robię to od kilku lat, w tym roku mieczyki dały taki popis i tak wybujały, że musiałam je podpierać, żeby się nie połamały. Patrząc na nie postanowiłam w następnym roku zaopatrzyć się w dalie, za jednym zamachem będę miała i dalie i gladiole. Najładniej wyglądały jednak w wazonie. Wartością dodaną było to, że  pięknie kwitnące mieczyki miały kolor powtarzający się w powstałym już dość dawno quilcie. Dzisiaj więc pokazuję je razem.

niedziela, 5 lipca 2020

Liliowce

Początek lata to kwitnienie liliowców. Dwie odmiany mam jeszcze z poprzedniego ogrodu, ale w nowym posadziłam je z trawą i dokupiłam nowe. To grupa roślin długowiecznych o ogromnej ilości odmian, prawdopodobnie jest ich około 30 tysięcy!!! i ciągle powstają nowe. Prawdziwy zawrót głowy. Roślinki nie wymagają pracy,  ich liście wyglądają atrakcyjnie przez większość roku i przed kwitnieniem można je pomylić z trawami.
Te rośliny wiążą się z małym smuteczkiem, bo każdego dnia usuwam przekwitłe  kwiatki. Z jednej strony ta czynność każe mi się zastanowić nad przemijaniem, ale z drugiej daje nadzieję, że następnego dnia pojawi się kolejny kwiatek, po prostu samo życie. A potem nie pojawia się już żaden kwiatek i na kolejne trzeba poczekać do następnego roku. Nie wiem, czy liliowce budzą w Was podobne odczucia?
Pierwsza pojawia się lekko pomarańczowa odmiana, potem całkowicie żółta i dwie nowości o bordowym i różowawym kolorze.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Ikea w wiatrołapie...

Dzisiaj nie ogrodniczo, a wnętrzarsko, od razu zastrzegam, że nie jest to post sponsorowany, nigdy nie zarobiłam grosza na blogowaniu.  Mogę w końcu pokazać mój wiatrołap, kiedyś to pomieszczenie nazywano sienią, ale u mnie z racji porywistych wiatrów z każdej strony bardziej pasuje to pierwsze określenie. Naprawdę ma za zadanie łapać wiatr wpadający przez drzwi wejściowe albo od garażu. Na szczęście we wnęce o szerokości 60 cm  pięknie zmieściły się dwie metrowe  bardzo wygodne i bardzo pojemne szafy z niezastąpionej  Ikei. Lustrzane drzwi powiększają przestrzeń i rozjaśniają dość ciemne pomieszczenie. Musiałam je jednak lekko podkręcić,  a że miejsca pod sufitem zostało sporo, więc zamontowaliśmy koronę i pochodzenie szaf wcale nie jest takie oczywiste.  Wewnątrz zmieściły  nam się wszystkie wierzchnie ubrania, buty, torebki.... Cenię Ikeę za to, że mogę sama wszystko rozplanować, przywieźć do domu i samodzielnie (tzn. z mężem, a nawet bardziej on  sam  wykonuje takie prace) złożyć w całość. Szafy z Ikei pojawiły się też w pokoju gościnnym i w garderobie przy sypialni, jestem z nich bardzo zadowolona.


niedziela, 8 października 2017

Pierwszy ogień w kominku.

Jak ja marzyłam o tej chwili...W poprzednim wyremontowanym domu nie było na niego miejsca, ani czasu, oczywiście w pierwszym mieszkaniu w bloku nawet nie marzyłam o kominku.
W końcu  doczekałam się po wielu latach marzeń o tym, jak to będzie cudownie na starość zasiąść w wygodnym fotelu przed kominkiem z książką i kieliszkiem czegoś dobrego, otoczyć się wnukami i zapatrzeć w buzujący ogień i wszystko to w jednym momencie. A tu, proszę, na alkohol nie mam ochoty, coś dobrego to teraz raczej coś słodkiego, starości nie czuję, chyba że po wstaniu z łóżka trochę mi kości poskrzeczą, ale jakoś się poskładam po porannym rozruchu i znowu czuję apetyt na życie. Wnuki mam, ale na razie wolę  z nimi  powariować, przypomnieć sobie wygłupy i śmiać się do łez. Przyznaję, że przy kominku ma to urok podwójny.
Co prawda kominek od dawna był już wybudowany, no bo jak położyć podłogi bez kominka? Musiał być jedną z pierwszych inwestycji, obudowę czyli kształt zaprojektowałem  sama, bo chciałam mieć bardzo lekki, klasyczny, nieduży , broń Boże z marmurami i taki właśnie jest. Posiada delikatną obwódkę z granitu, ale pełni ona rolę wzmacniającą i jakoś musiałam to zaakceptować.  Trafiłam do firmy w sąsiedniej wsi i była to doskonała współpraca, od początku do końca, czyli do pierwszego palenia.  Instalowanie kominka odbyło się w ciągu jednego dnia, bardzo spodobała nam się firma, profesjonalne podejście i to, że pokazali nam jak w kominku palić.



piątek, 29 września 2017

Jesień dary niesie...hortensje i dynie

Wrzesień minął jeszcze szybciej, niż sierpień, niestety za dużo dobrego nie mogę o tym miesiącu powiedzieć. Chwilę odpoczynku chcę spędzić z Wami i przedstawić to, co udało mi się złapać w obiektyw.
Dynie robię każdego roku, w tym dodałam inny materiał i zrobiłam kilka żołędzi. Sposób na dynie podawałam już w kilku postach, nowością zaś są prawdziwe dyniowe ogonki, a wiecie, że dziko rosnące  dynie znalazłam  pod lasem,  zostawiłam je dla zwierzątek, a jeden pęd przygarnęłam, żal by było nie wykorzystać.


piątek, 18 sierpnia 2017

Mieczyki i biblioteczka

Kochani, dziękuję z całego serca za komentarze, na które nie mam czasu odpowiadać, bo pracy ciągle mam dużo, ale dziś  i tematów  mam dużo, kwiaty, nowy nabytek i  o zwierzątkach trochę, czyli o faunie i o florze, nawet "momenty" będą i dlatego  pocięłam post na kawałki.
Gladiole czy mieczyki? Chyba już kiedyś próbowałam je uprawiać, nie udało się, bo żyłam w szalonym pędzie i zapomniałam, że wymagają wykopania i posadzenia na wiosnę. W tym roku wiosną  kupiłam kilka cebulek bezpośrednio od hodowcy, który oferował je w pełnej feerii barw, ale nie do końca wierzyłam w to, że mi się uda i coś z nich wyrośnie. Na szczęście efekt mnie zachwyca  i na pewno będę je hodować .  Kto wie, może w następnym roku odważę się na kilka dalii?


wtorek, 25 lipca 2017

Pierwszy kącik.

Dziękuję Wam za komentarze o roślinkach, które znacie i macie w swoich ogrodach. Mój nowy ogród jest bardzo nasłoneczniony, brak dużych drzew, oj, pracy mnóstwo
Wszystko mi się sypie z powodu pośpiechu, bardzo szybka przeprowadzka spowodowała to, że nie wiem, w co " ręce włożyć"    Żyjemy na pudłach, ale już wkrótce zapanujemy nad bałaganem, najgorsze jest to, że rzeczy zmieniają miejsce swojego pobytu, wychodzą z jednego pudła i nagle wyłaniają się z zupełnie innego stojącego w innym pokoju. Działa prawo Murphy' ego i złośliwość przedmiotów martwych, które potrafią się tak schować, że zajęci  szukaniem znajdujemy rzeczy, o istnieniu których już zapomnieliśmy. Te których szukamy pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie , pomyślicie, moja wina, ale nie zdążyłam opisać zawartości wszystkich pudeł, bo w  ciągu 2 tygodni trzeba było spakować dobytek i ruszać na NOWE. A tutaj brak szaf, kuchni, ale o tym następny m razem
Mogę Wam pokazać pierwszy kącik, który nadaje się  do pokazania, szafkę na buty pokazywałam , zakupione jeszcze na naszym starym targu gotowe okno z lustrzanymi szybami pomalowałam kredową farbą i na razie postawiłam na szafce, wchodząc do domu już jest jakoś milej. Nie mogę się nadziwić, że idealnie pasują w wiatrołapie, a przecież oba mebelki kupiłam  tak dawno.

Ciągle mam łąkę w ogrodzie i jestem zachwycona niektórymi roślinkami, powstają wiązanki do domu, które oswajają nowe lokum.





Kochani, dziękuję Wam za życzliwość, życzę lepszej pogody i dużo uśmiechu mimo wszystko.:)))


niedziela, 9 lipca 2017

5 niezawodnych roślin do ogrodu.

Bukiet dla Was z kwiatków, które rosną na łące w moim ogródku.


Do nowego miejsca udało mi się przewieźć kilka większych roślin, ale tak naprawdę najbardziej zależało mi na kilku bylinkach, bez których mój ogród nie mógłby funkcjonować, ba, nie byłby moim. Niektórym do życia  wystarczy odrobina wody i słońca i o takich dzisiaj, może to  tylko u mnie tak dobrze się sprawdzają, ale na razie są jak pięć palców u jednej ręki. W starym ogrodzie wszystkie były ogromnymi okazami, a tutaj mimo, że wyglądają jeszcze niezbyt pięknie, muszę je pochwalić za wytrzymałość w nowych warunkach. Nie mogę pokazać zbyt wiele, bo na razie mam nie ogród, tylko tymczasową przechowalnię. Wybaczcie więc chwasty, którym też się chce żyć.
Najważniejsze są funkie, zwane hostami, lubią wodę i miejsca zacienione,  wystarczy im niewiele, a są tak różnorodną grupą, że same potrafią w ogrodzie stworzyć ciekawy klimat. Rozmnażam je poprzez podział większych kęp,  czyli wbijam szpadel i wykopuję część. Jedyną wadą host są ślimaki, które przyciągają do siebie jak magnes.



Równie proste w uprawie są pęcherznice, moje to Diabolo o czerwonych liściach, w cieniu mogą stać się zielone. Lubią cięcie i dzięki temu szybko się zagęszczają, bez cięcia nie  wyglądają tak efektownie.

Trzmieliny to fantastyczne rośliny, mam odmianę żółtą i biało zieloną, wkrótce utnę pojedyncze gałązki, żeby się zagęściły, z krzewów powstaną kulki.


Moja  kolejna żelazna roślinka to bergenia, która wiosną ma piękne różowe kwiaty, a przez cały rok ma ogromne liście, z czasem liście przy ziemi mają tendencję do brązowienia (zdjęcie jeszcze ze starego ogrodu) 
Weigela, a bardziej swojsko krzewuszka, która odradza się  w tempie błyskawicznym, sama jestem zaskoczona, że tak jej tu dobrze.

  

Jestem bardzo ciekawa, czy znacie te roślinki, a może macie je u siebie ? A może znacie inne bardzo wytrzymałe roslinki? Na kilku blogach widziałam piękne egzemplarze. Już myślę o berberysach, które też powinnam tu dołączyć.
Dziękuję Wam pięknie za odwiedziny i komentarze,  życzę słonecznej  pogody, gdziekolwiek jesteście.


 

niedziela, 4 czerwca 2017

Pocztówki vintage

Cześć!
Rzadko coś mnie zaskakuje na naszym targu, a jednak... Ostatnio znalazłam  stare pudło z dużą ilością widokówek i pocztówek, większość stanowiły widoki miast, ale moją uwagę przykuły kobiece  postaci. Nie mam pojęcia, czy te karty pocztowe mają jakąś wartość, czy są oryginalne, wiem, że to dopiero początek mojej nowej fascynacji. Mają w sobie tyle uroku, mimo, a może właśnie dlatego, że są trochę infantylne z tymi podmalowanymi na dość jaskrawe kolorki kwiatkami. Delikatne, zwiewne, zawieszone w dawno minionej przeszłości, gdy chwila decydowała,  że  utrwalony wizerunek będziemy oglądać z przyjemnością. Podkolorowane, wykreowane, wystylizowane, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, miały spowodować, że rzeczywistość stawała się piękniejsza.  Dzisiaj z taką łatwością pstrykamy fotki, wrzucamy do sieci, zapominamy i szukamy kolejnej chwili do utrwalenia, robimy kolejny  dzióbek i jeszcze jeden, jeśli nam się nie spodoba, od razu likwidujemy zdjęcie. Wszystko jest takie proste. Mam wrażenie, że fotografia straciła  trochę magii, odświętności, stała się tak dostępna i powszednia, że zapominamy, jak wielką Sztuką była kiedyś.
Chociaż wiem, że tego typu zdjęcia miały wartość użytkową, były sprzedawane masowo,  niosły jakąś miłą treść, wszak służyły do korespondencji, od razu zaczęłam się zastanawiać, co wyrażają?
Dzisiaj tylko dwie karty  i zapraszam do zabawy, oczywiście, jeśli macie trochę czasu. Czy to mama i córka?  W wyrazie twarzy dziewczynki widzę ogromne oddanie, niemą prośbę, ale o co?
- Weź, mamusiu koszyczek z najlepszymi życzeniami, czy widzisz i doceniasz, że mój bukiet jest większy od bukietu, który dostałaś od mojego brata?
A może to siostry?
A może Wam się uda dopowiedzieć, co wyrażają?



poniedziałek, 13 lutego 2017

Trochę różu i o Sztuce kochania.

Cześć, przesyłam Wam  trochę koloru na dobry początek, prawda, że od razu przyjemniej? Odpoczęłam od komputera, ale miałam bardzo pracowite dwa tygodnie, o czym napiszę wkrótce, tym bardziej, ze jeszcze wiele takich pracowitych tygodni mi się szykuje. Stęskniłam się do Was i nie mam zamiaru zaprzestać prowadzenia bloga, a wręcz z przyjemnością zasiadłam do mojego   domowego staruszka komputera, a on odmawia współpracy, odpoczywa w najlepsze, wielu działań nie mogę wykonać, a kiedy wchodzę na inny blog, dostaje wariacji i  wyłącza się po prostu. Żebyście o mnie nie zapomnieli wrzucam  to, do czego mam  akurat dostęp. Witam też serdecznie nowych obserwatorów.

Kiedyś w poście pokazałam dzbanek z Delft w różowym kolorze, z czasem  dokupiłam do niego jeszcze większe naczynie w formie wazy, a niedawno  znalazłam identyczną przykrywkę. Zastanawiam się nawet, jak to się dzieje, że czasami idealnie do siebie pasujące rzeczy udaje się odnaleźć po jakimś czasie na  zupełnie innym stoisku,  jestem ciekawa, czy w swoich poszukiwaniach macie podobnie?
Trochę za rzadko bywam na  naszym targu z powodu wyjazdów, ale też z powodu mrozu. Zawsze mnie potem nurtuje pytanie, a może akurat była jakaś superokazja , a ja coś przegapiłam? Czy to już nałóg?  Przyznam Wam się szczerze, że we wtorki i piątki wychodząc z domu, czuję się jak myśliwy, na szczęście bez broni palnej, bo polowania na zwierzęta budzą we mnie prawdziwą rozpacz.
Większość zdjęć zamieszczonych w dzisiejszym poście zrobiłam  jesienią, co widać po pięknych hortensjach. Zbieraną od lat porcelanę raczej już znacie, ale  była okazja do zrobienia kilku zdjęć.

czwartek, 20 października 2016

Kolory na niepogodę.


Cześć, kochani.
Serdecznie witam również nowe obserwatorki.
Czy przy takiej pogodzie nie brakuje Wam trochę mocnych kolorów?
Na większości blogów panują minimalistyczne klimaty, skandynawska oszczędność, a u mnie kolorystyka rozbuchana i bogactwo form, ale od razu jest mi weselej, gdy na te kolory spojrzę i buzia mi się do nich uśmiecha, mimo szarości i deszczu za oknem. Przecież trzeba się jakoś ratować przed pochmurnością!
Nad poszewkami pracuję od dawna, najbardziej pracuję nad wszywaniem zamków,  powstały już  poszewki  pikowane i  ze starych swetrów /klik/, a dzisiaj trochę folku. Prawie wszystkie uszyłam  z gotowych bogato haftowanych serwet kupionych przypadkowo w różnych miejscach  z myślą, że kiedyś je zagospodaruję. Wiadomo, wszystko ma swój czas i poszewki też się w końcu doczekały. 
Zapraszam:






Już Wam pisałam, że pokochałam falbanki i  chyba trochę przesadziłam. Tę poszewkę u góry nazwałam "żabotem"
A ta  zafalbankowana  poszewka u dołu to już chyba totalne moje zakręcenie, powstała  z kilku resztek po poprzednich poduszkach,  które powędrowały do dzieci.  Oczywiście ciągle powstają białe ubranka na kolejne krzesła.




Mam nadzieję, że ta zapodana przeze mnie feeria barw trochę weselej Was nastroiła.
Bardzo Wam dziękuję za każdą  wizytę i komentarz. :))
Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających do Bibeloteki.:))

sobota, 17 września 2016

Do trzech razy sztuka - wianki

Witajcie, kochani.
Jestem ciekawa, czy cieszycie się spóźnionym latem, czy jest ono dla Was przekleństwem? Dla mnie każda  pogoda jest dobra, pod warunkiem, że mam zapewnione ciepełko dla ciała, bo na zimno mam uczulenie.
Siły twórcze dopadają mnie fazami, tym razem padło na wianki i wreszcie zmierzyłam się z wiankami papierowymi, oczywiście nie mogłam poprzestać na jednym. Od dawna się przymierzałam, ale ciągle były sprawy ważniejsze, zresztą myślę, że wszystko pojawia się w naszym życiu w odpowiednim momencie, przynajmniej mam taką nadzieję. W naszym domu kawę parzymy w prostym zaparzaczu z Ikei, czyli nie używamy filtrów,  więc  kupiłam, niestety, prostokątne filtry do herbaty,  które podczas składania bardzo się spłaszczyły i całość wyszła smutno. Znalazłam niemiecką książkę kucharską, której na pewno nie przeczytam i zdecydowałam się (naprawdę z bólem serca, bo książki kocham) przeznaczyć kilka kartek  na wykończenie wianka, dodały trochę kolorytu, ale to nie było do końca  to, o co mi chodziło.



//Pinterest widget