Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrze domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrze domu. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 marca 2021

Wysyp poszewek...

 

Cześć, kochani!

  Dzisiaj, żeby nie było monotonnie, ozdobne poszewki. Zaczęło się od dwóch prostych poszewek na prezent, a że praca jest najlepszym lekarstwem na sinusoidę nastrojów, dlatego powstało kolejnych  pięć poszewek, po prostu  nie mogłam się  oderwać  od maszyny. Zrozumieją mnie osoby, które też tak mają,  gdy pomysły same przychodzą do głowy, a potem trzeba (i to jest wewnętrzny przymus, któremu nie da się oprzeć) je zrealizować. Siadłam więc do pracy  i od razu wiedziałam, z czego poszewki powstaną.

czwartek, 28 lutego 2019

Shabby, shabby...

Cześć, kochani.
Kiedy oglądam magazyny wnętrzarskie i widzę piękne mieszkania, zastanawiam się, w  jakiej części są one odzwierciedleniem gustów architekta wnętrz, a w jakiej właścicieli? Zachwycam się pracą dekoratorów,  ale sama nie chciałabym, żeby ktoś urządzał moje miejsce na ziemi.
To już  druga zima w nowym miejscu, oswajamy nasze cztery kąty, przystosowujemy siebie i nasze stare meble do nowego domu i ciągle trwają przetasowania  przedmiotów. Dla każdej rzeczy szukam odpowiedniego miejsca, żeby żyło nam się wygodniej. Czasami decyzja jest szybka, a czasami muszę dorosnąć do zmian, czas leci, a ja się zastanawiam... W związku z tym ciągle brakuje wykończenia o jakie mi chodzi i mogę pokazać tylko fragmenty domku. Nareszcie mam pracownię z prawdziwego zdarzenia, dwie komody, wielki stół, szafa, wszystko co sama przerobiłam, bądź tylko pomalowałam, ale wszystko bliskie mojemu sercu. Stara półka z Ikei, która po przemalowaniu do tej pory służyła w wiatrołapie do wieszania okryć, awansowała o jedno piętro i trafiła do mojej pracowni. Znalazły na niej miejsce łapacze snów, serduszka i inne bibeloty, które poprzednio wisiały na innej półce. Tym samym osiągnęły docelowe miejsce, pewnie nie na długo, bo lubię zmiany. Na razie dobrze się tu czują, a ja z nimi też.


środa, 13 czerwca 2018

Trochę picu

nie zaszkodzi. Nie mam tu bynajmniej na uwadze kadzenia, czyli prawienia miłych słówek niekoniecznie prawdziwych. Moje picowanie polega na łączeniu  gotowych mebli  już przeze mnie postarzonych z wypatrzonymi podczas bazarowych wypraw dodatkami.  Te dodatki to wszelkiego rodzaju nadstawki, korony duże i małe, które nie wyglądały  za dobrze samodzielnie, natomiast jako ozdoby sprawdzają się świetnie i trochę  podpicowują stare mebelki. Ale może to tylko mi się tak wydaje, ważne, że bardzo je lubię i kiedy trafiam na jakiś bazar to chętnie przygarniam takie korony.
W łazience taka nadstawka ozdobiła  stary narożny mebel, któremu  dodałam piękne szklane gałki.  Wieszak obok to stary wieszak, od którego odpadł uchwyt do wieszania, wystarczyły trzy haczyki, dwa ozdobniki  i mam oryginalny wieszaczek na ręczniki.



 

Nadstawka od kredensu też została podpicowana koroną i znalazła miejsce w mojej pracowni. Mam wrażenie, że się postarzała w nowym domu, ale to chyba przez brak światła.



Na koniec tych picowanek zostawiłam przedpokój z wymarzonymi  drzwiami,  na które czekaliśmy aż 13 tygodni, wyobrażacie to sobie? Nad wyjściem do wiatrołapu zawisła kiedyś brązowa półka z poprzedniego domu, przemalowana na biało i teraz też praktycznie pełni funkcję korony. 



Ogród pochłonął mnie tak totalnie, że rzadko siadam do komputera, a przecież muszę się z Wami podzielić nowymi pomysłami.
Serdeczności moc Wam przesyłam.:))

wtorek, 6 lutego 2018

Wyleczylam się?

Cześć kochani. 
Kto raz wpadł w sidła zakupoholizmu, ten wie, ile radości i przyjemności sprawia. Nie mam na myśli kupowania ubrań i butów, bo takie sklepy odwiedzam rzadko i od kiedy zawodowo nie pracuję, robię to tylko  w miarę konieczności. Po prostu donaszam ciuchy z młodszych czasów. :)) Miałam do pewnego momentu pewną słabość, czyli gromadzenie bibelotów
Kilka postów naszych blogowych koleżanek skłoniło też mnie do pewnego rozliczenia z moją słabością.  Może pamiętacie, jak jeszcze niedawno pisałam, że cierpię na nadmiar wszystkiego. Sytuacja się nie zmieniła, nadal mam dużo przedmiotów, ale chyba minął  okres zachwytów nad każdym  znaleziskiem.  Do tej pory jeszcze wielu przydasiów nie zagospodarowałam, niektóre czekają na przerobienie, niektóre przerobione nadal nie mogą znaleźć miejsca w nowym domu, tzn. ja nie mogę się zdecydować gdzie je umieścić.  Okazuje  się, że mam ich wystarczająco dużo, żeby nie kupować następnych.  W poprzednim miejscu zamieszkania bywałam na starociach dwa razy w tygodniu, teraz co prawda mieszkam blisko sławnego Koła i targu antyków w Broniszach, ale wiecie co?  Przeszło mi,  taki stan nazywa się chyba stanem nasycenia?  Trochę mi szkoda tego przyspieszonego  bicia serca i ekscytacji wywołanych polowaniem na kolejną rzecz, ale na razie wykonałam  pierwszy krok, czyli uświadomiłam sobie zbędność pewnych przedmiotów.  To na pewno jeszcze nie jest pochwała minimalizmu, ale sytuacja się rozwija i sama jestem ciekawa, jak to się skończy.
 Przykład mojej słabości : solniczki i pieprzniczki w moich ukochanych kolorach.







Kiedyś oglądałam prawdziwy angielski program "Perfekcyjna pani domu", w którym prowadząca Anthea Turner mawiała: jeśli chcesz zrobić porządek w swoich zasobach to zostaw sobie rzeczy piękne, wartościowe albo szczególnie ważne sentymentalnie. Bardzo dobry sposób na rozprawienie się ze skarbami. Ciekawe czy wytrwam? 
A czym  Wy się kierujecie przy porządkowaniu domu?

Łosiowa rodzinka  znowu odwiedziła  nasze okolice,  późnym popołudniem przedefilowały po bajorach, które  śnieg  pozostawił na polach. Poruszały się z  godnością, która jest cechą królów i tylko najmłodszy łoś przyglądał nam się z typową dla dziecka ciekawością . A my wisieliśmy w oknach uzbrojeni w aparaty i komórki, żeby utrwalić te zachwycające chwile.
Niektórzy  muszą jeździć na koniec Polski, żeby zobaczyć łosie, a do nas przychodzą same. To się nazywa fart!


 
Jak zwykle poruszyłam kilka tematów, ale dostęp do komputera mam ograniczony, wybaczcie.
Dziękuję Wam za liczne komentarze, odpowiedziałam na większość, bo musiałam trochę czasu spędzić w łóżeczku i miałam czas. Dla Was tym razem życzenia wszystkiego dobrego i storczyki, dla których zima nie jest straszna.:))



poniedziałek, 15 stycznia 2018

Schody, schody, schody...

Wreszcie są po półrocznym mieszkaniu w nowym  miejscu mogę napisać, że  mieliśmy prawdziwe  schody z tymi  schodami. Schody są dwubiegowe ze spocznikiem (opanowałam trochę fachowej terminologii)  Chciałam mieć swoje wymarzone  w stylu angielskim, trochę staromodne, ale pasujące do wnętrza.
Widziałam oczami wyobraźni moje piękne schody, drewniane z białymi podstopniami z mdf-u i białymi policzkami, jak sunę po nich leciutko na górę, a schodząc spływam niczym powiewna  tkanina...
Od dawna wiedziałam jak mają wyglądać , ale po drodze musiałam podjąć kilka decyzji, na które początkowo nie zwróciłam uwagi, kupiliśmy gotowy budynek, który nie jest wzorcowo wybudowany. Wybierając i decydując się na schody nie wiedziałam, że już wylane schody betonowe nie dość, ze są wąskie, to mają różne wysokości i nagle zobaczyłam, że moje wymarzone podstopnice w białym kolorze są wyższe i niższe, różnica kilku centymetrów  widoczna „gołym okiem” a więc groźna dla zdrowia,  a nawet życia. Perspektywa połamanych nóg, potłuczonych głów skłoniła mnie do  spojrzenia w oczy fachowca i decyzję: Tak zostać nie może!
Na co stolarz  spokojnie stwierdził: uprzedzałem, że schodów nie będę wyrównywać! Zatkało mnie, może i mówił, ale byłam tak zaaferowana, że tego nie pamiętam,  na szczęście zdecydował się na poprawki, dodając kolejne  deseczki na schody udało mu się wyrównać ich wysokość.
Kolejne dni pracy,  przyklejanie i czekanie aż się zwiążą, szło wszystko powolutku, ale starannie, ponieważ był to okres świąteczny, wszystko działo się z przerwami, sprzątałam przed stolarzem i po stolarzu, przed świętami i po świętach, na szczęście to już za nami.  Gotowe tralki już czekały na montaż, ale jeszcze  decyzja, z której strony zamontować poręcz do półpiętra, miała być po lewej  stronie, ale tu mamy słabą ściankę z płyty kartonowo- gipsowej, więc poręcz musi być po prawej. Z półpiętra na pierwsze piętro poręcz jest po lewej, czyli jeśli coś wnoszę na górę na półpiętrze muszę to przełożyć do prawej ręki, jeśli chcę się przytrzymać balustrady.  Trudno, wiem  już, że pewnych rzeczy nie przeskoczę.
Potem już tylko ustalenia w sprawie tralek, ponieważ   na każdym stopniu są dwie, czy ścinać jedną u dołu? czy ścinać u góry, poręcz jest przecież montowana pod kątem. Na szczęście wiedziałam, czego chcę i podejmowanie decyzji nie było trudne. Jest prawie tak jak chciałam...
To, że widzę gdzieś piękne schody nie znaczy, że idealne zamontują w naszym domu, najwygodniej i najbezpieczniej jest skorzystać z usług fachowca polecanego przez kogoś, w naszym przypadku nikt nie mógł nam takiego  polecić.


wtorek, 5 grudnia 2017

Wieniec dla leniwych

W moim rodzinnym domu nie było kalendarzy adwentowych ani wieńców z czterema świecami, najważniejszą i jedyną ozdobą była choinka.  Jedno było pewne, gdy zaczynał się Adwent zaczynał się post i to nie byle jaki. Na straży jego surowości stała moja ukochana Babcia Stefcia, dla której  modlitwa i poszczenie były  nieodłącznym elementem tego czasu oczekiwania. Wszyscy musieliśmy zaakceptować ten stan chcąc nie chcąc. Słodycze? mięsko? zapominaliśmy o takich frykasach na cztery tygodnie. Wiecie jak smakowały takie smakołyki w święta?  Sam zapach wyrobów wędliniarskich przyprawiał o zawrót głowy, wystana w kolejkach szynka smakowała jak najdroższy kawior, a ciasta były pieczone na święta,  można je było skubnąć po przyjściu z Pasterki, bez której nie mogło być Świąt Bożego Narodzenia. Co powiedziałaby moja Babcia na tę rozpustę adwentową, która zapanowała wokół wolę nie myśleć.
Może dlatego dzisiaj, gdy takie  niedogodności dawnego Adwentu zniknęły, z taką radością stroję dom, robię bombki i wieńce i naprawdę  oczekiwanie i przygotowania do  Świąt sprawiają mi moc radości. 
Każdego roku pokazuję kilka wieńców, w tym roku  był już  leśny, a dzisiaj wełniany.  Ciekawa jestem, czy spodoba Wam się moja dzisiejsza propozycja, trochę przekorna, ale bardzo prosta.
Pomysł powstał, gdy wyciągnęłam z pudła uszyte kiedyś poszewki  ze starych swetrów. 
Widać dokładnie z czego skleciłam ten wianek, do poszewki włożyłam słomiany wianek, w środek ustawić można talerz, by świeczki nie były za nisko i obłożyć szyszkami, kuleczkami i liśćmi. Przy okazji ubrałam w skarpetki świece, bardzo się skomponowały w całość.

niedziela, 8 października 2017

Pierwszy ogień w kominku.

Jak ja marzyłam o tej chwili...W poprzednim wyremontowanym domu nie było na niego miejsca, ani czasu, oczywiście w pierwszym mieszkaniu w bloku nawet nie marzyłam o kominku.
W końcu  doczekałam się po wielu latach marzeń o tym, jak to będzie cudownie na starość zasiąść w wygodnym fotelu przed kominkiem z książką i kieliszkiem czegoś dobrego, otoczyć się wnukami i zapatrzeć w buzujący ogień i wszystko to w jednym momencie. A tu, proszę, na alkohol nie mam ochoty, coś dobrego to teraz raczej coś słodkiego, starości nie czuję, chyba że po wstaniu z łóżka trochę mi kości poskrzeczą, ale jakoś się poskładam po porannym rozruchu i znowu czuję apetyt na życie. Wnuki mam, ale na razie wolę  z nimi  powariować, przypomnieć sobie wygłupy i śmiać się do łez. Przyznaję, że przy kominku ma to urok podwójny.
Co prawda kominek od dawna był już wybudowany, no bo jak położyć podłogi bez kominka? Musiał być jedną z pierwszych inwestycji, obudowę czyli kształt zaprojektowałem  sama, bo chciałam mieć bardzo lekki, klasyczny, nieduży , broń Boże z marmurami i taki właśnie jest. Posiada delikatną obwódkę z granitu, ale pełni ona rolę wzmacniającą i jakoś musiałam to zaakceptować.  Trafiłam do firmy w sąsiedniej wsi i była to doskonała współpraca, od początku do końca, czyli do pierwszego palenia.  Instalowanie kominka odbyło się w ciągu jednego dnia, bardzo spodobała nam się firma, profesjonalne podejście i to, że pokazali nam jak w kominku palić.



//Pinterest widget