Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcelana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2022

Dla kogo te kwiaty?

 

Dzisiaj piszę o autorytetach, jestem ciekawa, czy się ze mną zgadzacie.

Marcowa pogoda i wkraczająca w nasze dusze wiosna przyniosła trochę radości. Takiego amarylisa otrzymałam 8 marca i czekałam dwa tygodnie, żeby z niepozornej cebulki wyrosło takie piękne cudo. Na mój lepszy nastrój wpłynęły też  wczorajsze słowa otuchy wysłane do nas przez  mądrego człowieka, który jest nie tylko potężnym przywódcą, ale i prawdziwym humanistą. Od samego słuchania tego przemówienia zrobiło mi się lżej i odzyskałam wiarę w to, że można pięknie i zrozumiale  budować wypowiedzi, dotykając sedna istotnych wątków i poruszając w odbiorcy czułe struny. Z taką umiejętnością trzeba się urodzić, albo można ją wypracować poprzez  długie lata pracy w dyplomacji, co oczywiście nie wszystkim się udaje. Ogromny szacunek i podziw będzie mi zawsze towarzyszyć na wspomnienie  człowieka, który stracił żonę, córeczkę i dorosłego syna, a potrafił zwalczyć ból i rozpacz i dalej pięknie żyć nie tylko dla siebie. W tych ciężkich czasach dzięki empatii stał się mężem opatrznościowym większości demokratycznego świata.

piątek, 16 marca 2018

Wielkanoc 2018.

Może pamiętacie moje poprzednie dekoracje bardzo rozbuchane, kipiące kolorami i  fakturami. W tym roku postawiłam na naturalność i spokój, myślę, że to  wpływ miejsca, w którym mieszkamy. Wykorzystałam też dekoracje z poprzednich lat, w niektórych coś dodałam, z niektórych coś usunęłam. Główną rolę gra mech, którego mam pod dostatkiem koło domu.  Wszystko jest zrobione na chwilę, nie przyklejałam klejem, bo na pewno jeszcze będę coś zmieniać.


poniedziałek, 13 lutego 2017

Trochę różu i o Sztuce kochania.

Cześć, przesyłam Wam  trochę koloru na dobry początek, prawda, że od razu przyjemniej? Odpoczęłam od komputera, ale miałam bardzo pracowite dwa tygodnie, o czym napiszę wkrótce, tym bardziej, ze jeszcze wiele takich pracowitych tygodni mi się szykuje. Stęskniłam się do Was i nie mam zamiaru zaprzestać prowadzenia bloga, a wręcz z przyjemnością zasiadłam do mojego   domowego staruszka komputera, a on odmawia współpracy, odpoczywa w najlepsze, wielu działań nie mogę wykonać, a kiedy wchodzę na inny blog, dostaje wariacji i  wyłącza się po prostu. Żebyście o mnie nie zapomnieli wrzucam  to, do czego mam  akurat dostęp. Witam też serdecznie nowych obserwatorów.

Kiedyś w poście pokazałam dzbanek z Delft w różowym kolorze, z czasem  dokupiłam do niego jeszcze większe naczynie w formie wazy, a niedawno  znalazłam identyczną przykrywkę. Zastanawiam się nawet, jak to się dzieje, że czasami idealnie do siebie pasujące rzeczy udaje się odnaleźć po jakimś czasie na  zupełnie innym stoisku,  jestem ciekawa, czy w swoich poszukiwaniach macie podobnie?
Trochę za rzadko bywam na  naszym targu z powodu wyjazdów, ale też z powodu mrozu. Zawsze mnie potem nurtuje pytanie, a może akurat była jakaś superokazja , a ja coś przegapiłam? Czy to już nałóg?  Przyznam Wam się szczerze, że we wtorki i piątki wychodząc z domu, czuję się jak myśliwy, na szczęście bez broni palnej, bo polowania na zwierzęta budzą we mnie prawdziwą rozpacz.
Większość zdjęć zamieszczonych w dzisiejszym poście zrobiłam  jesienią, co widać po pięknych hortensjach. Zbieraną od lat porcelanę raczej już znacie, ale  była okazja do zrobienia kilku zdjęć.

wtorek, 8 listopada 2016

Blue & white, czyli cebulaki


Cebulaki pojawiają się u mnie co jakiś czas, dzisiaj   w trochę  innej konfiguracji, pisałam już kiedyś o tym, że ich nazwa wzięła się z pomyłki,   na przywożonych do Europy naczyniach  owoce granatu wzięto za cebulę. Są również teorie, że nazwa pochodzi od kwiatów piwonii, okazuje się bowiem, że wszystkie elementy wzoru posiadały określoną symbolikę, piwonia oznaczała dobrobyt, lotos to był symbol czystości i duchowego spełnienia.  Nawet kobaltowy kolor ma swoje znaczenie, bo oznacza otwartość i mądrość.
A jak powstają cebulaki?
Ten proces niesie ogromne ryzyko, wymaga pewnej ręki i prawdziwego mistrzostwa. Odpornym na wysoką temperaturę  kobaltem rysuje  się wzór na porcelanie. Jest to o tyle skomplikowane, że barwnik natychmiast wnika w porcelanę, w przypadku pomyłki praca jest do wyrzucenia, nie można jej poprawić. Początkowo blady wzór po pokryciu glazurą i wypaleniu przybiera piękną barwę.



 
Nie ma jednego obowiązującego wzoru, każda pracownia wypracowała swój własny  sposób zdobienia. Zadziwia różnorodność kwiatów, liści, ich wielkość i rozmieszczenie wobec siebie, ale zawsze łączy nazwa cebulaki.
Meissen  Zwiebelmuster to nazwa do tej pory wykonywanych w Miśni naczyń z wzorem cebulowym i chociaż inne fabryki również taką wykonują, to właśnie miśnieńska ma prawdziwą wartość.  Moje zbiory mają co prawda nazwę zwiebelmuster, ale niekoniecznie Meissen.  Ponieważ mam ogromną słabość do wszystkich kobaltowych wyrobów, więc  kupuję  je, kiedy tylko trafi się okazja. Ostatnio trafiły m się dwa zegary, ten z delikatnym zdobieniem to Villeroy & Boch





Jeszcze słów kilka o komentarzach, za które bardzo dziękuję, a na które nie odpowiedziałam, bo po prostu byłam poza domem. Natknęłam się gdzieś niedawno na stwierdzenie, że przez szacunek dla odwiedzających nas gości  powinniśmy odpowiedzieć na każdy komentarz,  co staram się robić, ale nie zawsze się udaje. Wiadomo, że blogerki żyją w niedosycie czasowym, czasami  zamiast odpowiadać u siebie,   wolę ten czas przeznaczyć na odwiedzanie Was i komentowanie Waszych postów. Mam nadzieję, że myślicie podobnie.
Jeszcze jedno pytanko? Czy już wypada  zacząć sezon ozdób bożenarodzeniowych? I tak czuję, że zacznę, ot, przewrotność kobieca.
Witam nowe obserwatorki i zapraszam ponownie.
Ślę cieplutkie pozdrowienia.

czwartek, 23 czerwca 2016

Różowa zdobycz Villeroy & Boch

Kochani, witam po długiej przerwie, dla mnie był to tak absorbujący czas regeneracji, że nie zaglądałam do Was, a teraz staram się nadrobić wszystkie zaległości. Trochę to potrwa, bo w ogrodzie mam sporo pracy, w dodatku znowu szykuje mi się intensywny czas. Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądali, mimo nieobecności. Taka  przerwa uświadomiła mi, jak bardzo  się za Wami stęskniłam, a dzisiaj tak na szybko porcelanowy post.
Nie jestem prawdziwym kolekcjonerem porcelany, nie przywiązuję dużej wagi do jej producenta, ani do ceny, oczywiście im niższa, tym lepiej. Wszystkie zakupione naczynia  mają mi służyć na co dzień i nie  ma znaczenia, że  talerzyk pochodzi z jednej wytwórni, a filiżanka z innej. Ponieważ lubię zastawę w jednej tonacji, gdy trafiła    się taka gratka jak  V&B, wzięłam, nawet z różnymi wzorkami.  To mniej znana seria Fason, ale do moich pozostałych różowych naczyń pasuje cudownie.





Jakiś czas temu pisałam o szparagach, sezon na nie się kończy, niestety, a więc dzisiaj zupa- krem, do której miksuję również obrane i ugotowane końcówki  szparagów, dodaję serek topiony, na koniec kropla Mascarpone lub jogurtu, z krakersami smakuje wybornie.


Kochani, cieszę się, że wróciłam do rzeczywistości i do Was. Już zapraszam na następny post o pięknej ziemi kłodzkiej.
Życzę miłego odpoczynku. :)

niedziela, 3 stycznia 2016

Nadstawka od kredensu

Kochani, dziękuję Wam za odwiedziny,  życzenia świąteczne i noworoczne, mam nadzieję, że dotarłam do wszystkich z moimi.  Witam też nową obserwatorkę.
Nowy rok rozpoczynam   przedstawieniem  pracy, która długo czekała na swoją kolej, naprawdę kilka miesięcy, bo ciągle nie miałam czasu, albo nie było dobrego światła. Idealnie mieści się w niej trochę   moich tworów, nareszcie znalazłam dla nich miejsce. Ogromna nadstawka od kredensu, co prawda trafiła mi się tylko góra, ale ze względu na pięknie zaokrąglone szybki musiałam się nią zaopiekować. Witryna była na  wysoki połysk, ale jej nie skrobałam, użyłam podkładu  i farby akrylowej. Ze względu na sposób malowania  powinna zawisnąć na ścianie przy szafie z lustrem, ale kiedy to nastąpi, nie wiem. Na razie stoi na ogromnej komodzie, którą też wkrótce pokażę.


sobota, 26 września 2015

Ostatnia letnia odsłona

Witajcie kochani,  szczególnie ciepło witam nowych obserwatorów.
Wrzesień to dla mnie miesiąc świąteczny, jako  Panna świętowałam urodziny, a jeszcze przedtem rocznicę ślubu. Czasami współczuję mojemu M, bo w dzień ślubu  nieopatrznie zadeklarował, że co roku na rocznicę dostanę tyle róż, ile lat jesteśmy małżeństwem. Jeśli, będąc daleko  z powodu pracy nie mógł osobiście  złożyć mi życzeń,  kwiaty były  albo na pocztówkach, albo przesłane pocztą kwiatową.  W tym roku udało się nam być razem, szkoda, że nie była to okrągła rocznica.
Nie liczcie róż w bukiecie, bo się przerazicie, że jest ich aż tyle.  My sami nie możemy się nadziwić, że tyle lat ze sobą wytrzymaliśmy, może właśnie dlatego, że połowę  tych lat spędziliśmy w rozłące.


Pokazywałam Wam już kilka miejsc do wypoczynku w ogrodzie,  huśtawkę, stół pod wiatą i pod orzechem, a dzisiaj ostatnie miejsce, wokół starej studni.  Rano panuje tu przyjemny chłód, po południu upał, ale wieczorem można przysiąść na szybką kolację.



Dawno nie pokazywałam  moich niebieskich  naczyń, które często ustępują miejsca  warzywom. Mój stary nowy kredens sprawdza się idealnie przy takich wystawkach.



Ponad rok temu kupiłam ogromny wazon, niedawno również na naszym targu dokupiłam dzban dokładnie z takim samym malunkiem, mają niebagatelne gabaryty, prawie po 40 cm wysokości.


Kochani, co jakiś czas będą posty podróżnicze, tyle chciałabym Wam pokazać, ale nie zapominam o sprawach bieżących.
W Waszą stronę kieruję wszystkie dobre myśli i  najlepsze życzenia.

wtorek, 18 sierpnia 2015

W cieniu starego orzecha

Witajcie, moi mili. Jestem, chociaż trochę mnie nie było, ale o tym następnym razem. Tymczasem wczoraj przywieźliśmy do domu deszcz i dzisiaj obudziliśmy się w normalnej temperaturze, mam nadzieję, że u Was też jest dużo lepiej.
Kiedy dawno temu kupiliśmy dom do remontu, na działce zastaliśmy dwa duże drzewa: orzech  laskowy i włoski.  Co prawda na orzechy laskowe mam od niedawna uczulenie, więc zostawiam je    odwiedzającej  nas wiewiórce, ale włoskich mamy tyle, że na nasze potrzeby wystarcza.  Poza tym naprawdę doceniłam  inne walory orzecha włoskiego tego lata.



Orzech włoski porasta  winobluszcz, który całkowicie osłania nas przed światem.
 

Jeden z ostatnich zakupów rynkowych, bardzo pożądany i porządny zestaw do siedzenia obiadowego. Pod orzechem włoskim znajdowaliśmy trochę cienia i przewiewu.



Produkt, który świetnie działa na wszystkie bóle żołądkowe. Niedojrzałe lipcowe orzechy włoskie kroimy na małe części, wkładamy do słoika i zalewamy spirytusem do przykrycia orzechów. Odstawiamy w chłodne i ciemne miejsce  z życzeniem: Obyśmy nie musieli stosować!

Na  dzisiaj już kończę, mam nadzieję, że zdołam w najbliższym czasie Was odwiedzić i nadrobić zaległości. Zaglądających do mnie serdecznie pozdrawiam.

środa, 22 lipca 2015

W Kozłówce

Kochani, rozgośćcie się,  zapraszam.
Aż mi smutno, że to już ostatni odcinek  mojej lubelskiej eskapady, ale to piękne miejsce idealnie pasuje na finał. Od dawna chciałam zobaczyć zespół pałacowo-parkowy  w Kozłówce, posiadłość Zamojskich. Wnętrza  zachowały swój autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX wieku, możemy więc  obejrzeć  prawdziwe cuda:  marmurowe kominki, dębowe parkiety, ciekawe rzeźby, piece z miśnieńskich kafli, lustra i porcelanę. Wszystko jest  doskonale utrzymane i ciągle wzbogacane o kolejne trofea. Szczęśliwie dla tego miejsca omijały je zawieruchy dziejowe.
Można też odwiedzić Galerię sztuki socrealizmu, różany zakątek, powozownię, oraz wystawy czasowe, aktualnie  "Jaśnie Państwo w kąpieli"

Takie "biureczko" to  marzenie nie jednej z nas.

Zbiory naczyń ze srebra, brązów, wyroby jubilerskie są zachwycające, przepiękna porcelana i fajans, to  trzeba zobaczyć! Moje ukochane kobalty.

Zdumiewa i zachwyca ilość portretów Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, która była uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, a która uważana jest za protoplastką rodu (urodziła 10 dzieci) O jej urodzie  można  się przekonać  również w kaplicy, gdzie znajduje się  pomnik nagrobny.

Rozleniwiony paw
Ekipy filmowe chętnie wykorzystywały cały zespół pałacowy do realizacji znanych dzieł X muzy. zainteresowanych odsyłam tutaj /klik/ 
Kochani goście, moje zdjęcia są bardzo wybiórcze, byłam w Kozłówce tylko raz i chodziłam z rozdziawioną buzią, tak wiele chciałam zobaczyć, a zwiedzanie trwa tylko godzinę. Na szczęście nasza blogowa koleżanka Beata z Lawendowego zagajnika  od dawna pisze o tym miejscu, toteż odsyłam Was do jej pięknych, szczegółowych postów.
Muszę koniecznie  wspomnieć o miejscu ciągle wstydliwym dla naszego narodu, czyli o ogólnie dostępnych  toaletach, bo takich  jak w Kozłówce, nie powstydziłby się nawet Luwr,  sanitariaty to najprawdziwsze Villeroy&Boch.
Na pewno wrócę nie raz do tego pięknego miejsca. Absolutnie polecam!

Widzicie pieska przywiązanego chustą do ławki? Tylko kobieta może sobie tak cudownie poradzić w awaryjnej sytuacji.

Witam cieplutko nowych obserwatorów,  dziękuję za odwiedziny i komentarze, zapraszam ponownie. Kwiatka i serdeczności  przesyłam. Uważajcie na siebie.
 
//Pinterest widget