Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianki owocowo-warzywne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianki owocowo-warzywne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2018

Jesień na tarasie

Lato było takie długie, że przez moment  miałam wrażenie, że się nie skończy. Wszyscy zapewne jesteśmy zdziwieni, że tak szybko dopadła nas jesień, prawie mroźne noce, poranki z białym nalotem na trawach i że tak nagle w przyrodzie zmieniły się kolory  a w naszych sercach nastroje. Powyjmowałam  ozdoby z lat poprzednich, dodałam trochę świeżych kwiatów i witam jesień. Czekam na piękne przebarwienia moich drzewek i krzewów, za tę zmienność bardzo lubię jesień  i naprawdę jestem ciekawa, co nam w tym roku  przyniesie. Marzę o tym, żeby w końcu czas letni stał się  jedynym słusznym i mam nadzieję, że od następnego roku tak będzie. Ciekawa jestem Waszego zdania,  bo u nas zmiana czasu fatalnie odbija się na naszym samopoczuciu.
Jesień na moim ukochanym tarasie, który w dalszym ciągu służy nam jako miejsce do wypicia kawy. Lubię tu sobie posiedzieć również z herbatką i dać odpocząć oczom piękną roślinnością.

Przed wejściem do domu


W ogrodzie już dawno pojawiły się pierwsze zwiastuny jesieni -zimowity i  niezliczone ilości topinamburu, którego kwiatkami  chętnie ozdabiam dom. Kilka dekoracji powstało też z dyń, których sposób powstania  już pokazywałam /klik/
 







Kilka funkii kwitnie  razem z rozchodnikami, prawdopodobnie wpłynęły na te anomalie  szokujące temperatury. Czy u was też się zdarzyły w tym roku dziwne zachowania roślin?
Kochani, bardzo Wam dziękuję za piękne i pouczające komentarze pod poprzednim postem.
Bardzo gorąco Was pozdrawiam i życzę wielu przyjemnych chwil na następny tydzień.:))

środa, 18 października 2017

Zegar.

W moim rodzinnym domu był stary zegar, który pewnego dnia po prostu zniknął ze ściany. Byłam za mała, żeby domyślić się, dlaczego zegara nie ma i dopiero po kilku latach dotarło do mnie, że Mamusia sprzedała go, by móc dokończyć budowę nowego domu, działo się to pod koniec lat 70-tych,. Nie wiem na ile wydatków wystarczyło pieniędzy,  ale tęsknota za zegarem została. Po wielu latach kiedy już zaczęłam doceniać pamiątki, zobaczyłam zegar bardzo podobny do naszego rodzinnego i nie bacząc na wygórowaną cenę  kupiłam, chodziłam z nim od jednego zegarmistrza do drugiego, w końcu został naprawiony i zaczął wybijać godziny...  bardzo głośno i wyraziście. Ponieważ nakręcony dzwonił tak, że postawiłby na nogi cały pułk, rodzina stanowczo zażądała unieruchomienia mechanizmów odpowiedzialnych za dźwięk, czasami uruchamiam go na cały dzień, wieczorem unieruchamiam, żeby w nocy  nas nie budził. Lubię go bardzo, mimo, że nie jest zbyt funkcjonalny, ale lubię też moje bibeloty w jego towarzystwie.
Kiedy mowa o zegarach, przypomina mi się genialny wujek Edward, który żeby zaimponować małym dzieciom stawał przed zegarem na chwilę przed pełną godziną i mówił - Zegarze, bij godzinę, po czym zegar  zaczynał je wybijać. W dzieciach zrodził się nabożny podziw dla umiejętności taty  i dopiero kiedy podrosły zrozumiały na czym ten ojcowski  geniusz polegał.




Pamiętacie moją rodzinkę /klik/ Jeży? Wraz z jesienią znowu się zjawiły, tym razem opanowały parapety okienne,  widocznie deszcz dał im się we znaki i wolały go podziwiać  z bezpiecznej odległości. Z nieodłącznymi jabłuszkami znalazły się wśród muchomorków, dyń i jesiennych liści  A mnie serce się raduje ile razy patrzę na wnusię bawiącą się takimi kompozycjami,  ja też się z nią świetnie bawię.




Dziękuję Wam za komentarze dotyczące kominków, tak naprawdę to mój jest tylko wkładem kominkowym, ale utarło się, że   można go tak nazywać.  Okazuje się, że część z Was ma już kominki, niektóre o nich marzą, ale bez nadziei na spełnienie, a są nawet szczęśliwcy, którzy kominek posiadają, ale z niego nie korzystają. Rozumiem wszystkie  z Was i przedstawiam sposób na kominek ze świecą, niekłopotliwy, a uroczy. 
Pięknego weekendu i tygodnia Wam życzę.:))

sobota, 27 maja 2017

Pomiędzy...

chociaż post nazwałam początkowo : W rozkroku... Nie będzie o ekwilibrystyce, chociaż przeprowadzki mają  z nią coś  wspólnego. Bardzo Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa wsparcia i piękne życzenia na nową drogę życia. Nowych obserwatorów cieplutko witam. Na początek odrobina słodkich truskawek i wianuszek, który zrobiłam w ciągu paru minut dla poprawy nastroju, bo czasu na większe robótki nie mam. 
Dzisiaj  totalny misz masz, czyli odzwierciedlenie stanu mojego umysłu, który znalazł się w dużym rozkroku. Jedną nogą (czyli jakąś częścią umysłu) jestem jeszcze w starym miejscu, bo nasz dom bardzo gruntownie wyremontowaliśmy, prawie osiągnął z nami pełnoletność, mieszkało nam się cudownie przez naście lat, a mój ogród zrobił się prawie bezobsługowy. Żal największy to ludzie, z którymi się zaprzyjaźniliśmy, koleżanki i koledzy z pracy, przyjaciele i rodzina męża, cudowni sąsiedzi,  ogólna stabilizacja.
 


środa, 12 października 2016

Dynie trochę inaczej

Kochane dziewczyny, dziękuję Wam  za liczne i piękne komentarze na temat krzeseł, same wiecie, że to właśnie komentarze najbardziej motywują i mobilizują do wymyślania czegoś nowego. Z czasów, kiedy tylko  podglądałam ukochane  blogi, pamiętam, że wiele razy chciałam wyrazić zachwyt z nowych dokonań, ale nie miałam pojęcia, jak dodać komentarz i  wszystko wydawało się  takie skomplikowane.Na szczęście to już przeszłość.
Tymczasem między szyciem i malowaniem powstają drobne prace ozdobne, znowu dynie, ale dzisiaj pokażę Wam  dwie podpowiedzi, dzięki którym dynie mogą  wyglądać bardziej prawdopodobnie.
Dynie można zrobić z każdego materiału, tym razem  użyłam  moich  starych sukienek, takie  tkaniny dość łatwo się układają, a niektóre ogonki powstały z pociętego topinambura. Wykorzystałam też owinięte sznurkiem druciki, z których uformowałam  również  końcówki, zakręcając je na grubym pisaku.

 

poniedziałek, 26 października 2015

Dyniowy wianek

Kochani, stęskniłam się do Was, tym bardziej,  że miałam bardzo pracowity tydzień, który zakończył się leżeniem w łóżku. Ponieważ już poczułam się na tyle dobrze, że musiałam się czymś zająć, dzisiejszy dzień spędziłam na opracowaniu własnego sposobu robienia dyń. Jak to się mówi, pierwsze śliwki robaczywki, tak i z moimi dyniami wyszło, zasugerowałam się instrukcjami na materiałowe dynie, ale  nie byłam zadowolona, więc  postanowiłam je przeznaczyć na wianek ze sztucznymi dodatkami. Pomysł na taki wianek już dawno  tłukł mi się po głowie. Właściwy sposób na dynie z tkaniny opracowałam, ale to pokażę  w którymś z następnych postów.

 
Jeszcze  wcześniej zrobiony wianek do świeczki  z moich owocowo- jesiennych ozdób. Wianki  z poprzednich lat możecie zobaczyć klikając w etykietach "wianki owocowo- warzywne"  Przy okazji kolejny piękny wzór haftu.
 
Już pisałam, że tydzień spędziłam pracowicie, zaczęło się od kursu w "Szkole patchworku" Ani Sławińskiej, tutaj możecie zobaczyć jej relację klik    
Ania jest artystką i sprawiło mi wiele radości obejrzenie i dotknięcie jej prac, przeżycie samo w sobie.
To był mój pierwszy prawdziwy kurs, bo do tej pory wszystkiego uczyłam się sama, podpatrując ulubione blogi.  Miałam ogromną przyjemność poznać przemiłe dziewczyny,   fantastycznych gospodarzy i absolutne objawienie  pikowania i patchworku Wiesię, która prowadzi bloga Quilt & smile Teraz wiem, co powinnam doskonalić i od czego zaczynać szycie quiltów. To spotkanie uświadomiło mi, ile przede mną pracy i że dopiero "wchodzę do tego lasu"
Kilka zdjęć  z komórki, które oddają atmosferę spotkania.

 Tak wyglądają pikowanki Wiesi, ogromną przyjemnością była praca pod jej kierunkiem.

 Dużo czasu spędziłam z cudowną wnusią, spacerując po pięknym parku, przy okazji  musiałam też trochę popstrykać.



Dziękuję, że  mnie odwiedzaliście. 
Serdeczne pozdrowienia Wam przesyłam, życząc przyjemnego tygodnia.

wtorek, 18 sierpnia 2015

W cieniu starego orzecha

Witajcie, moi mili. Jestem, chociaż trochę mnie nie było, ale o tym następnym razem. Tymczasem wczoraj przywieźliśmy do domu deszcz i dzisiaj obudziliśmy się w normalnej temperaturze, mam nadzieję, że u Was też jest dużo lepiej.
Kiedy dawno temu kupiliśmy dom do remontu, na działce zastaliśmy dwa duże drzewa: orzech  laskowy i włoski.  Co prawda na orzechy laskowe mam od niedawna uczulenie, więc zostawiam je    odwiedzającej  nas wiewiórce, ale włoskich mamy tyle, że na nasze potrzeby wystarcza.  Poza tym naprawdę doceniłam  inne walory orzecha włoskiego tego lata.



Orzech włoski porasta  winobluszcz, który całkowicie osłania nas przed światem.
 

Jeden z ostatnich zakupów rynkowych, bardzo pożądany i porządny zestaw do siedzenia obiadowego. Pod orzechem włoskim znajdowaliśmy trochę cienia i przewiewu.



Produkt, który świetnie działa na wszystkie bóle żołądkowe. Niedojrzałe lipcowe orzechy włoskie kroimy na małe części, wkładamy do słoika i zalewamy spirytusem do przykrycia orzechów. Odstawiamy w chłodne i ciemne miejsce  z życzeniem: Obyśmy nie musieli stosować!

Na  dzisiaj już kończę, mam nadzieję, że zdołam w najbliższym czasie Was odwiedzić i nadrobić zaległości. Zaglądających do mnie serdecznie pozdrawiam.

wtorek, 18 listopada 2014

Kolejne "rękoczyny"

Witam Was
Dawno nie pokazywałam  swoich tworów, dzisiaj pora na quilt, wianek i kilka  drobiazgów.
 Każda quilterka Wam to powie, że trudno jest uszyć identyczny patchwork, każdy  jest inny i niepowtarzalny, dlatego są tak cenione. Próbowałam odtworzyć jeden z poprzednio uszytych, który bardzo się spodobał, ale zabrakło takich samych materiałów. Powstała więc narzuta  z  przewagą niebieskości. Jak wiadomo, praca w pośpiechu nie jest najlepszym rozwiązaniem, więc musiało  się coś wydarzyć, zapewne  poniżej widać  błąd w rozmieszczeniu kolorach?


 Pośrodku  narzuty znalazł się blok, który owszem, miał być pośrodku, ale  u  góry, a w tego typu quiltach  lubię zachować symetrię. Nie szczęście nie pamiętam już, jakich " słów" użyłam podczas prucia i zszywania od nowa, ale było kwieciście. Najważniejsze, że pomyłkę dostrzegłam w porę i uniknęłam wielkiego prucia.
 Quilt wypikowałam lotem trzmiela, nie za gęsto, żeby był mięciutki i przyjemny  w dotyku. Dla porównania tutaj można obejrzeć  pierwowzór.

Buszowanie po starociach przestało być zabawne z powodu ubogiej oferty. Dzisiaj udało mi się trochę upolować; śliczne łyżeczki, na które od dawna czekał pomalowany na biało i lekko przetarty wieszak. Często tak bywa, że znajduję coś, co idealnie pasuje do rzeczy, które już mam w domu.

 Kolejna półka, która będzie czekać na swoją kolej

 Skoro jesteśmy w kuchni, to musi być coś z cebulaków lub Delft, na tacy świeże pyszne rogale świętomarcińskie. Cukiernik, który chce wypiekać te smakołyki musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Tradycja  ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów albo z ciasta zwijanego w wole rogi. Z czasem  połączono go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta  nawiązywał  kształtem do podkowy, którą miał zgubić koń świętego. Rok temu spędziłam Dzień Niepodległości w Poznaniu i uważam, że było warto. Były rogale, bardzo dużo rogali i obowiązkowo gęsina na obiad. A pochód ulicą Święty Marek też jest niezapomnianym  przeżyciem.

Naprawiłam jesienny wianek, który już pokazałam, ale nie do końca mi się podobał, teraz jest do zaakceptowania.

Trochę spóźnione zdjęcia z  ogrodu, kalina i berberysy   w czerwieniach, modrzewie w żółciach, słowem piękna  pani jesień.

Skoro jesteśmy w ogrodzie, to jest okazja, żeby  pokazać wcześniejszy, letni rękoczyn. Taka zwykła biała błyszcząca nowością Maryjka z  Veritasu, kupiona przez koleżankę, ale nie do końca taka, jak być powinna. Pojętna koleżanka wykazała się talentem do postarzania. Wystarczyła odrobina patyny,  kawałek szmatki i pędzelka oraz zdolne ręce Sylwii.
To było latem, widać zieloniutki winobluszcz, och,  jak ten czas leci.

Pozdrawiam.
//Pinterest widget