Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieszaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieszaki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

O transferze i innych robótkach

Witam Was cieplutko!
Kochani, rozleniwiłam się trochę podczas tych wakacji.  Codziennie staram się coś nowego zrobić, ale gdzieś zapał uleciał i świadomość, że to wszystko, albo coś podobnego już znacie,  trochę mnie spowalnia z publikacją.
Poczyniłam dwie ozdóbki. Miałam dwie identyczne deseczki kupione za bezcen, po pomalowaniu do jednej przymocowałam stary postarzony świecznik, na drugą  nakleiłam ramkę też postarzoną, w środku na razie zatknęłam różyczkę, widzicie, co się dzieje z moją inwencją? Chyba gdzieś sobie poczłapała, daleko, daleko.

środa, 28 stycznia 2015

Vintage

Nie mogę  przejść obojętnie obok  nikomu niepotrzebnych  przedmiotów,  mój wzrok zawsze takie biedule wyśledzi, mój mózg zachwyci się potencjałem bardzo głęboko czasami ukrytym w przedmiocie, ręce zapłacą i te same ręce potem dopracują i  zwrócą choć odrobinę urody.
Zacznę od starutkich szewskich  kopytek, zresztą widać, ile lat służyły w warsztacie, jest to pierwsza rzecz, której pomalować nie chcę i nie mogę, ale musiałam je potraktować wysokim papierem ściernym, bo można było ręce pokaleczyć, zresztą na tym drewnie widać nieskończoną ilość skaleczeń,  obtarć  i wgnieceń. Na stare lata znalazły kąt i u mnie będą już tylko odpoczywać na koronkach, czasami mogą też powisieć.




Z innych  nowości przeróbkowych, nawróciłam na słuszną drogę dwa świeczniki i wieszaczek. Wszystko potraktowałam farbą akrylową.  Świeczników nigdy dość, a i na półeczkę zawsze znajdę miejsce, chociaż niektórzy zaczynają trochę marudzić, że dom nam się kurczy. W końcu to są właśnie moje bibeloty.
 Świeczniki dołączyły do swoich bladolicych towarzyszy i się wśród nich pięknie zaaklimatyzowały.


Uwielbiam drewno w każdej postaci, kiedyś myślałam, że to kamień jest mi najbliższy, ale wszystko się zmieniło, gdy zaczęłam moje eksperymenty ze wszystkim co jest drewniane,  potrafię się na nie nie tylko gapić, jak przysłowiowy wół, ale sam dotyk drewna sprawia mi radość, nawet gdy jest pomalowane.

  
Święty obrazek z ramką  pochodzi z 1947 roku.
 A tak to wyglądało przedtem.

wtorek, 18 listopada 2014

Kolejne "rękoczyny"

Witam Was
Dawno nie pokazywałam  swoich tworów, dzisiaj pora na quilt, wianek i kilka  drobiazgów.
 Każda quilterka Wam to powie, że trudno jest uszyć identyczny patchwork, każdy  jest inny i niepowtarzalny, dlatego są tak cenione. Próbowałam odtworzyć jeden z poprzednio uszytych, który bardzo się spodobał, ale zabrakło takich samych materiałów. Powstała więc narzuta  z  przewagą niebieskości. Jak wiadomo, praca w pośpiechu nie jest najlepszym rozwiązaniem, więc musiało  się coś wydarzyć, zapewne  poniżej widać  błąd w rozmieszczeniu kolorach?


 Pośrodku  narzuty znalazł się blok, który owszem, miał być pośrodku, ale  u  góry, a w tego typu quiltach  lubię zachować symetrię. Nie szczęście nie pamiętam już, jakich " słów" użyłam podczas prucia i zszywania od nowa, ale było kwieciście. Najważniejsze, że pomyłkę dostrzegłam w porę i uniknęłam wielkiego prucia.
 Quilt wypikowałam lotem trzmiela, nie za gęsto, żeby był mięciutki i przyjemny  w dotyku. Dla porównania tutaj można obejrzeć  pierwowzór.

Buszowanie po starociach przestało być zabawne z powodu ubogiej oferty. Dzisiaj udało mi się trochę upolować; śliczne łyżeczki, na które od dawna czekał pomalowany na biało i lekko przetarty wieszak. Często tak bywa, że znajduję coś, co idealnie pasuje do rzeczy, które już mam w domu.

 Kolejna półka, która będzie czekać na swoją kolej

 Skoro jesteśmy w kuchni, to musi być coś z cebulaków lub Delft, na tacy świeże pyszne rogale świętomarcińskie. Cukiernik, który chce wypiekać te smakołyki musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Tradycja  ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów albo z ciasta zwijanego w wole rogi. Z czasem  połączono go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta  nawiązywał  kształtem do podkowy, którą miał zgubić koń świętego. Rok temu spędziłam Dzień Niepodległości w Poznaniu i uważam, że było warto. Były rogale, bardzo dużo rogali i obowiązkowo gęsina na obiad. A pochód ulicą Święty Marek też jest niezapomnianym  przeżyciem.

Naprawiłam jesienny wianek, który już pokazałam, ale nie do końca mi się podobał, teraz jest do zaakceptowania.

Trochę spóźnione zdjęcia z  ogrodu, kalina i berberysy   w czerwieniach, modrzewie w żółciach, słowem piękna  pani jesień.

Skoro jesteśmy w ogrodzie, to jest okazja, żeby  pokazać wcześniejszy, letni rękoczyn. Taka zwykła biała błyszcząca nowością Maryjka z  Veritasu, kupiona przez koleżankę, ale nie do końca taka, jak być powinna. Pojętna koleżanka wykazała się talentem do postarzania. Wystarczyła odrobina patyny,  kawałek szmatki i pędzelka oraz zdolne ręce Sylwii.
To było latem, widać zieloniutki winobluszcz, och,  jak ten czas leci.

Pozdrawiam.

poniedziałek, 22 września 2014

Do czego służą sekretery?

 Witam Was bardzo serdecznie z bardzo dalekich Bieszczad, wrzucam post przygotowany wcześniej, bo żyjemy w takim pośpiechu, jakiego nie pamiętam. Wczorajszy dzień też wart jest opisu i jak tylko trochę się ogarnę, zdam Wam sprawozdanie.
Na razie  prezentuję kolejny domowy mebel, a mianowicie sekreterę. Teraz już wiem, dlaczego tak się nazywa, kiedy jakiś przedmiot trafi do jednej z licznych szufladek, to albo zapominam , że takowy posiadam, albo pamiętając o nim, nie mogę go znaleźć i wszystkie skrytki muszę otwierać. Jak głosi najsłynniejsze ze wszystkich prawo Murphyego, rzeczony przedmiot jest na pewno w ostatnim miejscu, do którego zaglądasz
Wszystkie moje meble najchętniej przemalowałabym na biało, ale w przypadku niektórych nie wchodzi to w grę. Tak jest  właśnie w przypadku sekretarzyka udającego antyk. Skoro staroć, to bibeloty też powinny być  starsze. Naprawdę stara jest podstawa od lampy, reszta to przedmioty z mosiądzu i cynkalu, kupione za grosze, ale dobrze się wkomponowały w całość. Zawsze lubiłam przestawiać meble, ale teraz są po prostu za ciężkie, żebym mogła je ruszyć, pozostało mi więc zmienianie dodatków.

Moje świeczniki też  udają starocia, naprawdę są  postarzone.

.
Ponieważ znudziło mi się oglądanie ciągle  tych  samych bibelotów, postanowiłam zmienić wystrój. Z kuchni wywędrowały moje wazy z Delft i ozdobiły sekretarzyk. Dla moich oczu ten wystrój jest bardziej udany.


 Teraz trochę z dziedziny rękodzielniczej. Dawno, dawno temu zobaczyłam u Ity z Jagodowego zagajnika wieszaki pięknie obszyte lnem z transferami i koronkami. Zawsze staram się podać autora pomysłu, który wykorzystuję.   Jeszcze wtedy nie miałam zapasu lnu, więc szyłam z grubej bawełny, miałam też sporo mniej  udanych transferów (wiecie, że lubię wykorzystać każdy skrawek ) i powstały takie opakowania na wieszaki. Transfery pochodzą z bloga The Graphics Fairy. Oczywiście nie są tak piękne jak pierwowzór, ale bardzo się przydają.  Zapytacie do czego służą  takie kubraczki? Otóż świetnie trzymają ubrania, które lubią ześlizgiwać  się z wieszaków i najczęściej lądować na dnie szafy. A my schylając się po nie zazwyczaj łapiemy lumbago.

Jak widać, uszyłam też kubraczki dla cięższych ubrań, sprawdzają się  świetnie, zwłaszcza do swetrów.


Muszę się pochwalić kolejnym nabytkiem wiadomo skąd. Do kieliszków kryształowych z fabryki Violetta w Stroniu Śląskim dokupiłam wazę o identycznym cięciu, chyba tak się to nazywa. Waza jest ogromna, na kształtnej nóżce i  było to zauroczenie od pierwszego spojrzenia. Zdjęcia są różne, nie mam w tej chwili czasu na próby z aparatem i bardzo nad tym ubolewam.

We wtorek na bazarze trafienie miałam jedno, ale spektakularne, lampa koloru kobaltowego, oczywiście niezrzeszona, ale wymaga dokupienia abażura i pomalowania złoceń na normalny kolor.  Wkrótce ją pokażę.
Tymczasem pozdrawiam Was bardzo serdecznie i dziękuję, że do mnie zaglądacie.
//Pinterest widget