Bibeloteka

nie tylko o zbędnych ozdobach, ale o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

środa, 30 grudnia 2015

Poświątecznie ...

Kochani, dziękuję za komentarze i wszystkie życzenia. Czasu na przygotowania do Świat  nie miałam za dużo, nie zdążyłam Wam złożyć życzeń i  nie zdążyłam zrobić nowych dekoracji, ale  stopniowo będę Was odwiedzać, bo bardzo mnie ciekawi, co u Was słychać. Najważniejsze, że po wielu  perturbacjach do Wigilii zasiedliśmy w pełnym siedmioosobowym składzie, niczego na stole nie zabrakło i codziennie  mieliśmy  gości. W drugi dzień Świąt przy naszym stole pomieściło się 17 osób, było wesoło i rodzinnie.
Nowością  w tym roku są  bombki w ciekawym kolorze, do których dodałam  wisiory dokładnie w tym samym odcieniu. Wszystko kupiłam, a raczej wyszukałam  jeszcze latem na naszym bazarku.
 
Śnieżynki zawisły na innym żyrandolu, przypominając chłodne zimy
 



 Do jednego ze stroików dodałam Mikołajkowe pieski.


Żeby było weselej zorganizowałam małe grudniowe grzybobranie, prawda, że od razu cieplej się robi?


 

Niewiele zdjęć mam z poprzednich  Świąt Bożego Narodzenia, w zeszłym roku nie zdążyłam ich pokazać, a skoro  dzisiaj  nie mam za dużo do pokazania, to pora na poprzednie lata.
Święta Bożego Narodzenia w 2005 roku w tonacji srebrno-złotej z zielonymi dodatkami. Wyjątkowa Wigilia przy ławie.



Rok 2006. Kosz każdego roku wypełniało coraz więcej prezentów

W 2008 roku mieliśmy na choince prawdziwą feerię barw


Zdarzały się nam też wyjazdowe Święta, pod choinką czekały czasami  takie niespodzianki


W tym roku prezentów było całe  mnóstwo, za to choinka niewielka, ale prawdziwa
 

I to nie choinka była królową, tylko nasza wnusia, która w Wigilię skończyła roczek.



Kochani, życzę Wam wszystkiego najlepszego, zdrowia, radości i dużo miłości na następny rok. 


niedziela, 20 grudnia 2015

Prezenty... i lodowisko?


Kochani.
Dziękuję Wam za to, że  do mnie zaglądacie, jestem Wam wdzięczna za każde słowo wsparcia i każde odwiedziny.  W podziękowaniu  kwiatek dla Was.
 

Z pewnym opóźnieniem, ale staram się nadrobić wszystkie zaległości. Jakiś czas temu zakończyła się Mikołajkowa akcja zorganizowana przez Holly. Moją parą została Agnieszka  z Różanej ławeczki , dostałam od niej piękne rzeczy, serducho, anioła, śliczną kartkę z życzeniami i słodkości. Agnieszko, Bardzo Ci dziękuję i jestem dumna, że Twoje prace są w moim posiadaniu.

 

Z mojej strony dotarły do Agnieszki poszewka na jaśka i serwetka, oczywiście pikowane, bo "trochę" się zafiksowałam na takie prace.

Skoro już wskoczyłam w pikowanie, to taki worek powstał już wcześniej dla wnusi, która szykuje się do żłobka, przyznam Wam się, że już  o nią drżymy, ale rezolutne, a przy tym tak miłe  dziecko powinno sobie dać radę, ciekawe, czy dadzą sobie radę z nią?


Jesienna pogoda  nie tworzy klimatu sprzyjającego atmosferze Świąt, ale gdzieś daleko stąd są takie miejsca, gdzie lód i chłód są na porządku dziennym...
Zapraszam Was zatem do zimnego kraju, w którym rosną ośnieżone drzewka, pingwinki wyglądają  jak bałwanki, a może to bałwanki przypominają pingwinki?. Hasają po lodzie, nie przejmują się niczym, ani mrozem, ani zapadającym zmrokiem, kiedy noc zastanie je na lodowisku, one są tak zmęczone, że nie chcą iść do domów,  bawią  się do upadłego, bo cóż to dla nich taki chłód? Sama przyjemność.


Nie było nas  trochę w domku, a przy takiej zabawie  naprawdę odpoczęłam. Wydarzenie zdrowotne, o którym pisałam ostatnio już za nami, ale zmusiło nas ono do spowolnienia tempa życia i przewartościowania wielu spraw.
Serdecznie Was pozdrawiam, jeśli chcecie zobaczyć zeszłoroczne Święta zapraszam tutaj,tutaj, tutaj i tutaj.  Po kliknięciu zobaczycie wianki i ozdoby.
Zdrowia życzę! I do następnego razu.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wieniec adwentowy X 4

Serdeczne dzień  dobry i podziękowania do Was kieruję za liczne odwiedziny i komentarze, jest mi bardzo miło, że ostatni kulinarny post spotkał się z taką aprobatą.
Poniższy post miałam opublikować w sobotę, ale w wyniku zawirowań zdrowotnych w rodzinie robię to teraz. Kolejny raz życie udowodniło, że niekoniecznie nasze plany muszą być zrealizowane,  w naszym mniemaniu sprawy priorytetowe mogą spaść na  plan dalszy, a  zdrowie jest najważniejsze.
Co prawda Adwent już się zaczął, więc moje pomysły są trochę spóźnione, tym niemniej ośmielam się zapodać kilka propozycji na wieńce, a wszystko dlatego, że dzisiejszy dzień był słoneczny i przy odrobinie wolnego czasu mogłam trochę popstrykać. Mam dużo, naprawdę dużo świeczników, ale tylko te, które mają cztery miejsca na świeczki. nadają się do przyozdobienia.  Może kogoś zachęcę?

1.Wieniec vintage
Wykorzystałam wianek z drewienek, na świeczkach zamocowałam  przy pomocy grubego sznurka wydrukowane na papierze nutowym korony




2. Wieniec -stroik morski. Obrączki z  muszelek już pokazywałam, wianek w środku jest nowy. Stroik zyskał na wyglądzie po postawieniu na pięknym świątecznym materiale.



3. Wieniec w stylu naturalnym.
Wykorzystywałam ten spory kawałek drewna do stroików świątecznych, ale po postawieniu czterech świec i położeniu owoców  bluszczu z liśćmi został adwentowym stroikiem. Bardzo prosty i naturalny, dodałam ususzone różyczki.




4. Stroik  skromny, do czerwonych świeczek dodałam mahonię ozdobioną gałązką berberysu z czerwonymi owocami. Całość połączyłam z tyłu klipsem -choinką.




Kochani, życzę Wam miłego weekendu i do następnego razu.:)))

środa, 2 grudnia 2015

A niech to kulinarna gęś....

Kochani.
Jestem ze wszystkim spóźniona, wszędzie królują wieńce adwentowe i przygotowania do Świąt, może nawet nie wypada pisać na   inny temat, ale muszę, bo potem nie będzie okazji. Listopad to dla nas miesiąc bardzo świąteczny, a w tym roku szczególnie. Mieliśmy  bardzo intensywny tydzień, 22 listopada  było Święto całej naszej rodziny, bo nasza Wnusia dołączyła do grona katolików, uroczystość była piękna, a głos zachwytu naszej wnusi rozlegał się  w całym kościele, powodując radość wszystkich wokół.

Jeśli jesteście głodni, lub nie wszystko lubicie jadać, nie czytajcie dalej, bo będzie o jedzeniu.
Uroczystość kulinarną  przygotowali sami rodzice, my z ogromną radością zapewniliśmy opiekę nad wnusią. Powstał obiad w stylu włoskim, pyszna zupa rybna z mulami, spaghetti carbonara, caprese z pomidorów, oraz caprese z  buraczków, sera owczego i orzechów.  Okazuje się, że  można oryginalnie i bez zadęcia, smacznie i własnoręcznie. Przepyszny  tort  wieńczył obiad.  Naprawdę jesteśmy dumni  z synowej i syna.


Pora wyjaśnić tytuł, post  kulinarny, bo o jedzeniu, a gęś, bo taką gęś jakiś czas temu zrobiłam z tykwy.



W naszym domu  z  innych  okazji też odbyło się   przyjęcie. Mogłabym napisać " Teatrzyk Zielona Gęś"  przedstawia:
zieloną gęś,
gęś pieczoną z jabłkami,
świecznik z płonącymi gruszkami

 
Na koniec trunki: cytrynówka i  porterówka, oczywiście w małych ilościach, ale zdecydowanie pomogły w konsumpcji gęsi. Dodam jeszcze, że goście wyrazili aplauz.

Następny post będzie o robótkach świątecznych i nie tylko, bo zbliżają się Mikołajki i wymyślony przez Holly czas otwierania prezentów. 
Tymczasem dziękuję Wam za odwiedziny, wszystkie komentarze i zapraszam, bo  nowe pomysły mnie nie opuszczają. 
Serdeczne pozdrowienia Wam przesyłam.:))) Życzę pięknych prezentów.:)

czwartek, 26 listopada 2015

Nad Bałtykiem po sezonie...

Kochane dziewczyny,  wkrótce napiszę, dlaczego nie dałam rady odpowiedzieć na komentarze, ale na pytanie, gdzie są Bronisze odpowiedziałam zainteresowanym, przypomnę, że hale są widoczne z trasy jadąc z Ożarowa Mazowieckiego w kierunku Warszawy.
Dzisiejszy post jest  zaskakujący, bo może wypadałoby już o przygotowaniach świątecznych, ale jeszcze ciągle do mnie nie dociera, że to już  tuż, tuż...
Pisałam już, że w czasie wakacji  miotało nas po Polsce,  a oto tego dowody. Pierwszy raz znalazłam się w pewnym nadmorskim miasteczku  i jestem nim oczarowana.  Pogoda była co prawda nieciekawa, bo wiało straszliwie, ale przypomniałam sobie wszystkie zalety naszego polskiego morza, piaszczyste plaże, chłodną wodę, mnóstwo jodu i smak smażonych  rybek. Oczywiście jak zwykle wpadliśmy na "za krótko"

Dzikie róże otaczają  plaże

Syrenka, nasze marzenie o Kopenhadze?
Symbol  miasta - latarnia, jak w każdym porcie,


poławiacz bursztynu, który wchodził do morza i wywlekał z dna mnóstwo zanieczyszczeń, wysypywał je na plażę i przeszukiwał całą zawartość worka z mizernym skutkiem
 
statek piracki,

Widziałam na własne oczy sławny już w Europie parawaning

Spacerującym po deptaku przygląda się Irena Kwiatkowska, aż dziwne, że jest taka  milcząca. Tuż dalej pomnik Chopina, bardzo prawdziwy  z racji chudości geniusza, ważył ponoć około 50 kg.

 

Budynki pięknie zrewitalizowane , obowiązkowo mur pruski.


Musiałam wejść do wody, bo to najlepsza krioterapia i masaż dla moich stóp.
W czasie krótkiego pobytu zobaczyłam wszystko, co chciałam i się zachwyciłam


Patrząc na to zdjęcie zastanawiam się, dlaczego tak piękny zachód słońca w rzeczywistości zachwycający, na zdjęciach jawi się tak straszliwie kiczowato.
Jednego żałuję, że byliśmy tak blisko  naszego kochanego Gdańska i nie mieliśmy czasu, żeby wpaść chociaż na chwilę.
Czy już wiecie, jakie to miasto? A może macie swoje ulubione miejsca nad Bałtykiem?
Serdeczności przesyłam.:)))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...