Na polu, pośród śniegu, tuż za ogródkiem, ktoś postawił ogromny kamień o dziwnym kształcie, skąd, po co i jak ???? Śladów, że ktoś taki tonowy, na pierwszy rzut oka, głaz zostawił, nie widać. Spadł z nieba? Widzę, że na tym kamieniu przysiadają ptaszki i nagle jakaś część tego głazu zaczyna się lekko poruszać. No przecież wczoraj poszłam spać jako człowiek rozsądnie myślący, alkoholu nie tykam od tak dawna, że nawet jego wspomnienie nie budzi we mnie wstrętu. Co widzę?
Już wiem, że to jakieś uszy się poruszają, żeby odegnać natrętne ptaki. Dopiero się dziwię, gdy dostrzegam jeszcze jeden ogromny kształt. Dzieli mnie od nich około 200 metrów i dociera do mojego ledwo rozbudzonego, a więc leniwego mózgu, na co patrzę.
To dwa łosie, mama z młodym, które przyszły sobie poleżeć, a może poleżakować tuż za naszym ogrodzeniem. Nie zgadniecie, jak długo wylegiwały się pośród smacznych krzaczków. Trwało to około czterech godzin, a ja biegałam z parteru na piętro, żeby nie stracić momentu, gdy łosie będą już aktywne. W końcu zmusiły się do wstania, powolutku przeniosły się do kolejnego drzewka, zaspokoiły apetyt i powolutku oddaliły się w kierunku krzaków nawłoci.
Droga Cecylio!Naczekaliśmy się na Twój kolejny wpis, ale warto było! Och, jaki piękny widok zobaczyłaś! A my, razem z Tobą! Nigdy nie widziałam z bliska, bo tak można to napisać, ale zawsze marzyłam o spotkaniu z łosiem. A Ty - nawet z dwoma masz zasobą. Pewnie niedługo łoszam pójdzie na swoje, ale jeszcze są razem. Oby bezpiecznie się dalej im wiodło. A hiacynty i to coś, co my zawsze nazywamy amarylisem - są piękne. Moja przyjacióła ma obecnie czerwone, bladoróżowe z jaśniejszym środkiem i prawie białe(biało - zielone) z czerwonawym brzegiem. Podziwiam, ale to nie mój kwiat!
OdpowiedzUsuńPodobno do kwitnienia szykuje się oczar wirginijski, ale nie mam siły, by podjechać do Łazienek. Lubię jego zapach...
Pozdrawiam Ciebie i wszystkich Blogowiczów! Niech wreszcie ta zima skończy się dokumentnie!/AS/
Wow! No, to faktycznie atrakcyjne przebudzenie :))). Zamiast kawy na pewno by mnie postawiło na nogi! Niestety łosie widywałam tylko na zdjęciach i filmach, ale jestem nimi nieodmiennie zafascynowana. Kwiaty piękne, ja też coraz to jakieś doniczki przynoszę do domu po drodze z miasta - a to z cyklamenami, a to z hiacyntami... Mimo że lubię zimę, to tęsknię już za kolorami wiosny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie!
Celu, to wielka radość móc zza okna własnego domu prowadzić takie obserwacje 🤗 Świat dzikich zwierząt niemal na wyciągnięcie ręki! Mieszkając w mieście udaje mi się oglądać zza okna jedynie ptaki, głównie sikorki podskubujące na drzewku tłuszczowe kule 😉
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Ty umilam sobie oczekiwanie na wiosnę kwiatami we wnętrzu domu - prymulkami i storczykami, które po zimowym spoczynku ruszyły z kwitnieniem z całą mocą.
Serdeczności posyłam...
Anita
Oj to była rzeczywiście nietypowa niespodzianka, taki gość, a nawet dwoje. Wiem jak to wygląda w takim momencie, bieganie z aparatem od okna do okna, ale łoś za płotem, to coś niezwykłego. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPiękne zwierzęta. Wspaniały miałaś widok:)
OdpowiedzUsuńKwiaty śliczne. Uwielbiam hiacynty:)
serdeczności!
Wspaniały i na pewno niezapomniany widok. Ja to nawet na odległość nie widziałam łosia a Ty z tak bliska mogłaś obserwować i to jeszcze dwa łosie. Super!. Pozdrawiam :-).
OdpowiedzUsuńAle atrakcja! Naprawdę magiczne miejsce wybrałaś do życia- takie oko w oko z dziką przyrodą. U mnie w domu wiosnę czynią żonkile i szafirki. 😃
OdpowiedzUsuńOho, ale miałaś zacnych gości :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam i zapraszam do mnie do wzięcia udziału w konkursie, w którym nagrodą są książki.
A nie pisałam kiedyś, że mieszkasz w cudownym miejscu? ja bym oszałała z radości gdybym cos takiego miała pod płotem. Tulipany ...chyba się wybiorę , tak jak w tamtym roku.
OdpowiedzUsuńJuż wiosna, skoro hiacynty kwitną, mnie też zakwitł w doniczce ten niebieski. Pozdrawiam serdecznie
Co za niezwykły poranek, obserwacja łosi z tak bliska musi być niezapomniana. Zdarza się Wam spotykać dzikie zwierzęta przy domu tak często, czy to wyjątkowy przypadek?
OdpowiedzUsuńNajczęściej widujemy sarenki, kilka razy w roku widuję łosie, bo mieszkamy pod Puszczą kamipnoska, ale bardzo blisko Warszawy.
UsuńPozdrawiam.
Ja tu czytam...myślę...kurde, co to...a ja łatwo wpadam w myśli, jak z horroru...kamień...psychol jakiś...nagle mi coś tu zaskrzypiało w pokoju...aż się wystraszyłam...czytam dalej...zaczęłam się podśpiewywać z siebie i wpadać w zachwyt. Taki poranek, taki widok i te zdjęcia. Tak, mieszkasz w magicznym miejscu. Widziec te cuda, obserwowac je, to dar wielki. Ja cieszę sie tymi zimowymi fotami...zresztą wiesz. To przepiękny post, pięknie wszystko opisałaś, tak baśniowo. Cudownie spędziłam z Tobą czas. 🥰🫶🤗🤗🤗🤗
OdpowiedzUsuńAleż przygoda z łosiami! Do pozazdroszczenia!
OdpowiedzUsuńWspaniały to był widok na mamę z dzieckiem.
OdpowiedzUsuńOstatnio mój wnuk mieszkał przez tydzień w Puszczy Kampinoskiej bo opiekował się psem swojej cioci i wujka, którzy wyjechali .... no i wyprowadzając tego psa prawie zawsze spotykał łosie....
Łosie są piękne i dostojne.
Serdeczności Celu D.
Celu, cieszę się że się odezwałaś. Brakowało mi Ciebie. Często tu zaglądałam i zastanawiałam co się dzieje.
OdpowiedzUsuńWidok do pozazdroszczenia.
Tulipany kocham, ale do Warszawy się nie wybiorę. Mam nadzieję, że zobaczę piękne zdjęcia i Ciebie oczywiście jak tam będziesz.
Dużo zdrowia życzę. Ciepłe słowa przesyłam
Droga Cecylio! Wybacz mi ale troszeczkę zazdrościłam Ci tego widoku. Chciałabym na żywo zobaczyć te piękne zwierzęta. Bardzo dziękuję, że podzieliłaś się z nami tą niespodzianką. Podobnie jak Ty, umilam sobie kwiatami nadejście wiosny.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Widok niecodzienny. Byle nie wpadały z impetem pod samochód, co u nas się kilka razy zdarzyło. Kocham zwartnice, Twoje są piękne.
OdpowiedzUsuńBeautiful photos. ❤️ Warm greetings from Montreal, Canada ❤️ 😊 🇨🇦
OdpowiedzUsuńGoście za oknem niecodzienni. Miło tak na nich popatrzeć w naturalnym środowisku, bez pośpiechu z każdej ze stron.
OdpowiedzUsuńW mojej miejscowości jak łoś albo jeleń biega po okolicznych polach, to telefony robią się gorące. Sąsiedzi informują się nawzajem o niezwykłym zjawisku.
Zdjęcia zrobiłaś z tego wydarzenia też atrakcyjne. Gratuluję udanych kadrów.
Takie niespodzianki to prawdziwa przyjemność, za to kocham życie na wsi, z dala od miejskiego zgiełku. Łosi nie widziałem nigdy, ale ich wielkość robi na mnie wrażenie. Byleby się na nie nie natknąć w trakcie jazdy samochodem...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię, Celu, serdecznie!
Ale spotkanie. Jakieś półtora miesiąca temu znajomi jechali po mnie na dworzec PKP i natchnęli się na jelenia. Na szczęście w miarę zahamowali. Podobno u nas po parku miejskim biegają sarny - kamery je uchwyciły. Ja raz widziałam lisa, tata raz miał spotkanie z rodzinką dzików. Ale łosi chyba żeśmy jeszcze nie widzieli na żywo. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNietuzinkowo zaczął Ci się dzień Celu:) Twój dom generuje dobrą energię, dlatego łosie przycupnęły przy nim, by odpocząć... To piękne i dostojne zwierzęta, tylko dwa razy widziałam je naprawdę z bliska i oba te razy wydarzyły się na Podlasiu... U mnie częstym widokiem z okna są sarny... większe i mniejsze ich stada, uwielbiam je obserwować:) Hiacynty to cudowne, wiosenne akcenty i też o tej porze "obstawiam" się nimi na maxa:) Tulipany kocham, ale Wilanów to dla mnie trochę daleko... Pozdrawiam cieplutko:)
OdpowiedzUsuńAle miałaś przygodę!
OdpowiedzUsuńDobry wieczór , Celu,. Ile to wieczorów już minęło, od kiedy nie miałyśmy kontaktu. Ale postanowiłam wrócić i jestem. Pozdrawiam Cię cieplutko.
OdpowiedzUsuńTak, miejsce Twojego zamieszkania jest niezwykłe. To Twoje miejsce na Ziemi. Widocznie na ten dar zasłużyłaś. Miłych snów
Wspaniale, że mieszkasz w takim miejscu, gdzie możesz doświadczać takich odwiedzin!
OdpowiedzUsuń