Bibeloteka

nie tylko o zbędnych ozdobach, ale o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

czwartek, 29 października 2015

Szyjemy dynie - DIY

Dawno mnie do nich ciągnęło, spróbowałam  w poniedziałek i zrobiłam z nich wianek,  szyłam metodą przeznaczoną dla materiału, czyli zszywałam długi prostokąt, ale nie byłam zadowolona.  Potem zaczęłam dyńki robić innym sposobem i już  mam cały stos. To był swoisty recykling, bo sweterek poszedł pod nożyczki,  wiecie, że nie lubię wyrzucać, wolę przerobić.
Witam moich nowych obserwatorów, zostańcie, proszę ze mną i się rozgośćcie.
Obiecany tutorial zapodaję z  nadzieją, że się Wam przyda, tym bardziej, że byłyście zainteresowane.

Ten sposób nadaje się zdecydowanie lepiej do dzianin.
Przyda nam się:
-dzianina, może być zużyty sweterek lub podkoszulka, warto odwrócić na lewą stronę.
-wkład, czyli ścinki tkanin, lub owata (dużo mi jej zostaje po patchworkach)
-nożyczki, igła z nitką (użyłam nitki  kontrastującej)


Zaczynamy od wycięcia kółka, lub czegoś do niego zbliżonego z naszej dzianiny

Na materiał nakładamy nasz zwinięty wkład.  Fastrygujemy wokół dzianinę


Ściągamy nitką dzianinę i przekłuwamy całość, wyciągając igłę z nitką  z drugiej strony


Od Was zależy, w jakiej kolejności i ile  linii zrobicie, ważne, żeby zaznaczyć środek.
Naciągamy lekko nitkę, wbijając igłę  zawsze w środek dyńki, powtarzamy, aż do zakończenia.

Mam sporo  dyniek, ale czegoś im brakuje. Ogonków?

Do zrobienia ogonków wykorzystałam laski cynamonu, które przepiłowałam  na trzy części. Teraz wystarczyło dokleić ogonki do dyniek, ja to  zrobiłam klejem z pistoletu.


Prawda, że prawdziwe dyńki dodają wiarygodności tym udawanym?


Jeszcze jedna jesienna aranżacja



Kochani, mam nadzieję, że spróbujecie, może  potem przedstawicie efekty pracy.
Tymczasem serdeczności Wam przesyłam, miłych ostatnich dni października Wam życzę.
 Do następnego razu.:)

poniedziałek, 26 października 2015

Dyniowy wianek

Kochani, stęskniłam się do Was, tym bardziej,  że miałam bardzo pracowity tydzień, który zakończył się leżeniem w łóżku. Ponieważ już poczułam się na tyle dobrze, że musiałam się czymś zająć, dzisiejszy dzień spędziłam na opracowaniu własnego sposobu robienia dyń. Jak to się mówi, pierwsze śliwki robaczywki, tak i z moimi dyniami wyszło, zasugerowałam się instrukcjami na materiałowe dynie, ale  nie byłam zadowolona, więc  postanowiłam je przeznaczyć na wianek ze sztucznymi dodatkami. Pomysł na taki wianek już dawno  tłukł mi się po głowie. Właściwy sposób na dynie z tkaniny opracowałam, ale to pokażę  w którymś z następnych postów.

 
Jeszcze  wcześniej zrobiony wianek do świeczki  z moich owocowo- jesiennych ozdób. Wianki  z poprzednich lat możecie zobaczyć klikając w etykietach "wianki owocowo- warzywne"  Przy okazji kolejny piękny wzór haftu.
 
Już pisałam, że tydzień spędziłam pracowicie, zaczęło się od kursu w "Szkole patchworku" Ani Sławińskiej, tutaj możecie zobaczyć jej relację klik    
Ania jest artystką i sprawiło mi wiele radości obejrzenie i dotknięcie jej prac, przeżycie samo w sobie.
To był mój pierwszy prawdziwy kurs, bo do tej pory wszystkiego uczyłam się sama, podpatrując ulubione blogi.  Miałam ogromną przyjemność poznać przemiłe dziewczyny,   fantastycznych gospodarzy i absolutne objawienie  pikowania i patchworku Wiesię, która prowadzi bloga Quilt & smile Teraz wiem, co powinnam doskonalić i od czego zaczynać szycie quiltów. To spotkanie uświadomiło mi, ile przede mną pracy i że dopiero "wchodzę do tego lasu"
Kilka zdjęć  z komórki, które oddają atmosferę spotkania.

 Tak wyglądają pikowanki Wiesi, ogromną przyjemnością była praca pod jej kierunkiem.

 Dużo czasu spędziłam z cudowną wnusią, spacerując po pięknym parku, przy okazji  musiałam też trochę popstrykać.



Dziękuję, że  mnie odwiedzaliście. 
Serdeczne pozdrowienia Wam przesyłam, życząc przyjemnego tygodnia.

sobota, 17 października 2015

Zapraszam na dobrą herbatę.

Kochani,  trochę nietypowo dzisiaj. Chłodne, a raczej słotne dni, które serwuje nam jesień sprzyjają owinięciu się cieplutkim patchworkiem i wypiciu czegoś dobrego, do tego dobra książka, kilka zapalonych świec i jakoś bardziej znośna wydaje się niepogoda.
Ponoć świat dzieli się na miłośników kawy i miłośników herbaty. Preferuję kawę, ale i dobrą herbatką nie pogardzę. Na ogół  wszystko robimy w pośpiechu, to samo dotyczy picia napojów (no, może wyskokowe nie za bardzo w pośpiechu) korzystamy z gotowych saszetek, albo po prostu zalewamy herbatę w kubku wrzątkiem, a ja chcę Wam pokazać sztukę parzenia herbaty po rosyjsku.
Pomysł na ten post powstał w trakcie oglądania Muzeum  socrealizmu w Kozłówce, a post nie ma żadnych podtekstów politycznych. Po prostu ten sposób parzenia zasługuje na uwagę i pokażę Wam, jak parzy się i pije  herbatę na wschodzie. A dlaczego? Otóż to jest najsmaczniejsza  herbata, jaką piłam.

Samowar- absolutny symbol wycieczek do wschodnich sąsiadów,  zapewne w co drugim segmencie dumnie wypinał pierś jako przybysz ze wschodu,  mimo, że  niekoniecznie ze sławnej z samowarów Tuły.
Na pewno w większości domów gdzieś na strychach, upchane w głębokich szafkach, schowane w pawlaczach  można znaleźć zapomniane samowary.  Samowar jak nazwa wskazuje sam warzy, czyli  gotuje wodę. Ich czas minął, ale jeśli macie go w domu, gwarantuję, że z najgorszego gatunku herbaty umiejętne parzenie potrafi wydobyć piękny kolor, niepowtarzalny aromat i smak.
Do samowaru wlewamy wodę, tak, aby zakryć spiralę grzewczą i  podłączamy do prądu,  a do imbryka wsypujemy herbatę (im więcej, tym lepiej) i stawiamy na kominie samowara. Jeśli wsypiecie dużo herbaty, będzie bardzo mocna, ale zawsze można dolać więcej  wody. Herbata  na razie  grzeje się na sucho.
.
 
Kiedy woda się zagotuje, a poznajemy to po dużej ilości pary, do imbryka z suchą herbatą wlewamy wrzątek i znowu imbryk umieszczamy na kominku. Herbatę zostawiamy na kilka minut, żeby dobrze się zaparzyła, teraz  można odłączyć prąd.


W  czasie zaparzania można przygotować bardzo proste dodatki, najważniejszy to cukier w kostkach. Kawałek cukru kładziemy na język i popijamy gorącą herbatę, ten sposób nazywa się " cziaj w prikusku". Konfitura też bardzo pasuje do takiego pachnącego  mocnego napoju. A i kieliszeczek naleweczki nie zaszkodzi. No i całe przyjęcie mi wyszło. Dobry sposób na domówkę tematyczną, wszak taki samowar ma niezłą kubaturę.



 Wiśnie w syropie i brązowa herbata

Zwróćcie uwagę na mocny  kolor herbaty. Podaję ją w szklanych filiżankach, a jakże radzieckich, chociaż powinny być szklanki w uchwytach, na ogół srebrnych, niestety takowych nie posiadam.


A co zrobić, jeśli nie macie samowaru? Można dużo skromniej, wystarczy herbatę w imbryku zalać wrzątkiem, przykryć ściereczką i dać jej trochę czasu na parzenie. Zachęcam, może  spróbujecie. Smacznego!


Dziękuję za Wasze odwiedziny i  komentarze. Serdeczności przesyłam.:)


poniedziałek, 12 października 2015

Jesień to czy zima ?

Kochani, taki widok z kuchni mam od rana. Śnieg pada i pada, może studzi trochę radość z wczorajszego meczu Lubi  nas natura zaskoczyć swoimi wybrykami. Muszę to pokazać.

Przygotowałam Wam trochę  jesiennych zdjęć. Najpierw z ogrodu, może pamiętacie, /klik/        pisałam o topinamburze, mój M. posadził je jesienią i w tym roku urosły  takie kwiatki mini-słoneczniki.

Jakiś ostatni zagubiony  motylek na kwiatach nawłoci.
A to już kwiat dyni.
Rybki, które zaczynają hibernację.

 Oczko wodne przykryte siatką, która chroni przed wpadaniem liści.
Jesień

 Zima?

Winobluszcz, który swobodnie pnie się po wszystkich przeszkodach, wyjątkowo go w tym roku zostawiłam dla tych pięknych widoków, bardzo lubię taka  purpurę wśród zieleni. Wczoraj i dzisiaj.

Kadry z naszego miejskiego parku. Kiedy rano idę na rynek jest dość wcześnie , słońce dopiero się przebija zza chmurek, i czasami jakiś widoczek mi się spodoba.
To zdjęcie powstało wiosną, ale pozostałe kilka dni temu.





Kochani, dziękuję Wam za to, że jesteście, że zaglądacie i pozdrawiam.:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...