Bibeloteka

nie tylko o zbędnych ozdobach, ale o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

czwartek, 8 grudnia 2016

Choinki raz jeszcze.

Dziękuję Wam serdecznie za wszystkie komentarze i pozytywną ocenę moich tworków z muszelek z nadzieją,  że Was nimi nie zanudzam.  Bardzo chciałam Wam pokazać,  jak "reanimować" stare bombki, ale jestem poza domem i nie mam kontaktu ze zdjęciami. Dzisiaj więc ciąg dalszy choinek, tym razem pierwsza z drewna znalezionego na plaży, idealnie pasuje do tej z kory brzozowej.


Dwie następne są   z muszelek, które dostałam i zagospodarowałam po swojemu,  wykorzystałam też pot- pouri, które od dawna zalegały w szufladach.




To tyle na dzisiaj i chyba wyczerpałam temat choinek na ten rok.  Witam nowych obserwatorów i zapraszam na kolejny wpis. Pozdrowienia załączam dla wszystkich zaglądających do Bibeloteki.

czwartek, 1 grudnia 2016

Jak Adwent to stroik i aniołki.

Kochani, dziękuję Wam bardzo za miłe komentarze. Jeszcze niedawno zastanawiałam się, czy już wypada startować z ozdobami świątecznymi, a już pierwsza niedziela Adwentu za nami.Co prawda ciągle się przemieszczam, ale wolne chwile wykorzystuję na kolejne dekoracje. Przede wszystkim stroik adwentowy, bardzo skromny, wręcz surowy, w którym wykorzystałam szyszki, liście mahonii i dębu, oraz zrobione z pomarańczy ślimaki. Na trzecim zdjęciu pokazałam, jak je zrobić. Z pomarańczy usunęłam miąższ, nożyczkami wycięłam paski, zwinęłam je w spiralę,  przebiłam szpilką i ususzyłam.
W zeszłym roku pokazałam stroiki adwentowe w czterech wersjach.



Zgodnie z zapowiedzią ciąg dalszy moich tworków z muszelek, podpatrzonych w internecie. Anioły, dzisiaj  przedstawiam moją wersję, bardzo domyślną. Mam nadzieję, że  przypadnie Wam do gustu.




Jeszcze tylko szopka w muszli.

 

Mamy naszą podwórkową wiewiórkę, udało mi się zrobić jej zdjęcie przed tygodniem, kiedy mżyło okrutnie. Bardzo sprytne zwierzątko, skacze z gałęzi orzecha włoskiego na orzech laskowy, a ja widząc to, drżę, że może zrobić sobie krzywdę.



Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze, witam nowych obserwatorów i zapraszam ponownie, bo ciągle powstają nowe ozdoby.
Pozdrowienia przesyłam.:)


czwartek, 24 listopada 2016

Nietypowe ozdoby na choinkę.

Tego jeszcze nie było! Pokazywałam już wianki, stroiki, wieńce adwentowe i choinki,  a w tym roku zafiksowałam się na muszelki i perełki i to nie na bombkach. Takie ozdoby nie ja wymyśliłam, ja tylko musiałam je po swojemu  wykonać. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w internecie pomysły z muszelkami, pomyślałam, że warto spróbować, bo to wdzięczny materiał, może kiczowaty, ale przecież nasze piękne Święta usprawiedliwiają każde szaleństwo i  mają dawać radość, dlatego ochoczo zabrałam się do pracy.
Oto efekty:







Jeszcze dwie duże muszle, gdy mi się znudzą jako ozdoby choinkowe, wylądują w szklanym wazonie.





Kochani, jestem ciekawa Waszych opinii. Tym bardziej, że mam już prawie gotową następną porcję ozdób, zapraszam na kolejny post.
Pozdrawiam zaglądających do mnie. :))

Ten post bierze udział w zabawie  organizowanej w Speckled Fawn

środa, 16 listopada 2016

Z czego zrobić choinki: DIY

Pomalutku   czas zacząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. W zeszłym roku nie miałam głowy do nowości, wobec czego w tym roku nadrabiam, może ktoś zechce się pobawić.  Wykonanie tych  choinek sprawiło mi sporo frajdy, tym bardziej, że materiałów do ich wykonania  miałam sporo. 
Co prawda zawsze możemy kupić gotowe choinki, możemy też kupić gotowy styropianowy stożek, ale co to za przyjemność, fakt, pracuje się z nim najwygodniej, nic się nie zsuwa, nie rozjeżdża, ale ja  lubię trochę inaczej. Pokazałam już kiedyś, jak wykonać stożek /klik/ własnym sumptem, moje trzymają się już trzeci sezon, a to znaczy, że patent z plastikowymi kubeczkami się sprawdził. Żeby moim choinkom  dodać wysokości posadowiłam je  na świecznikach, a żeby dodać blasku, na wierzchołkach przykleiłam perełkę.
Zapraszam:

 

1.  Pierwsza choinka wymaga trochę siły, ponieważ korę brzozową trzeba pociąć, ja trochę ją  łamałam, żeby wyszło poszarpane drzewko. Zaczęłam klejenie brzozowych kawałków  od dołu  stożka, żeby nie było widać  pustych miejsc.


2. Pora na choinki tekstylne.
Niedawno robiłam łapacz snów, do którego wycięłam środkową część  serwetki, pozostał  mi dość długi kawałek serwetki, owinęłam ją wokół stożka, przykleiłam, a na to  nawinęłam sznurek pereł, w miarę równo. Na dole przykleiłam biały puszek.


3i 4. Dla odpoczynku podaję przepis na najprostsze wersje, na stożek nakleiłam kartkę nutową, może być z napisami, na wierzch jakąkolwiek koronkę.
Z pozostałości po poprutych swetrach (robiłam z nich poduszki) wycięłam różne kawałki, przykleiłam, a miejsca  łączenia ozdobiłam kółeczkami z gipiury, ale mogą to  być koronki, paciorki itp.



5. Ta choinka powstała w podobny sposób, okleiłam ją  jutą, na wierzch nakleiłam kwiatki i różyczki  z gipiury, tasiemkę i  perełki.




 -Coś ty narobiła? -zadumał się aniołek.  Znowu zamiast gotowania obiadu   zajmowałaś się bzdurami!
 -O rety, a ja dopiero się rozkręcam.

Witam nowych gości, rozgośćcie się, proszę.
Serdeczności dla wszystkich zaglądających.:))
Ten post bierze udział w zabawie organizowanej przez Speckled Fawn

niedziela, 13 listopada 2016

Leonard Cohen- Otrzymałem godność poety...


"Zapaliłem zielony ogarek,  by zazdrość ukłuła cię też
Lecz zleciały się zewsząd komary na wieść, że już można mnie zjeść
Zebrałem więc pył z szarych nocy i dni i wsypałem w twój but pełną garść
Postąpiłem jak zbój dewastując twój strój, którym przecież podbiłaś ten świat..."

To są słowa  jednego z pierwszych utworów Leonarda Cohena poznanych prawie 4 dekady temu. W akademiku moje koleżanki Ewa, Ela i Wanda grały na gitarach, a cała reszta śpiewała totalnie irracjonalny tekst. Naprawdę poznaliśmy  Cohena dzięki płycie   Macieja  Zembatego, który  tłumaczył jego utwory, a z czasem również je wykonywał. Znaliśmy zatem polskie wersje, nie znając oryginału. Te najstarsze piosenki są najbliższe mojemu sercu.
Po kilku latach zjawił się z przebojami  Dance Me  to the End and Love, a potem  In my Secret Live , którymi podbijał serca ludzi, część znała Go tylko z tych piosenek.  Kiedy powstał film Shrek z Jego  słynną balladą Hallelujah,   ludzie pokochali ją do tego stopnia, że w jakiś sposób stała się hymnem, śpiewanym nawet przez księży podczas Mszy dla Młodej Pary.  Dla mnie Leonard Cohen na zawsze pozostanie autorem i wykonawcą piosenek, które odkrywały świat dziwny i niepojęty, ale bardzo nastrojowy i depresyjny, chociaż, jak sam mawiał, linie melodyczne do skomplikowanych nie należały. Śpiewał w charakterystyczny sposób, niesamowicie niskim głosem, czasami była to tylko recytacja. Ostatniej płyty jeszcze nie poznałam, znam tylko You want it darker



Zdążyłam być na Jego koncercie na Torwarze, to były dwie i pół godziny uczty dla uszu, spełnienie marzenia z młodości, nie zawiodłam się, szarmancki Pan w kapeluszu zniewolił całą publiczność.
Kiedy usłyszałam, że Nagrodę Nobla otrzymał Bob Dylan, zastanowiło mnie, dlaczego nie Cohen?
 Polecam Wam (jeśli  lubicie  Jego twórczość) piękny film   Leonard Cohen Im your man  z 2005 roku, czyli zapis koncertu, w którym znani wykonawcy interpretują Jego piosenki, m.in.  cudowne głosy z chórku: Julie Christensen i Perla Batalla, Rufus Wainwright, Antony i zespół U2 i inni.

Na koniec piękna piosenka, bardzo stara, ale śpiewana młodym głosem poety. Może takiego Go  nie znacie.
Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Na pewno cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób

Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób

Pożegnałam barda, który był dla mnie bardzo ważny. Musiałam  o tym napisać. :(

wtorek, 8 listopada 2016

Blue & white, czyli cebulaki


Cebulaki pojawiają się u mnie co jakiś czas, dzisiaj   w trochę  innej konfiguracji, pisałam już kiedyś o tym, że ich nazwa wzięła się z pomyłki,   na przywożonych do Europy naczyniach  owoce granatu wzięto za cebulę. Są również teorie, że nazwa pochodzi od kwiatów piwonii, okazuje się bowiem, że wszystkie elementy wzoru posiadały określoną symbolikę, piwonia oznaczała dobrobyt, lotos to był symbol czystości i duchowego spełnienia.  Nawet kobaltowy kolor ma swoje znaczenie, bo oznacza otwartość i mądrość.
A jak powstają cebulaki?
Ten proces niesie ogromne ryzyko, wymaga pewnej ręki i prawdziwego mistrzostwa. Odpornym na wysoką temperaturę  kobaltem rysuje  się wzór na porcelanie. Jest to o tyle skomplikowane, że barwnik natychmiast wnika w porcelanę, w przypadku pomyłki praca jest do wyrzucenia, nie można jej poprawić. Początkowo blady wzór po pokryciu glazurą i wypaleniu przybiera piękną barwę.



 
Nie ma jednego obowiązującego wzoru, każda pracownia wypracowała swój własny  sposób zdobienia. Zadziwia różnorodność kwiatów, liści, ich wielkość i rozmieszczenie wobec siebie, ale zawsze łączy nazwa cebulaki.
Meissen  Zwiebelmuster to nazwa do tej pory wykonywanych w Miśni naczyń z wzorem cebulowym i chociaż inne fabryki również taką wykonują, to właśnie miśnieńska ma prawdziwą wartość.  Moje zbiory mają co prawda nazwę zwiebelmuster, ale niekoniecznie Meissen.  Ponieważ mam ogromną słabość do wszystkich kobaltowych wyrobów, więc  kupuję  je, kiedy tylko trafi się okazja. Ostatnio trafiły m się dwa zegary, ten z delikatnym zdobieniem to Villeroy & Boch





Jeszcze słów kilka o komentarzach, za które bardzo dziękuję, a na które nie odpowiedziałam, bo po prostu byłam poza domem. Natknęłam się gdzieś niedawno na stwierdzenie, że przez szacunek dla odwiedzających nas gości  powinniśmy odpowiedzieć na każdy komentarz,  co staram się robić, ale nie zawsze się udaje. Wiadomo, że blogerki żyją w niedosycie czasowym, czasami  zamiast odpowiadać u siebie,   wolę ten czas przeznaczyć na odwiedzanie Was i komentowanie Waszych postów. Mam nadzieję, że myślicie podobnie.
Jeszcze jedno pytanko? Czy już wypada  zacząć sezon ozdób bożenarodzeniowych? I tak czuję, że zacznę, ot, przewrotność kobieca.
Witam nowe obserwatorki i zapraszam ponownie.
Ślę cieplutkie pozdrowienia.

poniedziałek, 31 października 2016

Okazja czyni...robótkę.

Cześć, kochani.
Jakoś nie mogę wymyślić tekstu, który oddałby w pełni nastrój tych dni, żeby więc nie pisać banialuków, przechodzę do meritum, czyli do tego co mogę pokazać bez silenia się na mądrości.
Dzisiaj prezentuję kilka robótek, które dość długo czekały na swoją kolej i w końcu się doczekały. Wszystko co dziś pokazuję zostało kupione okazyjnie, za tak zwane grosze.
1. Szafkę  na buty z dębowego drewna  pomalowałam farbami kredowymi, postarzyłam,  dodałam dekory na drzwiczki, szarością maznęłam uchwyty i dekory, czyli  jest tak jak lubię. Ponieważ bardzo lubię zmiany, więc dekoracje często przestawiam, a jest to dobry sposób na pozbycie się kurzu, wiadomo, to wszystko  są przecież  kurzołapy. Szafka była zrobiona, gdy kwitły konwalie.

 

2. Od dawna chciałam zrobić łapacze snów, tym bardziej, że ze spaniem różnie bywa, że o snach nie wspomnę. Chociaż moje łapacze niewiele mają wspólnego z prawdziwymi indiańskimi,  to mam nadzieję, że poskutkują i nasz dom omijać będą  senne koszmary i niedobre maszkary.
Serwetki i tamborki kupione oczywiście okazyjnie na pchlim targu.
 



3. Kupiony za 30 PLN. żyrandol wymagał tylko drobnej naprawy kabla, ale zyskał zupełnie nowe oblicze. W sklepie z firankami zakupiłam wiszące  kryształki, niestety tylko plastikowe, ale po rozdzieleniu i zawieszeniu dodały  trochę blasku starociowi. Polecam ten sposób, kryształki nie mogą być łączone żyłką, muszą być na kółeczkach, dzięki którym dają się przymocować do żyrandola.
Teraz szukam prawdziwych kryształków, a cena tych  plastikowych niewiele przekroczyła wartość starego  żyrandola.


Jeszcze do niedawna dało się wyczarować takie klimaty  w ogrodzie,  ale to już przeszłość.



W ogrodzie moja róża po prostu przechodzi samą siebie i ciągle kwitnie, zaskakuje mnie tym bardziej, że nie za bardzo o nią dbam.


Kiedyś pisałam już o cudownej mocy rośliny zwanej  topinambur , która tak pięknie  rosła  w moim ogrodzie.


Kochani. dziękuję za miłe słowa, witam nowego czytelnika i do następnego razu.:))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...