Bibeloteka

Blog o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Taki letni patchwork

Piękna pogoda coraz bardziej daje mi w kość, a taka byłam pewna, że uwielbiam gorące lato. No to chyba nie do końca...
Każdy  chłodniejszy moment wykorzystuję na prace w ogrodzie, ale jest ich tak mało, że szukam sobie zajęć w domu. Tym razem znalazłam pracę zaczętą zimą, o której zapomniałam, która przestała mi się podobać, więc skończyć musiałam natychmiast. To taki patchwork od niechcenia. Miał być bajecznie  kolorowy, letni, ale kończyłam go na siłę, chociaż nawet nie miałam siły, żeby ładnie popikować, no po prostu chciałam mieć go z głowy. Czy Wam się to też czasami zdarza?
Kiedy nadejdą jesienne wieczory wezmę go do chyba do ponownego przepikowania, bo jest tak prosty jak budowa cepa, na szczęście kolory  nadal mi się podobają.



 Za to  kwiaty  eustomy bardzo mnie  oczarowały.


Tak krótko dzisiaj. Czekam na kolejną falę upałów z nadzieją, że to już może ostatnia? Łapię się na tym, że narzekam i aż mi głupio, gdy pomyślę o wszystkich, którzy pracują na zewnątrz, a zresztą wewnątrz bez klimatyzacji też ciężko. A nam tak trudno dogodzić z tą pogodą, zawsze pod górkę...
Czy macie sposoby na ochłodzenie domu? Zasłon  nie odsłaniam, słońca nie wpuszczam i robię przeciągi.
Kochani, uważajcie na siebie. Moc serdeczności Wam posyłam i gdziekolwiek jesteście, życzę udanego wypoczynku.:))


czwartek, 26 lipca 2018

Kuchnia z Ikea

Kochani, już nie mogę pracować w ogrodzie, bo do popołudniowych godzin po prostu mózg się może zlasować, nawet nie wiem, co to znaczy z tego gorąca. Pogoda mnie zmusiła do odpoczynku i dzisiaj pokazuję Wam kuchnię, wiecie, że minął rok, odkąd mieszkamy w nowym domku?
Chyba od zawsze wiedziałam, że kuchnia będzie z Ikei, a kafelki białe ułożone w cegiełkę, jak w paryskim metrze. Są białe, ale tak mi się opatrzył wzór cegiełki, że ułożyłam je zupełnie inaczej.  Mija prawie rok, a ja jestem bardzo zadowolona z wyboru kuchni. Białe szafki trochę mnie początkowo przerażały, ale teraz mają ogromny walor, widać na nich wszystkie brudy i od razu przecieram. Na razie system działa:))
Dlaczego Ikea? Najważniejsze argumenty:
-  możliwość natychmiastowego kupienia wszystkich mebli, nie musieliśmy czekać, użerać się z wykonawcami, brr...
- możliwość kupienia wszystkiego w jednym miejscu
- możliwość wyrysowania planu i rozmieszczenia szafek z pomocą  komputera i doradcy
- szafki, w których sama zaprojektowałam układy szuflad, a w głównej między narożnikową i zlewozmywakową mam 5 szuflad! chociaż widać tylko trzy. W pozostałych już normalnie po trzy.
- możliwość samodzielnego montażu,
-możliwość wypełnienia szuflad wszystkimi dodatkami, itp.
Często koronnym argumentem, żeby zamawiać meble u stolarza jest fakt, że kuchnia jest nieforemna i trudna do ustawienia. Nasza kuchnia na pewno jest trudna, ma aż  trzy  wejścia, ale tego się nie czuje. Czasami najważniejszym względem jest  też to, żeby było inaczej niż u wszystkich. Jestem ciekawa, czy też tak macie, że chcecie podkreślić indywidualizm?  Na pewno mam inaczej, po swojemu, na niebiesko, bo co miałabym zrobić z gromadzonymi przez lata dodatkami? Może i jest ich trochę za dużo, ale mnie się podoba moja kuchnia.

Główne wejście od korytarza, po obu stronach własnoręcznie odnawiane, czyli postarzane półki i wieszaczki na cebulaki, na suficie niepowtarzalny żyrandol, jakiego na pewno nikt nie ma.
 

Górne szafki są pełne, ponieważ na dużej ścianie mam stary kredens z pięknymi szybkami, w którym mieści się zastawa, dopiero będę go malować.
 


Drugie wejście do spiżarki, no i jedyny feler, oddzielnie stojąca lodówka, cudowna zresztą. Już się przyzwyczaiłam do takiej sytuacji i nie sprawia mi problemu. Mogłabym zrobić potężną zabudowę z lodówką i piekarnikiem na  ścianie zamiast kredensu,  ale kuchnia straciłaby na uroku. Postawiłam na indywidualizm.
I tak coś za coś



Zanim powstała ostateczna wersja,  kuchnia wyglądała tak jak na zdjęciu  niżej.
Zanim zdecydowaliśmy się na dalsze działania  musieliśmy wszystko dobrze przemyśleć, zwłaszcza kształt blatu, który wchodzi pod trzy okna, mój M. zrobił początkowo blat ze sklejki, żeby móc korzystać przez pierwsze miesiące z kuchni. Zlewozmywak musiał się znaleźć dokładnie w takim miejscu, żeby móc otworzyć okna. Potem dopiero zdecydowaliśmy się na drewniany blat. Widzicie więc, że kuchnia jest trudna.


Teraz blat wygląda tak, zlewozmywak jednokomorowy z marketu, ale za to z genialnym, bardzo wygodnym podajnikiem  płynu do naczyń.



Trzecie wejście do kuchni, lub raczej wejście z kuchni do jadalni,  z moim drugim  staruszkiem kredensem. Tym razem jadalnia na różowo. Szkoda, że stół się nie zmieścił w kuchni, ani żadna wyspa, ale mam jak mam i potrafię się tym cieszyć.


Te staromodne  lilie są dla Was.
Kochani, życzę Wam cudownego weekendu i dużo zdrowia.:))
Do następnego razu.:))


czwartek, 12 lipca 2018

Goście w ogrodzie

Kochani, czy Wam też się wydaje, że  lato tego roku nie dość, że gorące, to niebywale długie? Z tego co podczytuję u Was w przerwach między ogrodowymi robotami wynika, że też macie suszę. Na szczęście w nocy zaczęło padać i wszystko w ogrodzie odetchnęło.
Zacznę od motyli, które chętnie przylatują  do tego, co mam wokół domu, bo przecież to dopiero zaczątek ogrodu. Do kwiatka  cebuli  roszczą  pretensje  dwie istoty,  motyl  przypomina mi  ludzką twarz. Myślałam, ze to sławny paź królowej, ale nie, to rusałka pawik.  Następne nie są tak zachwycające, ale musiałam  sprawdzić, jak się nazywają.
Tu rusałka pokrzywnik

Motyl  modraszkowaty, czerwończyk


Tych gości też bardzo lubię, pojawiają się nagle całym stadem, robią swoją robotę czyścicieli,   a ja mam nadzieję, że likwidują to co złe.
Goście bywają różni, jedni są niekłopotliwi, inni potrafią godzinami ćwiczyć swój zaśpiew  godowy, po kolei na każdym kominie osiedla. To dudek, który obwieszczał swoją gotowość do zalotów bladym świtem przez kilka tygodni.
 Przy pracach w polu pojawia się bocian.
 O matko, czy to nowa odmiana fruwających? Przyzwyczaiłam się już do mechanicznych ptaków, bo  także się pojawiają często.
 Zanim łąkę porosły łany trawy, ten widok też był dość częsty.
 A tu przypadkowy turysta, łoś o poranku, ten to naprawdę musiał  się zgubić.
Ostatni post był o szlachetnych różach, a dzisiaj o ich brzydszych braciach, czyli o roślinach spontanicznych, które się u nas  zadomowiły. Z niektórymi walczę, a niektóre hołubię jako ozdobne. Niektóre są tylko gośćmi , a niektóre zostaną z nami.
Ponieważ mam dużo pustego miejsca na działce, moje chwasty awansowały do miana roślin ozdobnych. Trudno się nie zachwycić tak ogromnym okazem łopianu, zwykły rzep, a taki imponujący.

Dziewanny, których nie usunę, pozwalam im rosnąć w różnych miejscach, one tu były przed nami, niech rosną.

Tej roślinki nie znam, ale bardzo mi przypomina klona, ciekawe, co z niego wyrośnie.
Prawdopodobnie to wiesiołek, rośnie tuż przy tarasie już drugi rok. Postaram się go przesadzić, bo wkrótce trzeba obłożyć taras deskami, a nie chcę roślinki zniszczyć.



Koniec moich gości, a dla Was trochę łąkowego spontanicznego  kwiecia. 
Kochani, pozdrowienia ślę gorące. :))


niedziela, 1 lipca 2018

Wiele róż i już...

Kochani, cieszę się, że zaglądacie do mnie, w podziękowaniu  podaruję Wam kilka pięknych różanych bukietów i rozwiązanie zagadki, do kogo należał dom,  po którym Was oprowadziłam w ostatnim poście.
 Bardzo dziękuję za każdy komentarz.:))
Rozpoczynam od gratulacji dla Łucji- Marii, tak podejrzewałam, że jako pierwsza udzieli poprawnej odpowiedzi.  W wielu dziedzinach  począwszy od historii sztuki poprzez geografię posiadła  ogromną wiedzę.  Do tego prowadzi przepiękny blog o podróżach   Szkiełkiem, okiem i sercem     i odkrywa przed nami zachwycające  zakątki świata.
Odwiedziłam  Dom- muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, zwany przez nich Stawiskiem. Dom to ogromny dwór  z kilkuhektarową działką. Cieszę się, że Wam się podobał, chociaż ja  miałam wrażenie, że ten dom należał do bogatego fabrykanta, a nie pisarza -ikony XX w. Tajemnicę takiego wystroju wyjaśnia fakt, że ten dom  podarował małżonkom teść  Jarosława Iwaszkiewicza, czyli  Stanisław Wilhelm Lilpop, postać bardzo interesująca, a przede wszystkim z ogromnym majątkiem.   Stąd tyle  w tym dworze  ciężkich bogatych mebli i trofeów myśliwskich. 
 Czas wrócić do róż. 
 Przyznam się Wam, że oglądać róże lubię, ale mam lekki syndrom Małego Księcia. W poprzednim ogrodzie miałam jeden krzaczek i im mniej o tę różę dbałam, tym piękniej mnie zaskakiwała swoim pojawieniem się i pięknem.  Kiedy widzę takie ilości Królowych, trudno się zdecydować, która jest najpiękniejsza.
Różane kompozycje  obejrzałam  w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego.   Festiwal róż to coroczna impreza, która gromadzi miłośników tych królewskich kwiatów. Podziwiałam bogate klasyczne kompozycje róż połączonych z ostem, kwiatami  funkii, wrotyczem itp. Wszystkie piękne, mimo różnorodności użytych dodatków  róże stanowiły najmocniejszy element i zdecydowanie nie dały się zdominować.
 








Szczególnie zainteresowani różami uczestniczyli w wycieczce po rabatach z oszałamiającymi kwiatami różnorodne, wielobarwne, można dostać zawrotu głowy. Mnie podbiły łososiowo-różowe, a jednak...
 Navoyka
 Peace



Konkurs na najpiękniejszy bukiet Szkoły Florystycznej  p.. Marioli Miklaszewskiej. Nie wiem, kto zwyciężył, ale prace były bardzo ciekawe, zastosowane materiały jak  pędy winobluszczu, tekturowe kubeczki mogły budzić zdziwienie, ale dodały pikanterii i lekkości bukietom.
Chyba wolę takie wariacje z różami.
Kochani, Wszystkiego dobrego Wam życzę i uważajcie na siebie.:))




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...