Kiedy kończy się letni sezon z ogromną radością wracam z ogrodu do pracowni w domu. Stawiam na dużym stole maszynę do szycia, nawlekam nici i rozpoczynam pracę z materiałami. Szycie stało się moją pasją, kiedy trzeba było zagospodarować wolny czas po przejściu na stypendium zusowskie. Szycia na maszynie, dziergania na drutach i wielu innych potrzebnych umiejętności nauczyła mnie Mama. Nie ma Jej ze mną już 30 lat, a ja zajęta intensywną pracą zawodową nie miałam czasu ani chęci na te zajęcia. Kiedy więc pojawił się "nadmiar czasu" rzuciłam się do pracy, która pozwala mi jednocześnie zająć głowę przyjemnymi myślami i osiągnąć konkretne, namacalne efekty. W ten sposób w bieliźniarce rosną stosy nowych poszewek i patchworków.
Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikowanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 września 2022
czwartek, 17 września 2020
Patchwork, gladiole i słów kilka o nowym bloggerze
Gladiole, czyli mieczyki zakwitły w tym roku niesamowicie, po raz pierwszy nie żałowałam, ze musiałam je wykopać jesienią i w czerwcu posadzić na nowym miejscu. Chociaż robię to od kilku lat, w tym roku mieczyki dały taki popis i tak wybujały, że musiałam je podpierać, żeby się nie połamały. Patrząc na nie postanowiłam w następnym roku zaopatrzyć się w dalie, za jednym zamachem będę miała i dalie i gladiole. Najładniej wyglądały jednak w wazonie. Wartością dodaną było to, że pięknie kwitnące mieczyki miały kolor powtarzający się w powstałym już dość dawno quilcie. Dzisiaj więc pokazuję je razem.
środa, 3 sierpnia 2016
Żółty post
Kochani, dzisiaj o tym, jak to kolejny raz kompletny przypadek zrządził, że powstaje ten post. Tydzień temu wracałam z bazaru przez łąki i chaszcze, zerwałam kilka pospolitych roślin, tak pospolitych, że nigdy się nie zastanawiałam nad ich nazwą, ale w moim ogrodzie tak mnie zauroczyły, że urządziłam im skromną sesję.
Ponieważ dawno temu popełniłam post Upał, czyli żółty post ( zastanawia mnie, czemu ten post jest tak popularny ?), powinnam dzisiejszy nazwać " Żółty post- bez upału." Chociaż tym słonecznym, dla niektórych nawet słoneczkowym kolorem podkręcam temperaturę, bo w domu od ponad tygodnia mamy choroby, a to katar, a to kaszel taki, że płuca rozrywa, a okazuje się, że to tylko przeziębienie. Oboje zgarniamy wszystkie zarazki, jak odkurzacze, albo co najmniej pompy ssące, nie pomaga czosnek, ani syrop z cebuli, chyba trzeba będzie zażyć coś z zupełnie innej półki.
W chwilach lepszego samopoczucia zrywałam się do maszyny i pikowałam podkładki, albo kombinowałam, co by tu jeszcze z żółcią wymyślić. To od tych choróbsk (chyba? ) tak mnie ta żółć zalewa.
wtorek, 26 lipca 2016
Szyciowo i klejowo.
Dzisiaj robię przerywnik od wycieczek, ale odsyłam Was do Niecodziennego zakątka, w którym znajdziecie trochę inne, ciekawe spojrzenie na Kotlinę Kłodzką.
Witam też nową obserwatorkę i zapraszam.

Kochani, dziękuję za Wasze odwiedziny, za komentarze i życzę Wam cudownie spędzonego czasu.:))
Witam też nową obserwatorkę i zapraszam.
Zapewne znacie uczucie, gdy pomysł goni pomysł i tak się tęskni do robótek, jakby nagle ręce dostały ADHD. U mnie tak właśnie było w lipcu, musiałam wykorzystać brak pogody, a najlepiej czas w domu spędzam przy maszynie, albo z pistoletem, oczywiście z klejem. Pomysłów na ozdobienie świeczek miałam już kilka, ale muszelki są tak wdzięcznym materiałem, że muszę je wykorzystać każdego roku. Opłaca mi się, bo i miejsca w szufladach zawsze trochę zyskuję, a i oko mam na czym zawiesić, tym bardziej, że świeczek i świeczników u mnie pod dostatkiem. Patrząc na muszelki, moje myśli natychmiast wędrują nad morze, słyszę szum fal, a na policzkach czuję morską bryzę. Przyznam Wam się, że bardzo do takich prawdziwych odczuć tęsknię, morza mi trzeba i już.
Pomysły na wykorzystanie muszli i muszelek pokazałam też tutaj.
Skoro już chwyciłam za pistolet, to pozbyłam się też kilku bukietów zasuszonych róż, dosłownie pozbyłam, bo spora część różyczek rozsypała mi się w rękach, niestety. Stożek jak zwykle zrobiłam z twardej kartki od starego kalendarza, a kwiatki przyklejałam klejem z pistoletu.
Nie wszystkie prace pokazuję dzisiaj, ale czasami łatwiej jest je
wykonać, niż pokazać na blogu, bo po prostu wymaga to trochę czasu i
pracy innego rodzaju, a jestem lekko zagoniona.
Żeby nie wyjść z wprawy musiałam poćwiczyć szycie i dość leniwe pikowanie na podkładkach, które można wykorzystywać po obu stronach. Wszystko zależy od naszej fantazji, czyli co i w czym podajemy na stół.
Trochę wcześniejsza praca. Co prawda, podobne podkładki już pokazywałam /klik/, ale w ramach ćwiczeń w pikowaniu powstały kolejne. 
Kochani, dziękuję za Wasze odwiedziny, za komentarze i życzę Wam cudownie spędzonego czasu.:))
środa, 13 kwietnia 2016
Zapoduszkowana ... z magnoliami w tle.
Witam Was serdecznie i wiosennie, witam też cieplutko nowych obserwatorów. Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Cieszę się bardzo, że wszyscy szczerze pisali o swoim stosunku do rezydencji w Wiśle. Większość komentujących nie przepada za stylem art-deco, ale konsekwencja wystroju wnętrz w Zameczku wywołała jednak pozytywne oceny. Dodam tylko, że jest to prawdziwa perełka z początku XX wieku, nie znajdziemy podobnej w całym kraju i absolutnie warto to miejsce zwiedzić.

sobota, 23 stycznia 2016
Dlaczego cebulaki?
Witajcie, moi stali i nowi goście.
Dzisiaj o porcelanie kobaltowej, którą bardzo lubię, a dawno nic nie pokazywałam. Dodam tylko, że nie jestem znawcą, ani kolekcjonerem, nie wchodzę też w kompetencje moich blogowych koleżanek.
Na pewno część z Was jest zdziwiona, dlaczego ten
wzór nazywany jest cebulowym. Wbrew pozorom wzór cebulowy z cebulą ma
niewiele wspólnego. Kiedy do Europy po raz
pierwszy dotarła chińska porcelana z tym wzorem (około 300 lat temu), wzięto namalowane na naczyniach owoce granatu za cebulę.
Cebulaki (to potoczna nazwa) podbiły serca europejskiej arystokracji w XVIII wieku. Mniej więcej w tym czasie powstała słynna manufaktura w Miśni i w 1739 roku zaczęła produkować porcelanę z cebulowym wzorem. Ostateczną formę ornamentowi nadał malarz Johann Kretzschmar: na brzegach talerzy zostawił cebule, ale na środku umieścił chryzantemę z pnącymi się pędami i ząbkowanymi liśćmi.
Cebulaki (to potoczna nazwa) podbiły serca europejskiej arystokracji w XVIII wieku. Mniej więcej w tym czasie powstała słynna manufaktura w Miśni i w 1739 roku zaczęła produkować porcelanę z cebulowym wzorem. Ostateczną formę ornamentowi nadał malarz Johann Kretzschmar: na brzegach talerzy zostawił cebule, ale na środku umieścił chryzantemę z pnącymi się pędami i ząbkowanymi liśćmi.
Zdjęcia z pojemnikami zrobiłam już jakiś czas temu, ale ciągle nie nadążam z umieszczaniem ich na blogu. Żeby zachować porządek w kuchni, często przestawiam moje kobaltowe drobiazgi i aranżuję nowe kąty. Najlepszym sposobem, żeby zachować je w czystości jest używanie ich na co dzień.
Pokazuję jeden z moich śniadaniowych kompletów, używany codziennie ,
możliwe, że już kiedyś mignął na blogu, ale bardzo go lubię, więc
pokażę jeszcze raz.
Stylistykę wyrobów miśnieńskich naśladowała cała Europa. Jak widać, moje cebulaki to wyrób angielski, a to, że nie pochodzą z Miśni nie wpływa na szczęście na smak wypijanej kawy czy herbaty.

Wymieniłam podkładki na stole, zadomowiły się, wprowadzając różnorodność kolorów, chociaż nadal niebieski jest kolorem przewodnim. Jestem w gorącej wodzie kąpana, czasami pomysły w mojej głowie rodzą się tak szybko, że natychmiast muszę siąść do maszyny i szyć, na pewno coraz lepiej sobie radzę, ale ciągle dostrzegam błędy.

Zimą zawieszamy na naszych drzewach słoninkę, tym razem dodałam ptaszkom smakołyki, czyli smalec z lekko startymi słonecznikami. Do zrobienia tego specjału wykorzystałam komplet serc z podstawką i nakładką, dzięki temu nie miałam problemu z wydobyciem gotowych serduszek z formy.
niedziela, 20 grudnia 2015
Prezenty... i lodowisko?
Kochani.
Dziękuję Wam za to, że do mnie zaglądacie, jestem Wam wdzięczna za każde słowo wsparcia i każde odwiedziny. W podziękowaniu kwiatek dla Was.
Z pewnym opóźnieniem, ale staram się nadrobić wszystkie zaległości.
Jakiś czas temu zakończyła się Mikołajkowa akcja zorganizowana przez
Holly. Moją parą została Agnieszka z Różanej ławeczki , dostałam od niej piękne rzeczy, serducho, anioła, śliczną kartkę z życzeniami i słodkości. Agnieszko, Bardzo Ci dziękuję i jestem dumna, że Twoje prace są w moim posiadaniu.

Skoro już wskoczyłam w pikowanie, to taki worek powstał już wcześniej dla wnusi, która szykuje się do żłobka, przyznam Wam się, że już o nią drżymy, ale rezolutne, a przy tym tak miłe dziecko powinno sobie dać radę, ciekawe, czy dadzą sobie radę z nią?
Jesienna pogoda nie tworzy klimatu sprzyjającego atmosferze Świąt, ale gdzieś daleko stąd są takie miejsca, gdzie lód i chłód są na porządku dziennym...
Zapraszam Was zatem do zimnego kraju, w którym rosną ośnieżone drzewka, pingwinki wyglądają jak bałwanki, a może to bałwanki przypominają pingwinki?. Hasają po lodzie, nie przejmują się niczym, ani mrozem, ani zapadającym zmrokiem, kiedy noc zastanie je na lodowisku, one są tak zmęczone, że nie chcą iść do domów, bawią się do upadłego, bo cóż to dla nich taki chłód? Sama przyjemność.
Nie było nas trochę w domku, a przy takiej zabawie naprawdę odpoczęłam. Wydarzenie zdrowotne, o którym pisałam ostatnio już za nami, ale zmusiło nas ono do spowolnienia tempa życia i przewartościowania wielu spraw.
Serdecznie Was pozdrawiam, jeśli chcecie zobaczyć zeszłoroczne Święta zapraszam tutaj,tutaj, tutaj i tutaj. Po kliknięciu zobaczycie wianki i ozdoby.
Zdrowia życzę! I do następnego razu.
wtorek, 15 września 2015
O czym zapomniałam i o książkach...
Między
relacjami z podróży trochę o tym, o czym zapomniałam. Nie zdążyłam
pokazać robótek, które powstały jeszcze w czasie wakacji, bieżnik już
dawno pokazywałam, a z czasem doszyłam do niego podkładki, w końcu
trzeba je zaprezentować. Na mniejszym stole wystarczą same podkładki,
ale na większym ładniej wyglądają z bieżnikiem, całość jest wypikowana.
Jesień
wyczuwam leciutko, to chyba ostatnie takie dni, kiedy można posiedzieć
pod orzechem, chociaż mam nadzieję, że sprawdzą się prognozy z 30
stopniami, wrzesień lubi zaskakiwać. Czy Wy też czekacie jeszcze na
upalne dni?
Pod koniec lata nagle się pojawiają, by przypomnieć mi o jego końcu. Zimowity. Kwiaty języczki pomarańczowej wreszcie wychylają się spod ogromnych liści, winogrona w tym roku oddają całe bogactwo smaku i zapachu łowione podczas upalnego lata,
MKC
Starałam
się nie zapominać o zobowiązaniu przeczytania 10 książek i praktycznie
z końcem wakacji ten warunek spełniłam, tylko nie miałam kiedy książek
opisać. Trochę mnie przeraża fakt, że większość z nich to kryminały,
kupione za małe pieniądze, ale chyba letnia pora mnie usprawiedliwi.
Joanna Chmielewska, Romans wszech czasów.
Nie wiem, czy można wyrosnąć z książki? Tak właśnie się czułam,
czytając ukochaną Chmielewską, jakbym nagle wskoczyła w nie swoje buty,
momentami sama na siebie się denerwowałam za ten wybór, a byłam pewna,
że lektura będzie łatwa i przyjemna. Nic podobnego, dialogi dawniej
odbierane jako bardzo dowcipne, teraz okazały się nie do śmiechu, to, co
sprawiało, że czytało się kryminały tej autorki z uśmiechem na ustach,
teraz powodowało lekką irytację.
Mam nadzieję, że tylko u mnie i naprawdę przepraszam wszystkie wielbicielki tej autorki.
Harlan Coben , Zostań przy mnie.
Autor jest megagwiazdą w dziedzinie kryminałów, trzykrotnie nagradzany
prestiżową Edgar Poe Award i musiałam sprawdzić, jaka to literatura.
Każdego
roku, tego samego dnia zgłaszane są zaginięcia mężczyzn, nie udaje się
ich odnaleźć, ale każdy z nich ma na sumieniu brzydkie postępki. Czy to
znaczy, że ktoś eliminuje zło?
Głównymi bohaterami są policjant
Broome, utalentowany fotografik, kobieta, która wiele lat temu zmieniła
tożsamość z nadzieją, że potrafi sprostać życiu, zapominając o
niechlubnej przeszłości. Czy nadejdzie moment, w którym zaryzykuje
utratę kochającej rodziny w imię prawdy?
Bardzo dobrze napisana
książka, wciągająca, z bardzo ciekawą wielowątkową intrygą, rozwiązanie
też jest zaskakujące. Z pewnością wrócę do książek Cobena, polecam.
Rosa Ventrella, Ogród oleandrów
Niedawno
na którymś z blogów przeczytałam, że jeśli książka ma w tytule nazwę
kwiatka to na pewno jest to ckliwe romansidło. Otóż pozwolę się z tą
opinią nie zgodzić. Książka ukazuje życie rodziny w południowych
Włoszech. Ta opowieść jest o stosunkach panujących miedzy piękną matką
Margialą i córkami, o trudnym czasie dorastania, o śmierci, która
towarzyszy bohaterkom. Znalazłam też bardzo ciekawe wątki
feministyczne, to jak traktowane były dziewczęta w tym regionie budziło
wręcz mój sprzeciw, podobnie, jak autorki książki. Bardzo osobista
opowieść z elementami autobiograficznymi, przesycone zapachami potraw
cudownej włoskiej kuchni , smakiem ciastek z ricottą, cartellate,
zeppole, calzone z cebulą, itp.
Kilka zasad włoskich kobiet
Wszyscy faceci są tacy sami.
Trzeba żartować z nich tak, żeby jeszcze byli z tego zadowoleni.
Mężczyznom nie można mówić prawdy. Nie zrozumieliby jej.Życia ta książka nie zmieni, ale przeczytać warto.

Kochani, dziękuję Wam za każdą wizytę i każdy komentarz, zapraszam i serdeczności przesyłam.
czwartek, 30 lipca 2015
Patchwork - słodziak
Witajcie kochani, moi stali i nowi goście.
Narzekałam ostatnio na rozleniwienie, na szczęście przechodzi, tylko strefa działalności mi się zmieniła. Rozszalałam się z patchworkami, powstają małe formy, żebym miała na czym ćwiczyć pikowanie. Miałam dwa materiały o takim dziwnym zgniło-zielonkawym kolorze, na które nie miałam pomysłu od kilku lat, po prostu do niczego mi nie pasowały.
Aż tu pewnego ranka po obudzeniu wyciągnęłam je z przepastnych półek, dodałam trochę kropek oraz delikatnych różowości i zaczęłam je po prostu układać, zajęło mi to naprawdę mało czasu. Niesamowite uczucie, bo nagle wszystko staje się proste i wszystko idealnie do siebie pasuje. Na pewno też tak macie ze swoimi poczynaniami, to chyba właśnie jest ta sławna w e n a, o której często słyszę, a tym razem sama jej przypływu doznałam.
Może nie widać, jak pięknie się zgrały kolory, ale bardzo jestem zadowolona z efektu. Quilt ma wymiary 104x104 i jest w całości wypikowany.
Oczywiście jakieś różowo-zielone aranżacje musiały powstać. A jeszcze niedawno grymasiłam przy różowym kolorze.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Candy patchworkowe- zapraszam
Kochani!
Minął rok od napisania pierwszego posta, a 5 lipca minie rok od napisania posta drugiego i myślę, że to dobry czas, aby podzielić się z Wami moją kolejną pracą, która jest rezultatem fascynacji patchworkiem i pikowaniem. Ciągle się uczę tej trudnej sztuki i widzę, że im dalej w las, tym ciemniej. Dzięki Wiesi z bloga Quilt & smile czasami jednak pojawia się światełko w tunelu.
W poprzednim candy przedmiotem zabawy były twory z drewna, a dzisiaj szyciowo, czyli bieżnik na stół o wymiarach 79x 34,5.
Zanim udało mi się skończyć taką podkładkę, która mnie zadowoliła, powstało wiele innych, ale o tym przy następnej okazji. Na pewno znacie to z autopsji, im bardziej nam na czymś zależy, tym ciężej osiągnąć zamierzony efekt.
Co prawda powstały dwa bieżniki z elementami patchworkowymi i w całości wypikowane, ale na zabawę przeznaczyłam ten z białą lamówką.
Bieżniki różnią się nieznacznie i pokazuję też ich zaplecze.
Przy okazji znalazłam idealny patent na wszystkie potrzebne do szycia podręczne narzędzia. Zastosowałam długi magnes, na którym zwykle wiszą noże. Od tej pory niczego nie szukam, magnes sam przyciąga moje przydasie.
Teraz zapraszam na candy i dziękuję Wam wszystkim serdecznie za to, że jesteście.
Wynik losowania podam około 6 lipca.
- Proszę zostaw komentarz pod tym postem
- Umieść podlinkowany baner z konkursem (zdjęcie poniżej) na bocznym pasku swojego bloga
- Jeśli naprawdę masz zamiar obserwować mojego bloga, to proszę przyłącz się, będzie mi bardzo miło, ale nie jest to warunek obowiązkowy.
- Jeśli nie masz bloga, nie podawaj pełnego maila, tylko część i do tego imię.
- Chętnych z zagranicy w przypadku wylosowania, poproszę o adres rodziny w Polsce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)











































