Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 października 2021

Baby boo w roli głównej

 

Nadszedł czas na pokazanie moich aranżacji z pięknymi, małymi dyńkami Baby Boo, których nasiona otrzymałam od Anity z bloga Moje pasje w obiektywie
Wiosną chuchałam i dmuchałam na małe sadzonki w domu. Kiedy posadziłam je obok warzywnika, też chodziłam nad nimi i doglądałam, dosypałam nawozu, podlewałam, a potem tak się rozpędziły, że zdominowały totalnie tę część rabaty.:)))
Na zdjęciu  dobrze widać co miałam na myśli , pisząc w ostatnim poście, że ogród mam rozbudowany w poziomie. Potrzebuję co najmniej dwóch lat, by roślinność poszła w górę.

wtorek, 24 listopada 2020

Guillaume Musso i dary jesieni

 

Jeszcze tak niedawno cieszyła    mnie ta piękna złota pora roku, a tymczasem ponurość wkroczyła  brutalnie w nasze ogrody i dusze. Mimo tych nieprzyjemności, a może właśnie dlatego trzeba tym bardziej ja sobie umilić. Wokół domu  rozstawiłam kilka  dyń, cukinie i bakłażany z własnego ogródka, żeby choć na chwilę wzrok mógł się zatrzymać na kolorowych elementach.

niedziela, 2 sierpnia 2020

Jest warzywnik, są własne warzywa

Kochani, dziękuję Wam za miłe słowa o naszym oczku wodnym, warto było...
Coraz mniej piszę o bibelotach, bo tematyka ogrodowa zdominowała mój blog, wykorzystuję czas na cieszenie się ogrodem i nie wiem, kiedy wrócę do tematów wnętrzarskich.
Dzisiaj chwalę się letnią obfitością warzyw  i przepisem na sałatkę. Dynia, której pędy rozpełzły się po jedynej wolnej przestrzeni  osiągnęła ogromne rozmiary. Jest to odmiana Bambino, której skórka robi się twardsza, im dłużej pozwalamy jej rosnąć.
Warzywnik z każdym rokiem się rozrasta, mamy dwie skrzynie, w jednej  rosną ogórki, w drugiej  pory, selery,  jako poplon po sałacie rukola. Posadziłam też pomidorki koktajlowe  ale to jedyne roślinki, które chyba się nie udały. Wokół skrzyń rośnie fasola, a dalej  już po stronie roślin ozdobnych posadziłam też rukolę, bakłażany i buraczki, które pięknie wyglądają razem z czerwoną trawą Red baron, tworzą  bardzo udany duet.
Ogórki lądują w słoikach. Żółte  cukinie jemy już od miesiąca, a zielone dopiero mają kwiaty. A przy kwiatach dyniowatych ciągle brzęczą owady, pszczoły ledwo mogą ulecieć takie ilości pyłku mają na sobie. Mieszkam w strefie zagrożenia zgnilcem amerykańskim i widok każdej pszczoły to miód na moje serce.


wtorek, 5 listopada 2019

W królestwie dyń.

Zawsze podziwiam ludzi, którzy wpadają na ciekawe pomysły, realizują je i jeszcze na tym zarabiają. Skala takich przedsięwzięć bywa różna, ważne, że są to pomysły nowatorskie, intrygujące. Korzystając z ostatniej ładnej październikowej niedzieli pojechaliśmy w kierunku Wieliszewa, żeby obejrzeć realizację takiego pomysłu- Dynioland. Mają tu mnóstwo dyń, które można kupić do spożycia, jak również do dekoracji na Halloween, akurat na czasie.:))
Można tu poznać i obejrzeć różne rodzaje dyni i sprawdzić co można z nich stworzyć. Ciekawie wyglądają abażury z tykw i dyń oraz płaskorzeźby utworzone na dużych dyniach. Można też się posilić zupką z dyni, zakupić kiełbaski i samemu je upiec  w ognisku, pospacerować po rozległym terenie, przysiąść na  licznych miejscach do odpoczynku.
Jak odróżnić od siebie to bogactwo  dyń? Każda ma trochę inny wygląd i przeznaczenie. Sposobów na ich przyrządzenie są tysiące. Kilka piękności Wam przedstawiam:

wtorek, 1 października 2019

Dyniowe kompozycje

Patrzę przez okno i widzę, jak szybko zadomowiła się jesień w lesie i w ogrodzie, a w domu też lubię stworzyć trochę jesiennego klimatu. Myślę tu o złotej pięknej jesieni, która rozkwita kolorami i którą większość z nas lubi. Niezastąpione w jesiennych dekoracjach są dynie, a ponieważ nie zdążyłam wyhodować  prawdziwych dyń, więc wykorzystałam dynie dawno zrobione. Przez cały rok siedzą sobie zamknięte w pudełku i czekają na jesień, gdy mogą  pokazać się w nowych aranżacjach. Zawsze znajduję im inny kąt i inny pomysł, tym razem w mojej pracowni.
Jak wykonać dynie pokazałam w tym poście /kliknij/ 
Wszystko zależy od naszej pomysłowości, u mnie dyńki mają przeróżne kolory i zrobione są z różnych materiałów, nawet ogonki są z różnych materiałów, wykorzystałam laski cynamonu, białe szpulki po niciach, albo druciki  owinięte sznurkiem. Pełna dowolność, a radości przy ich robieniu mnóstwo.


poniedziałek, 1 października 2018

Jesień na tarasie

Lato było takie długie, że przez moment  miałam wrażenie, że się nie skończy. Wszyscy zapewne jesteśmy zdziwieni, że tak szybko dopadła nas jesień, prawie mroźne noce, poranki z białym nalotem na trawach i że tak nagle w przyrodzie zmieniły się kolory  a w naszych sercach nastroje. Powyjmowałam  ozdoby z lat poprzednich, dodałam trochę świeżych kwiatów i witam jesień. Czekam na piękne przebarwienia moich drzewek i krzewów, za tę zmienność bardzo lubię jesień  i naprawdę jestem ciekawa, co nam w tym roku  przyniesie. Marzę o tym, żeby w końcu czas letni stał się  jedynym słusznym i mam nadzieję, że od następnego roku tak będzie. Ciekawa jestem Waszego zdania,  bo u nas zmiana czasu fatalnie odbija się na naszym samopoczuciu.
Jesień na moim ukochanym tarasie, który w dalszym ciągu służy nam jako miejsce do wypicia kawy. Lubię tu sobie posiedzieć również z herbatką i dać odpocząć oczom piękną roślinnością.

Przed wejściem do domu


W ogrodzie już dawno pojawiły się pierwsze zwiastuny jesieni -zimowity i  niezliczone ilości topinamburu, którego kwiatkami  chętnie ozdabiam dom. Kilka dekoracji powstało też z dyń, których sposób powstania  już pokazywałam /klik/
 







Kilka funkii kwitnie  razem z rozchodnikami, prawdopodobnie wpłynęły na te anomalie  szokujące temperatury. Czy u was też się zdarzyły w tym roku dziwne zachowania roślin?
Kochani, bardzo Wam dziękuję za piękne i pouczające komentarze pod poprzednim postem.
Bardzo gorąco Was pozdrawiam i życzę wielu przyjemnych chwil na następny tydzień.:))

środa, 18 października 2017

Zegar.

W moim rodzinnym domu był stary zegar, który pewnego dnia po prostu zniknął ze ściany. Byłam za mała, żeby domyślić się, dlaczego zegara nie ma i dopiero po kilku latach dotarło do mnie, że Mamusia sprzedała go, by móc dokończyć budowę nowego domu, działo się to pod koniec lat 70-tych,. Nie wiem na ile wydatków wystarczyło pieniędzy,  ale tęsknota za zegarem została. Po wielu latach kiedy już zaczęłam doceniać pamiątki, zobaczyłam zegar bardzo podobny do naszego rodzinnego i nie bacząc na wygórowaną cenę  kupiłam, chodziłam z nim od jednego zegarmistrza do drugiego, w końcu został naprawiony i zaczął wybijać godziny...  bardzo głośno i wyraziście. Ponieważ nakręcony dzwonił tak, że postawiłby na nogi cały pułk, rodzina stanowczo zażądała unieruchomienia mechanizmów odpowiedzialnych za dźwięk, czasami uruchamiam go na cały dzień, wieczorem unieruchamiam, żeby w nocy  nas nie budził. Lubię go bardzo, mimo, że nie jest zbyt funkcjonalny, ale lubię też moje bibeloty w jego towarzystwie.
Kiedy mowa o zegarach, przypomina mi się genialny wujek Edward, który żeby zaimponować małym dzieciom stawał przed zegarem na chwilę przed pełną godziną i mówił - Zegarze, bij godzinę, po czym zegar  zaczynał je wybijać. W dzieciach zrodził się nabożny podziw dla umiejętności taty  i dopiero kiedy podrosły zrozumiały na czym ten ojcowski  geniusz polegał.




Pamiętacie moją rodzinkę /klik/ Jeży? Wraz z jesienią znowu się zjawiły, tym razem opanowały parapety okienne,  widocznie deszcz dał im się we znaki i wolały go podziwiać  z bezpiecznej odległości. Z nieodłącznymi jabłuszkami znalazły się wśród muchomorków, dyń i jesiennych liści  A mnie serce się raduje ile razy patrzę na wnusię bawiącą się takimi kompozycjami,  ja też się z nią świetnie bawię.




Dziękuję Wam za komentarze dotyczące kominków, tak naprawdę to mój jest tylko wkładem kominkowym, ale utarło się, że   można go tak nazywać.  Okazuje się, że część z Was ma już kominki, niektóre o nich marzą, ale bez nadziei na spełnienie, a są nawet szczęśliwcy, którzy kominek posiadają, ale z niego nie korzystają. Rozumiem wszystkie  z Was i przedstawiam sposób na kominek ze świecą, niekłopotliwy, a uroczy. 
Pięknego weekendu i tygodnia Wam życzę.:))

piątek, 29 września 2017

Jesień dary niesie...hortensje i dynie

Wrzesień minął jeszcze szybciej, niż sierpień, niestety za dużo dobrego nie mogę o tym miesiącu powiedzieć. Chwilę odpoczynku chcę spędzić z Wami i przedstawić to, co udało mi się złapać w obiektyw.
Dynie robię każdego roku, w tym dodałam inny materiał i zrobiłam kilka żołędzi. Sposób na dynie podawałam już w kilku postach, nowością zaś są prawdziwe dyniowe ogonki, a wiecie, że dziko rosnące  dynie znalazłam  pod lasem,  zostawiłam je dla zwierzątek, a jeden pęd przygarnęłam, żal by było nie wykorzystać.


środa, 12 października 2016

Dynie trochę inaczej

Kochane dziewczyny, dziękuję Wam  za liczne i piękne komentarze na temat krzeseł, same wiecie, że to właśnie komentarze najbardziej motywują i mobilizują do wymyślania czegoś nowego. Z czasów, kiedy tylko  podglądałam ukochane  blogi, pamiętam, że wiele razy chciałam wyrazić zachwyt z nowych dokonań, ale nie miałam pojęcia, jak dodać komentarz i  wszystko wydawało się  takie skomplikowane.Na szczęście to już przeszłość.
Tymczasem między szyciem i malowaniem powstają drobne prace ozdobne, znowu dynie, ale dzisiaj pokażę Wam  dwie podpowiedzi, dzięki którym dynie mogą  wyglądać bardziej prawdopodobnie.
Dynie można zrobić z każdego materiału, tym razem  użyłam  moich  starych sukienek, takie  tkaniny dość łatwo się układają, a niektóre ogonki powstały z pociętego topinambura. Wykorzystałam też owinięte sznurkiem druciki, z których uformowałam  również  końcówki, zakręcając je na grubym pisaku.

 

piątek, 23 września 2016

Dyniowe szaleństwa...

Cześć!
Różnokolorowe wrzosy, błyszczące papryczki, matowo-fioletowe winogrona, żółciutkie słoneczniki, jesień oferuje nam tak wiele barw, zapachów i smaków, że można jej chociaż na moment wybaczyć zmianę pogody, ubraniowe cebulki i choć trochę za te wszystkie dary polubić.
W słońcu nie czuje się chłodu, ale wystarczy, że na chwilę zniknie za chmurami, a kości przenika zimno, cieszmy się więc  ciepłymi promieniami  jak najdłużej.
Nadeszła pora dyniowych aranżacji:

wtorek, 3 listopada 2015

Stary nowy pomysł.

Kochani.
W internecie jest mnóstwo sposobów na wykonanie ciekawych rzeczy, czasami nie sposób ustalić głównego pomysłodawcę, wrzucony w internet pomysł rusza w świat i zaczyna żyć własnym życiem. Takie pomysły zapadają w pamięć, żeby odrodzić się  na nowo w innym wykonaniu.
Dlaczego o tym  piszę ? Czasami zupełnie nieświadomie powielamy takie pomysły,  autor pozostaje w cieniu, a my nie wiemy, kogo powinniśmy wskazać. Tak jest z dzisiejszym postem, w którym  wznawiam  od dawna krążący po sieci pomysł. Przypomniałam go sobie podczas przeglądania   bloga  Jagodowy zagajnik,  z którego zawsze czerpię mnóstwo inspiracji. W  "Werandzie" też  ostatnio widziałam takie robione poduchy.


Nie musiałam tych swetrów kupować  w SH, ponieważ pochodzą z czasów, w których zrobiłam  na drutach  kilkadziesiąt swetrów  z owczej wełny, przędzonej jeszcze przez moje ciocie. Większość moich tworów wydałam, bo ładne swetry mogłam nareszcie kupić w sklepach, ale część tzw. sentymentalnych robionych też przez moją Mamusię trafiła na strych. W ostatnim czasie przypomniałam sobie o nich i powstało już kilka poduch. Nie ma znaczenia, że owcza wełna  trochę gryzie, ja ten dotyk uwielbiam, bo zawarty w nich jest trud moich bliskich, przytulam się do nich jak do najbliższych osób.


Z pewnością nie są to ostatnie takie poduchy, już pracuję nad następnymi.
W ostatnim poście pokazałam, jak szyję dynie, nie poprzestałam na pomarańczowych, ale zrobiłam też kilka białych wykorzystując  ocieplacz.  Trafiłam na blog  marzę, więc jestem , gdzie znajdziecie przepiękne dynie z aksamitu, sposób wykończenia zmieniłam, ale musiałam je widzieć dawno, Ilooka zrobiła swoje dynie w  2013 roku.




Nawet z moimi kobaltami ładnie się skomponowały.



Wiadomości z ogrodu smutne, liści do wygrabienia przybywa,  zwłaszcza  spod orzecha włoskiego. Z kretami w tym roku się pogodziłam, staram się je polubić. Natomiast kolory w ogrodach  w tym roku są cudowne.




Zadziwia mnie moja jedynaczka, ciągle ma w sobie chęć do życia, nie sądziłam, że róża ma w sobie tyle siły.
Życzę Wam miłego tygodnia i pogody bez zmian.

czwartek, 29 października 2015

Szyjemy dynie - DIY

Dawno mnie do nich ciągnęło, spróbowałam  w poniedziałek i zrobiłam z nich wianek,  szyłam metodą przeznaczoną dla materiału, czyli zszywałam długi prostokąt, ale nie byłam zadowolona.  Potem zaczęłam dyńki robić innym sposobem i już  mam cały stos. To był swoisty recykling, bo sweterek poszedł pod nożyczki,  wiecie, że nie lubię wyrzucać, wolę przerobić.
Witam moich nowych obserwatorów, zostańcie, proszę ze mną i się rozgośćcie.
Obiecany tutorial zapodaję z  nadzieją, że się Wam przyda, tym bardziej, że byłyście zainteresowane.


poniedziałek, 26 października 2015

Dyniowy wianek

Kochani, stęskniłam się do Was, tym bardziej,  że miałam bardzo pracowity tydzień, który zakończył się leżeniem w łóżku. Ponieważ już poczułam się na tyle dobrze, że musiałam się czymś zająć, dzisiejszy dzień spędziłam na opracowaniu własnego sposobu robienia dyń. Jak to się mówi, pierwsze śliwki robaczywki, tak i z moimi dyniami wyszło, zasugerowałam się instrukcjami na materiałowe dynie, ale  nie byłam zadowolona, więc  postanowiłam je przeznaczyć na wianek ze sztucznymi dodatkami. Pomysł na taki wianek już dawno  tłukł mi się po głowie. Właściwy sposób na dynie z tkaniny opracowałam, ale to pokażę  w którymś z następnych postów.

 
Jeszcze  wcześniej zrobiony wianek do świeczki  z moich owocowo- jesiennych ozdób. Wianki  z poprzednich lat możecie zobaczyć klikając w etykietach "wianki owocowo- warzywne"  Przy okazji kolejny piękny wzór haftu.
 
Już pisałam, że tydzień spędziłam pracowicie, zaczęło się od kursu w "Szkole patchworku" Ani Sławińskiej, tutaj możecie zobaczyć jej relację klik    
Ania jest artystką i sprawiło mi wiele radości obejrzenie i dotknięcie jej prac, przeżycie samo w sobie.
To był mój pierwszy prawdziwy kurs, bo do tej pory wszystkiego uczyłam się sama, podpatrując ulubione blogi.  Miałam ogromną przyjemność poznać przemiłe dziewczyny,   fantastycznych gospodarzy i absolutne objawienie  pikowania i patchworku Wiesię, która prowadzi bloga Quilt & smile Teraz wiem, co powinnam doskonalić i od czego zaczynać szycie quiltów. To spotkanie uświadomiło mi, ile przede mną pracy i że dopiero "wchodzę do tego lasu"
Kilka zdjęć  z komórki, które oddają atmosferę spotkania.

 Tak wyglądają pikowanki Wiesi, ogromną przyjemnością była praca pod jej kierunkiem.

 Dużo czasu spędziłam z cudowną wnusią, spacerując po pięknym parku, przy okazji  musiałam też trochę popstrykać.



Dziękuję, że  mnie odwiedzaliście. 
Serdeczne pozdrowienia Wam przesyłam, życząc przyjemnego tygodnia.

//Pinterest widget