Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 marca 2021

Marcowe rozterki...

Powinnam napisać szczerą prawdę, że dotyka mnie marcowa flauta, bo nie chcę używać   słów typu depresyjny czy melancholijny nastrój.:)) Powinnam napisać o nudzie codzienności, bo siedzimy w domu, ratują nas  spacery do i po puszczy.  Zwykle nie lubię narzekać, ale kisnę, kiszę się i  duszę, chociaż myślałam, że przyzwyczajona jestem do ciszy i spokoju. Mimo wielu zajęć, które sobie wynajduję, brakuje mi  spotkań z ludźmi, staram się chociaż telefonicznie  zrekompensować te braki, ale to ciągle za mało. Największą atrakcją są wizyty dzieci, ale nawet z tego zrezygnowaliśmy w imię zdrowia, zawsze jest jakaś obawa, a wtedy podświadomość wymyśla pokrętne scenariusze i dziwne podejrzenia co do własnego zdrowia. Duuuużą atrakcją są wyjazdy do sklepu aż raz w tygodniu, w piątek wędrówka do sklepiku wiejskiego po gazetkę. Jak długo ta izolacja potrwa nie wie nikt, i kiedy będą szczepienia, tego też nie wie nikt, czekamy na nie jak na zbawienie...

poniedziałek, 25 marca 2019

Piękna nieznajoma ... w mojej sypialni


Tytuł dzisiejszego posta zapewne brzmi dość intrygująco, bo  żadna z  nas  nie chciałaby dzielić małżeńskiej sypialni z inną kobietą. Tym bardziej, jeśli to kobieta  dużo młodsza i piękniejsza ode mnie. Na szczęście z mojej strony  była to miłość od pierwszego wejrzenia, nie, nie zmieniłam orientacji , ale bardzo mnie urzekł wdzięk i czar nieznajomej. Na szczęście  ten niezwykły urok spodobał się też mojemu M. i od razu wiedziałam, że wrócimy z nią  do domu. Jest z nami od pięciu lat i mimo, że nic o niej nie wiemy czujemy, że  należy do rodziny.



Jakoś tak się dzieje, że nie nadążam ze wszystkim,   ciągle coś mam do roboty, a na  blogowanie po prostu brakuje czasu. Teraz biegnę do Was, żeby sprawdzić, co u Was nowego.
Z wiosennymi  pozdrowieniami.:))
 

wtorek, 25 września 2018

Mędrca szkiełko ...

Od dziecka fascynowały mnie zjawiska, których nie umiałam pojąć, z czasem przestałam się zastanawiać jak  i dlaczego powstają, a oprócz fascynacji pojawił się zachwyt. Towarzyszy widokowi promieni słonecznych, które układają się na ścianach w czarujące wzory, albo prześwietlają drobinki kurzu nieuniknione w każdym domu. Czasem powoduje go burza i  zadziwiający układ  błyskawicy, czy przesuwające się chmury po niebie, które układają  się w  znajome kształty przedmiotów, lub osób. Pewne zjawiska oprócz fascynacji wywołują prawdziwy strach. Najbardziej fascynującym i jednocześnie pięknym zjawiskiem od zawsze jest tęcza. Wczoraj niespodziewanie rozpostarła swe ramiona  między miasteczkiem  i puszczą. Jak zwykle była przeżyciem metafizycznym, ulotna, a  jednocześnie  intensywna, gdybym nie zrobiła zdjęć, nie uwierzyłabym, że może być tak nasycona kolorami. 
Fizycy potrafią wyjaśnić przyczyny tęczy i sam proces jej tworzenia, ale dla mnie tęcza ma wymiar magiczny, nie boję się jej, bo  jest pięknym zjawiskiem. Jakaś część mnie czuje, że jest zapowiedzią czegoś miłego, dobrą przepowiednią na przyszłość. Chyba nawet bym nie chciała rozumieć, niedopowiedzenie daje pole do fantazjowania...
Naukowiec będzie się ze mnie śmiał, a ja z jednej strony rozumiem chęć ludzi do zbadania wszystkiego co nas otacza i rozebrania na części pierwsze, a z drugiej  chciałabym, żeby to co magiczne pozostało nadal magicznym, ulotną chwilą, która daje nam tyle radości.
 
Kolekcjonuję niezwykłe widoki w pamięci, czasami udaje mi się utrwalić je na zawsze. Nigdy nie są tak spektakularne, jak w rzeczywistości, ale zawsze próbować warto.

Takie niesamowite widoki utrwaliłam kilka lat temu w  załęczańskim parku krajobrazowym. Wtedy dzień witał się z nocą...

Ciekawa jestem, czy macie takie zjawiska, które powodują u Was przyśpieszone bicie serca i chęć utrwalenia ich na zawsze  w pamięci.
Cieplutko Was pozdrawiam.:))

poniedziałek, 18 maja 2015

Z bzem bez umiaru.

Witajcie kochani.
Słonecznego tygodnia Wam  życzę, kolejnych pięknych dni wypełnionych zapachem konwalii i piwonii, bo już chyba bez bzu. W ostatniej chwili zerwałam kilka gałązek, dodałam żółtą smagliczkę i w domu przez wiele dni gościł  cudny zapach.  Dzięki pisaniu bloga na nowo zachwycam się kwitnieniem moich roślin i odkrywam wiele zapomnianych zapachów.

Bez  skomponował się kolorystycznie z obrazem kupionym na wyprzedaży z powodu tematyki  bliskiej mojemu sercu i wcale mi nie przeszkadza trochę kiczu. Kilka zapomnianych bibelotów, które zwykle są schowane gdzieś głęboko, a tu też pasowały.

Wypatrzyłam dwa ciekawe, bardzo stare egzemplarze bzu.
Połączenie dwóch kolorów. Ciekawa jestem, czy tak został zaszczepiony, czy po prostu obok siebie rosną dwa różne krzewy, praktycznie są to ogromne drzewa.
Mój własny bez, który był wielokrotnie przeze mnie przesadzany,  aż wreszcie znalazł ostateczne miejsce. Po przekwitnięciu trzeba wyciąć przekwitłe kwiatostany, za rok bez nam się odwdzięczy pięknym kwieciem.

Obawiam się, że to najczęściej przytaczany wiersz  o tej porze roku, ale urywek z Kwiatów polskich Juliana Tuwima bardzo mi tutaj pasuje i nie mogłam się powstrzymać przed jego przytoczeniem.

 A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przebiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Flimon szarpany za podpinkie.
Szofer czarował go natralnie,
Że on zapychał leguralnie,
I "Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! Rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło".
Policjant mówił: "Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz anhoholem" -
I nagle krzyk : "To ja chramolę!"
I "Nie bądź pan tu za szemrany!"
A kuchta w pisk: "Zabiją! Rany!"
A Józio w pysk, z Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy - majowego kwiatu.
Potem to ślicznie Wiech uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham...
I cóż pan też uskutecznia?
I tak pan Tuwim uskutecznił, a  wyszukiwacz błędów  podkreślił bardzo dużo nieregulaminowych słów.
Kochani, dziękuję Wam za każdą wizytę i każde dobre słowo. Ucałowania.

niedziela, 10 maja 2015

Inny odcień bieli

Już dawno nie było nic o malowaniu, więc dzisiaj kolejna porcja uzbieranych świeczników. Idealnie do ich  malowania nadają się farby kredowe, chociaż część z Was na nie narzeka. Tym razem pokombinowałam z innym wykończeniem. Po nałożeniu pierwszej warstwy wosku, dodałam trochę patyny i bardzo mocno przetarłam, dzięki czemu uzyskałam zupełnie  inny odcień. W dotyku świeczniki są jedwabiste.
Te dwa podobają mi się wyjątkowo, są  śliczne, kształtne, powiedziałabym delikatne i ujmujące, (o, Matko, przecież to są tylko zwykłe świeczniki ) Trudno, tak już mam.
Jako tło posłużyła ogromna komoda, o której kiedyś napiszę.
Do towarzystwa świecznikom dodałam ramkę z odzysku, typowy plastikowy  koszmarek ze złotymi zdobieniami. Na szybko zrobiłam wypełnienie z  nadruku na papierze nutowym, białe  passe -partout i mam kolejny obrazek. Z czasem na pewno znajdę inne zastosowanie ramki.


Jestem ciekawa, jak Wam się podoba nowe oblicze mojego bloga. Sama się na razie przyzwyczajam.
Z serdecznymi pozdrowieniami pozostaję...

środa, 28 stycznia 2015

Vintage

Nie mogę  przejść obojętnie obok  nikomu niepotrzebnych  przedmiotów,  mój wzrok zawsze takie biedule wyśledzi, mój mózg zachwyci się potencjałem bardzo głęboko czasami ukrytym w przedmiocie, ręce zapłacą i te same ręce potem dopracują i  zwrócą choć odrobinę urody.
Zacznę od starutkich szewskich  kopytek, zresztą widać, ile lat służyły w warsztacie, jest to pierwsza rzecz, której pomalować nie chcę i nie mogę, ale musiałam je potraktować wysokim papierem ściernym, bo można było ręce pokaleczyć, zresztą na tym drewnie widać nieskończoną ilość skaleczeń,  obtarć  i wgnieceń. Na stare lata znalazły kąt i u mnie będą już tylko odpoczywać na koronkach, czasami mogą też powisieć.




Z innych  nowości przeróbkowych, nawróciłam na słuszną drogę dwa świeczniki i wieszaczek. Wszystko potraktowałam farbą akrylową.  Świeczników nigdy dość, a i na półeczkę zawsze znajdę miejsce, chociaż niektórzy zaczynają trochę marudzić, że dom nam się kurczy. W końcu to są właśnie moje bibeloty.
 Świeczniki dołączyły do swoich bladolicych towarzyszy i się wśród nich pięknie zaaklimatyzowały.


Uwielbiam drewno w każdej postaci, kiedyś myślałam, że to kamień jest mi najbliższy, ale wszystko się zmieniło, gdy zaczęłam moje eksperymenty ze wszystkim co jest drewniane,  potrafię się na nie nie tylko gapić, jak przysłowiowy wół, ale sam dotyk drewna sprawia mi radość, nawet gdy jest pomalowane.

  
Święty obrazek z ramką  pochodzi z 1947 roku.
 A tak to wyglądało przedtem.

środa, 29 października 2014

Potyczki ze starą ramką.

Witam
Znacie mnie już trochę i wiecie, ze lubię rzeczom niepotrzebnym nadawać nowe życie, tak było i tym razem.
Wśród moich zbiorów wszystkiego, co może się kiedyś przydać, znalazłam starą brązową ramkę ze szkłem, stary obrazek Bambino, który był większy od ramki, ale postanowiłam to wszystko połączyć w jedno.  W sklepie, w którym zazwyczaj kupuję gotowe passe-partout nie mieli, nie mają i nie będą mieć owalnego kształtu, a akurat taki mi się zamarzył. Wymyśliłam sobie, że samodzielnie coś takiego wykonam.


Wymierzyłam wewnętrzną stronę ramki i wycięłam ze starego kalendarza biały prostokąt o tych wymiarach. Po odmierzeniu odległości od krawędzi, wycięłam środek w kształcie owalu (wykorzystałam owalny talerz)

Teraz musiałam znaleźć materiał, którym obłożę wycięty biały prostokąt. Mój wybór padł na tzw. klejonkę, którą wyprasowałam i wycięłam po dodaniu zapasu na zakładkę z każdej strony.  Materiał okazał się trochę za twardy, ale nie miałam ciemniejszego lnu, więc kontynuowałam pracę z tym, co miałam.

Prostokąt odwrócony białym do dołu, teraz wycięłam w materiale kolejny otwór owalny  (mniejszy talerz) i  musiałam naciąć nożyczkami co mniej więcej 3 cm, żeby zawinąć materiał pod spód prostokąta i go przymocować.

Rogi materiału wycinamy, wszystko zaprasowujemy żelazkiem. Teraz trzeba to solidnie przymocować, ja użyłam  pistoletu z klejem, ale klej może być inny.


Materiał trzeba porządnie naciągnąć,żeby nie było zmarszczeń.

Na tak wykonany tył passe-partout nakładamy i klejem przymocowujemy wycięty obrazek. Teraz pozostaje ułożyć wszystkie elementy po kolei, odwróconą ramkę, szkło (koniecznie w rękawiczkach), passe-partout  z przyklejonym obrazkiem, na koniec trzeba to porządnie zamocować, czyli przykryć tę "kanapkę" porządną tekturą (ja użyłam starej) i jeszcze okleić taśmą.

  
Efekt końcowy i wnioski. Klejonka jest za gruba i za twarda, najlepszy byłby len, ale ja jestem w gorącej wodzie kąpana i musiałam pomysł natychmiast zrealizować. Ze szkłem zawsze trzeba pracować w rękawiczkach, linie papilarne po wewnętrznej stronie szkła nie są atrakcyjne.

Wszystko wyglądało przyzwoicie, na szczęście gotowej pracy nie powiesiłam na stałe, tylko postawiłam na szafce. Jakież było moje zdziwienie nazajutrz.

Okazało się, że nie dość dobrze zamocowałam całość z tyłu  i wszystko się rozpadło. Kupiłam więc  odpowiednie taśmy do mocowania, okleiłam porządnie, a obrazek nadal stoi w fazie eksperymentalnej, wytrzyma, czy nie wytrzyma? Najprawdopodobniej jeszcze nie raz zastosowanie ramki się zmieni. Oj, czasami mogłabym zwolnić i wszystko przewidzieć, ale już taka jestem niedoskonała  i zmienna. Dopiero dzisiaj przypomniałam sobie, że dawno temu Penelopa podała staranny przepis na passe-partout klik

Na pocieszenie trochę żółci z jesiennej palety barw. Czy macie ulubione piosenki związane z jesienią? Dla mnie  we wrześniu Mimozami jesień się zaczyna Czesława Niemena, w październiku   W żółtych płomieniach liści  Skaldów i Łucji Prus i obowiązkowo Jesień idzie przez park  Krzysztofa  Klenczona. 
















 

Na zakończenie kolejny jesienny wianek, warzywno-owocowy tym razem.
Pozdrawiam Was serdecznie, zapraszam ponownie i dziękuję, ze do mnie zaglądacie.
//Pinterest widget