Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Warszawskie migawki i teatralna uczta

Witam was, kochani.
Ostatnio odwiedziłam Warszawę i  podzielę się z Wami kilkoma pstrykami. Plac Zamkowy jak zwykle pełen różnych dźwięków, gwaru,  obcobrzmiących języków, różnobarwnego tłumu, pokazów, występów i turystów oraz zapachów.

 Pod Fukierem piękny obrazek, przyciąga wzrok od razu po wejściu na Rynek Starego Miasta.


Poprzedni post o Warszawie zakończyłam na Placu Zamkowym /klik/, a  dzisiaj pójdziemy trochę dalej, aż za Barbakan ulicą Freta. Pstryki są bardzo wybiórcze,  chciałabym przedstawić więcej, ale i tak nie mogę pokazać wszystkiego.


Dom, w którym urodziła się i mieszkała Maria Skłodowska.
Na ulicy Długiej znajduje się jeden z najpiękniejszych  sklepów dla plastyków, majsterkowiczów i renowatorów mebli. Ja zawsze dostaję w tym sklepie oczopląsu i zakupiłam okazyjnie już sporo dekorów i uchwytów. Wszelkie przeceny i okazje zawsze powodują u mnie ekscytację i przyśpieszony puls. Naprawdę nie jestem dusigroszem, ale lubię korzystać z nadarzających się upustów, a w tym sklepie zawsze coś ciekawego wyszperam.


Idąc dalej  ulicą Freta dochodzimy do  restauracji na rogu, przy której  zawsze się zatrzymuję, żeby popatrzeć  na  ten talerz, zimą również. Ten cebulak jest nie dość, że ogromny, to i stary.

Rynek Nowego Miasta,   kościół św. Kazimierza, inaczej sakramentek.  Perełką serca Nowego Miasta jest urokliwa XIX-wieczna studnia, to właśnie tu znaleźć można herb Nowej Warszawy - pannę z jednorożcem.

Pomnik Marii Curie Skłodowskiej na skarpie, odsłonięty w czerwcu 2014 roku, uczona spogląda na fontanny, Wisłę i praską stronę stolicy.

Fontanny i pluskowisko znajdują się niżej, trzeba zejść po schodach.
Zespół fontann uruchomiono 7 maja 2011, w związku z jubileuszem 125-lecia Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK). W piątkowe i sobotnie wieczory (a czasami również w inne dni)  od maja do września odbywają się tutaj 30-minutowe pokazy multimedialne „woda-światło-dźwięk” z wykorzystaniem reflektorów LED i laserów.


Obok  naprawdę świetnie  pomyślany pomnik, tym razem Williama Lindleya,  brytyjskiego  inżyniera, który opracował projekt miejskiej sieci kanalizacyjno-wodociągowej dla Warszawy
Projekt zakładał budowę Stacji Pomp Rzecznych po praskiej stronie brzegu Wisły oraz stacji z urządzeniami uzdatniającymi wodę do picia. Projekt został zrealizowany przez dwóch z trzech jego synów. Pierwsze uruchomienie wodociągów nastąpiło 3 lipca 1886  roku. Pokazuję zdjęcie zrobione jesienią, latem ławeczka zawsze jest zajęta.

Jeszcze kilka migawek z Warszawy nocą. Widok  na Most Świętokrzyski i Stadion Narodowy.
Przed Pałacem Prezydenckim zawsze spora grupa ludzi.
Hotel Bristol
Gmach Zachęty  i PKiN
Rok temu obejrzeliśmy "Zemstę" w Wilanowie /klik/ W tym roku  trafiła nam się równie miła gratka, w niedzielę 16 sierpnia, czyli tydzień temu,   pod  PKiN obejrzeliśmy bardzo ciekawy plenerowy pokaz spektaklu  Teatru Montownia. Sztuka irlandzkiej pisarki Marie Jones  "Kamienie w kieszeniach"  ukazuje społeczność irlandzkiej wioski i hollywoodzki plan filmowy, reżyserem spektaklu jest Krzysztof Stelmaszyk.
W spektaklu grają Maciej Wierzbicki i Rafał Rutkowski. Grają to mało powiedziane, oni wcielają się w role kilkunastu osób,  statystów, znerwicowanego reżysera, gwiazdę filmową, itp. Innowacyjność tego przedstawienia wymaga od aktorów nieprzeciętnego talentu,  fizycznej wytrzymałości, ponieważ grają bez przerwy, grają też bez charakteryzacji i  bez zmian kostiumów.  Zderzenie opowieści o wielkiej machinie filmowej z irlandzką prowincją  w wykonaniu tylko dwóch aktorów wymaga od widza uruchomienia wyobraźni, ale problemów z tym nie miał nikt na widowni. Poza tym dla wszystkich wystarczyło krzeseł i foteli, a teatr pod gwiazdami ma w sobie dodatkową moc. Atmosfera podczas spektaklu panowała dosyć swobodna, ale   najważniejsze, że bardzo się podobał.


Wybaczcie mi niektóre słabe zdjęcia pstrykane komórką. Mili moi, w ostatnim tygodniu brakowało mi czasu na pisanie, bo mieliśmy u siebie wnusię, w tym tygodniu też chyba lepiej nie będzie.   Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy zaglądają do Bibeloteki. Do następnego razu.



środa, 18 lutego 2015

Afryka we Wrocławiu ?

Witam Was serdecznie.
Tydzień temu  byłam we Wrocławiu, żeby obejrzeć inscenizację "Mistrza i Małgorzaty" we wspaniałym nowym teatrze Capitol, który robi niesamowite wrażenie.
Być we Wrocławiu i nie widzieć afrykarium ? Trzeba było połączyć cele. Koniecznie i obowiązkowo, świetny parking pod Halą Stulecia, bilety bez problemu, ale może z powodu dość chłodnej pogody, (lepiej przedzwonić, bo różne opinie słyszałam )
Nie napiszę popularno-naukowego posta, tylko pokażę kilka zdjęć, które słabo się mają do rzeczywistości, bo fotograf ze mnie żaden. Można wszystko obejrzeć przez godzinę, ale można tu spędzić cały dzień. Każdy znajdzie dla siebie coś fascynującego, ja czułam się jak dziecko, odkrywające świat  rybek w paski i  kropki, czy  żółwi pływających nad głową. Ogrom przestrzeni wypełnionej wodą  zachwyca i stwarza  możliwość obserwowania przyrody z wielu punktów, mamy wrażenie uczestniczenia w tym wodnym spektaklu. Efekty są spektakularne, podobne towarzyszyły  mi podczas oglądania "Awatara" w 3D








Pierwszy raz widziałam piękny Wrocław saute, bez kawiarnianych ogródków, barów i tłumów ludzi, jak zwykle zachwyciłam się architekturą miasta, jego klimatem, do tego ranek był przepiękny, słoneczny... Zawsze zostawiamy sobie coś do obejrzenia na następny raz, żeby było po co wracać. Teraz przyszedł czas  na Aulę Leopoldyńską i podziwiałam miasto z wieży. Imponująco wygląda  Sky Tower pomiędzy wieżą Ratusza  a Bazyliką św. Elżbiety


W drodze powrotnej odwiedziliśmy Oleśnicę, przejeżdżając w pośpiechu przez to miasto wielokrotnie, zawsze sobie obiecywaliśmy, że kiedyś zatrzymamy się na dłużej, ale nie zdążyliśmy.. Teraz, gdy jest S8 specjalnie pojechaliśmy do tego bardzo zadbanego miasta. Niestety,  zamku nie można zwiedzać, mieszczą się w nim lokale  użyteczności publicznej





Dziękuję za odwiedziny  i komentarz...


niedziela, 1 lutego 2015

Szafa po przejściach

Kochani, witam Was gorąco po pięknej, słonecznej  niedzieli i życzę  więcej słońca na następny tydzień.
 W  ostatnim poście pokazałam  świeczniki przy lustrze od  szafy, którą  dzisiaj prezentuję. A świeczników mam naprawdę  więcej, chyba nawet o wiele za dużo.
Za to szaf w domu nigdy dość, ta akurat podobała mi się średnio, ale mój M. zdecydował o kupnie. Kilka razy zmieniała miejsce postoju, od początku miałam ochotę ją  przemalować i w końcu niektórzy ulegli namowom i nawet pomagali. Mebel już jest po transformacji, mam nadzieję, że Wam też się spodoba. Farba akrylowa kilka razy  cienko nakładana   wałkiem na podkład do drewna,  całość  oskrobana bardzo delikatnie. Zrobiło się  jasno, wręcz czyściej  w pokoju  i za to kocham biel.



 



Tak wyglądała cała szafa, ale oczywiście nie zrobiłam zdjęcia całości, która była  brązowa i  lakierowana. Jeśli mowa o szafie, to nie przedstawia wartości, jeśli nie ma w niej wieszaków. Kupiłam trzy takie dość dziwne, ale po przemalowaniu i przetarciu są do zaakceptowania.





Nie udawały się zdjęcia w szafie, więc łapałam słońce na podłodze.

Dzisiaj  mieliśmy cudowną pogodę,  po raz trzeci w tym roku świeciło słońce, byliśmy znowu na spacerze nad Wartą, nazbierałam trochę gałązek i w ramach eksperymentu wsadziłam do wody. Wiem, że  zdjęcia słabe robię, ale takie piękne słońce było, że musiałam  trochę poeksperymentować




POLECAM.

Teraz  trochę na zupełnie inny temat. Udało się  nam obejrzeć monodram "Amok" w wykonaniu Kamila Maćkowiaka, byliśmy i jesteśmy pod  wrażeniem ogromnego talentu tego młodego aktora. W ciągu krótkiego czasu utworzył Fundację Kamila Maćkowiaka i przygotował 3 monodramy. Można je obejrzeć w  Akademickim Ośrodku  Inicjatyw Artystycznych w Łodzi lub w Teatrze Polskim w Warszawie
Bohaterem spektaklu "Amok" jest James -uzależniony od alkoholu i narkotyków młody człowiek, którego dramatyczne przeżycia wbijają  widza w fotel, monodram trwa ponad godzinę, ale nie czuje się upływu czasu. Każda minuta jest wykorzystana na dotarcie do widza, a umiejętnie zastosowane  środki audio wzmacniają przesłanie monologu.
Bardzo polecam.

czwartek, 1 stycznia 2015

Noworoczny miszmasz

Kochani moi, witam Was serdecznie już w nowym roku, dziękuję Wam za wszystkie miłe życzenia i komentarze oraz za każdą chwilę, którą mi poświęciliście.


Niech młody roczek  obdaruje Was
 mnóstwem radosnych dni,
 pomyślnością we wszystkich działaniach,  wytrwałością w spełnianiu zamierzeń i siłą w codziennym życiu.


Od pewnego czasu Sylwester jest dla mnie znakiem przemijania, nie cieszy już tak bardzo, jak kiedyś. Nowe odliczanie, nowe zamiary, wszystko nowe, jakbym przekraczała jakieś granice bez powrotu, a przecież każdy następny rok to ciąg dalszy  mojego życia, niczego nie zamykam, niczego nie muszę  podsumowywać, rok to tylko symboliczna miara upływu czasu. Niestety nieodwracalnie się starzejemy i z czego tu się cieszyć?...
Nie, nie,  na szczęście to tylko chwilowy stan umysłu, tak naprawdę cieszę się bardzo, że dnia od dzisiaj przybywa, że jestem gotowa na podejmowanie nowych wyzwań i zadań, że nie boję się nowości,  że ciągle jestem ciekawa, co dalej,  że jeszcze bardzo  i ciągle mi się chce!!!


Miałam podobny pomysł, jak Paulina z Zieleni na zrobienie fotek świątecznej Warszawie, ponieważ warszawskie iluminacje z każdym rokiem pięknieją i zaskakują pomysłami. Nie zdążyłam zrobić wszystkich zdjęć, bo wszystko w te święta działo się w biegu, ale przepiękne fontanny, albo daniele z karocą na Placu na Rozdrożu to  bajka  bez słów. Myślę, że  przy następnych odwiedzinach to nadrobię.
Tymczasem iluminacje na Krakowskim  Przedmieściu.

Przesłodka kompozycja dla dzieci na rynku Nowego  Miasta, mimo późnej pory dzieciaczki stały z otwartymi buźkami słuchając opowieści o misiu. Już sobie wyobrażam nasze spacery z wnusią...

Chyba jeszcze o tym nie pisałam, ale ilekroć jesteśmy w Warszawie staramy się pójść do teatru.  Tym razem trafiliśmy do Teatru Współczesnego na "Taniec albatrosa" Géralda Sibleyrasa. Niby prosta komedyjka  o jednym  weekendzie pięćdziesięciolatków, podczas którego poznajemy ich problemy, a raczej  perypetie, w które są uwikłani. Śmiech na widowni wybucha co i rusz, a oglądaniu towarzyszy  zachwyt nad Andrzejem Zielińskim, który gra zoologa śledzącego zagrożone wymarciem gatunki i w cudowny sposób wykonuje tytułowy taniec. Towarzyszą mu świetna Agnieszka Pilaszewska jako siostra i Leon Charewicz -przyjaciel. Żeby skomplikować akcję pojawia się też młodziutka narzeczona... Artyści teatru tworzą świetną ekipę, widać to zwłaszcza przy ukłonach, gdzie nie ma ról pierwszoplanowych, nikogo się nie wyróżnia,  wszyscy kłaniają się razem. Widzieliśmy to już  poprzednio na sztuce "Napis" również Geralda Sibleyrasa.

Przyznam się Wam do tego, że zatęskniłam do zwykłych dni, kiedy zajmę się swoimi ulubionymi zajęciami.
//Pinterest widget