Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2020

Kradziejstwo?

Mojego bloga Bibelotekę prowadzę już siódmy rok, nie zależało mi na ilości gości i liczbie wyświetleń, przede wszystkim liczyłam na znalezienie przyjaciół, ludzi,  z którymi mogę się dzielić smutkami i radościami.  Jest to też  pamiątka- zapis kolejnych lat i z każdym rokiem dzielenie się z Wami moimi sprawami i korespondencja z Wami sprawiają mi coraz większą przyjemność. Po trzecie jest to sposób na wyrażenie siebie poprzez moją skromną działalność rękodzielniczą, która daje mi mnóstwo satysfakcji, ona po prostu nadaje sens moim dniom...Dzięki moim licznym pasjom mam siłę do pokonywania trudności i przezwyciężania mentalnych barier. Dzięki nim udowadniam, że emerytura to nie jest czas narzekania i założonych rąk, ale czas  poszukiwań  nowego twórczego życia i odkrywania kolejnych fascynacji.

Zabolało mnie, gdy zobaczyłam inną Bibelotekę , gdyż  ktoś wykorzystał moją nazwę i moją dotychczasową pracę w innych celach...

niedziela, 13 listopada 2016

Leonard Cohen- Otrzymałem godność poety...


"Zapaliłem zielony ogarek,  by zazdrość ukłuła cię też
Lecz zleciały się zewsząd komary na wieść, że już można mnie zjeść
Zebrałem więc pył z szarych nocy i dni i wsypałem w twój but pełną garść
Postąpiłem jak zbój dewastując twój strój, którym przecież podbiłaś ten świat..."

To są słowa  jednego z pierwszych utworów Leonarda Cohena poznanych prawie 4 dekady temu. W akademiku moje koleżanki Ewa, Ela i Wanda grały na gitarach, a cała reszta śpiewała totalnie irracjonalny tekst. Naprawdę poznaliśmy  Cohena dzięki płycie   Macieja  Zembatego, który  tłumaczył jego utwory, a z czasem również je wykonywał. Znaliśmy zatem polskie wersje, nie znając oryginału. Te najstarsze piosenki są najbliższe mojemu sercu.
Po kilku latach zjawił się z przebojami  Dance Me  to the End and Love, a potem  In my Secret Live , którymi podbijał serca ludzi, część znała Go tylko z tych piosenek.  Kiedy powstał film Shrek z Jego  słynną balladą Hallelujah,   ludzie pokochali ją do tego stopnia, że w jakiś sposób stała się hymnem, śpiewanym nawet przez księży podczas Mszy dla Młodej Pary.  Dla mnie Leonard Cohen na zawsze pozostanie autorem i wykonawcą piosenek, które odkrywały świat dziwny i niepojęty, ale bardzo nastrojowy i depresyjny, chociaż, jak sam mawiał, linie melodyczne do skomplikowanych nie należały. Śpiewał w charakterystyczny sposób, niesamowicie niskim głosem, czasami była to tylko recytacja. Ostatniej płyty jeszcze nie poznałam, znam tylko You want it darker



Zdążyłam być na Jego koncercie na Torwarze, to były dwie i pół godziny uczty dla uszu, spełnienie marzenia z młodości, nie zawiodłam się, szarmancki Pan w kapeluszu zniewolił całą publiczność.
Kiedy usłyszałam, że Nagrodę Nobla otrzymał Bob Dylan, zastanowiło mnie, dlaczego nie Cohen?
 Polecam Wam (jeśli  lubicie  Jego twórczość) piękny film   Leonard Cohen Im your man  z 2005 roku, czyli zapis koncertu, w którym znani wykonawcy interpretują Jego piosenki, m.in.  cudowne głosy z chórku: Julie Christensen i Perla Batalla, Rufus Wainwright, Antony i zespół U2 i inni.

Na koniec piękna piosenka, bardzo stara, ale śpiewana młodym głosem poety. Może takiego Go  nie znacie.
Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Na pewno cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób

Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany ?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób

Pożegnałam barda, który był dla mnie bardzo ważny. Musiałam  o tym napisać. :(

czwartek, 25 sierpnia 2016

Warszawskie koncerty na upał i burzę


Witajcie, kochani. 
Jeśli lubicie muzykę i kwiaty, zapraszam na dzisiejszy post, jeśli nie, to też zapraszam. Czasami tak się składa, że zupełnie przypadkowo trafiam na ciekawe imprezy, tym razem trochę zaplanowałam niedzielny odpoczynek w Warszawie. Piękna pogoda w ostatnią niedzielę sprzyjała spacerom, w planie mieliśmy koncert Filharmonii Narodowej, Łazienki i Ogród Botaniczny. Zaczęliśmy od śniadania na Mokotowie. Żałuję, że nie mam w sobie tyle odwagi, żeby pstrykać zdjęcia ludziom, ale to miejsce  i bardzo rodzinny klimat warto było utrwalić, ogromna ilość ludzi i straganów z żywnością, a wszystko w parku przy Puławskiej naprzeciwko   Królikarni.



 
O 12.00 po drugiej stronie ulicy, w Królikarni w każdą niedzielę sierpnia odbywają się koncerty muzyki poważnej. Trafiliśmy na koncert Orkiestry Filharmonii Narodowej pod dyrekcją  Jacka Kaspszyka. Usłyszeliśmy  Uwerturę Coriolan   i Koncert skrzypcowy Ludwika van Beethovena z solistką Marią Machowską.
Jeśli komuś nie wystarczyło krzeseł,  można było rozłożyć na trawie koc, gazetę, cokolwiek, byleby siedzieć, bo koncert trwał ponad godzinę. Cały trawnik był zajęty, rosnąca pośrodku stara jabłoń zapewniła wystarczającą ilość cienia siedzącym i leżącym, wkrótce cały trawnik  zapełnił się ludźmi. Koncert prowadził. p. Paweł Sztompke.
Kochani, jeśli chcielibyście być na takim koncercie,  to w następną niedzielę o  12.00 Orkiestra Symfoniczna i Chór  Filharmonii Narodowej (150 osób) zaprezentują  IX Symfonię Beethovena. Są chętni?
 28 sierpnia odbędzie się również  koncert z cyklu  W Brzask o godz. 5 rano!!!To na pewno nie dla mnie.


W oczekiwaniu na Koncert Chopinowski o 16.00 zwiedziliśmy po raz pierwszy   Ogród Botaniczny UW, który mieści się w Łazienkach. Muszę się przyznać, że było to dla mnie bardzo ważne przeżycie, bo natknęłam się na przepiękne kwiaty, które noszą nazwę georginie. Pamiętam doskonale, że były to ukochane kwiaty mojej Babci Stefci,  która tak nazywała dalie, do tej pory nie wiedziałam, że georginie i dalie to jedno( ale jak się kocha japońskie ogrody, to nie dziwi)
Georginie rzuciły na mnie urok, oczarowały nie tylko z sentymentu, ale są tu  naprawdę  bardzo wysokie i bujne egzemplarze z ogromnymi kwiatami.




 Bardzo ciekawe pomysły do wykorzystania we własnym ogrodzie, prosty domek dla pogromców mszyc i pięciogwiazdkowy hotel dla owadów

Kiedy nagle  niebo się  dosłownie otworzyło i zaczęła się ulewa,  byliśmy już na szczęście w Oranżerii.
O 16 już nie tylko lało, ale i grzmiało i  błyskało. Napstrykałam trochę zdjęć w Oranżerii, ale pokażę je innym razem, przez ulewę spóźniliśmy się na Koncert Chopinowski, ale ludzie mimo deszczu wędrowali w kierunku pomnika Chopina. Niektórzy zatrzymywali się na dłużej, inni przemykali w pośpiechu uciekając przed deszczem. Już  kiedyś pisałam post o koncercie w Łazienkach
Tym razem grał p. Rafał Łuszczewski, czarowny klimat w Łazienkach bez względu na pogodę zapewniony, po prostu Chopin tak działa.


Kochani, życzę Wam pięknej pogody, cudownego wypoczynku i serdeczności wszystkim zaglądającym do Bibeloteki przesyłam.:)

niedziela, 5 października 2014

Gór mi mało...

Witam Was jesiennie i wracam w Bieszczady, którymi przed laty zaraził mnie mój M. Zdjęcia są robione dobrym aparatem i mogą się otwierać długo, ale warto poczekać. Wspominałam w poprzednim poście, że bardzo dużo już widzieliśmy w tych górach, ale ja po którymś wejściu na Rawki nie dałam rady zejść ze stoku o nachyleniu 45 stopni i odchorowałam wszystkimi kończynami to zejście.  Od tamtej pory chodzę i owszem, ale  tylko po nizinach. Teraz zrobiłam mały wypad na Połoninę Wetlińską, powolutku, pomalutku, chociaż  trasa jest bardzo łatwa, ba, krążą legendy o paniach, które wysiadały z autokarów na Przełęczy Wyżnej i wędrowały w pantofelkach do schroniska Chatka Puchatka.

Najpierw droga prowadzi przez las.
 Na szczęście koniec września sprzyja cichym wejściom właśnie  takich  jak ja wędrowców poszukujących ciszy , spokoju i kontaktu z przyrodą. Tu po ponad pół godziny już wychodzimy na otwartą przestrzeń połonin, zaczyna hulać wiatr, a my powolutku, pomalutku...

Widok na Hnatowe Berdo i niedostępny Roh po prawej stronie
połoniny zszarpane wiatrem, pożółkłe od słońca, jeszcze  pachnące latem.
 A z Wetlińskiej przy Chatce piękny widok na Połoninę Caryńską i jeszcze dalej na Tarnicę, a czasami nawet Halicz  i najwyższy szczyt Pikuj po ukraińskiej stronie.

Miałyśmy okazję podejrzeć ekipę filmową przy pracy nad reportażem o twórcy schroniska Chatka Puchatka, która od 1967 r. działa jako całoroczny obiekt z obsługą. Przez większą część tego czasu (z przerwami do dzisiaj) prowadzi je jeden z najbardziej znanych bieszczadzkich pionierów, Lutek Pińczuk. Ponoć to o nim mówi modna kiedyś piosenka o "szałasie na połoninie" i koniu, co "polubił siana woń".


A tymczasem...
 Mój M. nawet w Alpach tęsknił do krainy Biesów i Czadów, a  w tym roku spełnił swoje marzenie, wybrał się na trzydniowy studencki rajd, organizowany przez  SKPB (reprezentował  gdyńską WSM i wiek nie miał tu żadnego znaczenia) Uczestnicy rajdu nocowali  w schroniskach, czasami bez światła,

raz nawet pod namiotem
 
 
jedli potrawy   przygotowane na ognisku, dźwigali na plecach plecaki z całym wyposażeniem,
czasami wypoczywali wśród traw,
dzielili się wrażeniami 
podziwiali piękno przyrody, tu poniżej tamę wykonaną przez bobry, pokonywali kilometry tras, boso przechodzili przez strumienie

i mieli ogromną przyjemność wędrowania i śpiewania z częścią legendarnego zespołu "Zgórmysyny", którego liderem jest kultowy artysta Jarmuż.


A część damska wyprawy spędzała czas też bardzo kulturalnie. Zatrzymałyśmy się w Cisnej w pensjonacie Oberża pod kudłatym aniołem. To miejsce, które muszę Wam przedstawić, bo oferuje świetne posiłki, naleśniki tak smaczne, jak w Chacie Wędrowca, a fuczki (placki z kiszoną kapustą) i pierogi to po prostu bajka. Sam właściciel p. Barnaba jest przemiłym gospodarzem i kreatywnym organizatorem.   Właśnie w Oberży odbył się koncert Roberta Kasprzyckiego. Wystarczy gdy przypomnę Wam piosenkę  Niebo do wynajęcia lub Trzymaj się wiatru, kochana, a wiadomo, o kogo chodzi. Bardzo zdolny twórca, wykonawca,  wirtuoz gitary i fantastyczny showman.  Skłonił brać bieszczadzką do zadumy, a potem do wybuchów nieprzerwanego śmiechu. Polecam z całego serca. Na gitarze basowej towarzyszył  Krzysztof Wyrwa.
 Śmieję się, że kultura sama mnie szuka, wręcz wpycha się oknami i drzwiami i w Bieszczadach też mnie znalazła.


 Tym miłym akcentem zakończę ten długi post z ostatnich dni września. Została mi jeszcze do opisania zaskakująca słowacka strona.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, zapraszam do odwiedzania mnie i do następnego razu.

czwartek, 25 września 2014

W Łazienkach

Witam Was  serdecznie.
W dalszym ciągu jestem w Bieszczadach, ale obiecałam post z niedzieli. Dzisiaj o Muzyce.


Już się chyba domyślacie, gdzie spędziłam część ostatniej niedzieli. W Łazienkach Królewskich odbywają się Koncerty Chopinowskie i udało mi się być na jednym z nich. Przy fortepianie zasiadła Bronisława Kawalla. Nie podam Wam kolejno wykonanych utworów, bo nie zapamiętałam wszystkich, nastawiając się na łapanie klimatu  i ciesząc się możliwością kontaktu z żywą muzyką. Był nokturn, trzy walce i naprawdę piękny, jesienny  klimat. Spadające z drzew liście potęgowały wrażenie  nostalgii, lekkiego smutku, który towarzyszy upływowi czasu, a świadomość obcowania z muzyką Chopina zwilżyła  mi oczy i wcale się tego nie wstydzę.
 




Ludzie siedzieli lub leżeli zamyśleni, niektórzy spacerowali  w poszukiwaniu idealnego miejsca do słuchania, przechodzili też zdziwieni dźwiękami fortepianu, przystawali na chwilę i ruszali dalej w poszukiwaniu kolejnych wrażeń. Jeśli ktoś opuszczał miejsce siedzące, natychmiast zajmował je ktoś z  dalszych rzędów i nawet taka zamiana  odbywała się w ciszy i skupieniu.
 Znalazła się też bohaterka drugiego planu, ale przykuła uwagę kilkorga dzieci i na chwilę moją.

  

Niech Was nie dziwi ta chwila refleksji, bo częściej bywam na koncertach rockowych, niż muzyki klasycznej, ale obcowanie z każdym rodzajem  sztuki kocham. Na koncertach Pink Floyd tez popłakałam się ze wzruszenia, bo słuchając ich przez dziesiątki lat do głowy mi nie przyszło, ze kiedykolwiek ich zobaczę i posłucham na żywo (i Gilmoura i Watersa) Miłość do rocka  wcale mi  nie przeszkadza zachwycać się muzyką naszego Chopina i to właśnie ta różnorodność zainteresowań jest wspaniała w każdym z nas.
Znalazłam  program koncertu Bronisławy Kawalli
Nokturn H-dur op.9 nr.3,
2 mazurki op.7:
nr.1 B-dur
nr.2 a-moll,
Impromtu cis-moll op.pośm.,
3 walce op.34:
nr.1 As-dur
nr.2 a-moll,
nr.3 F-dur,
Andante spianato i wielki polonez Es-dur op.22
Z ciekawostek podam Wam jeszcze, że później koncertowała Monika Rosca, która grała rolę Nel w ekranizacji "W pustyni i w puszczy" z 1973 roku. O tej porze byłam już jednak daleko.

Nie wiem dlaczego moje posty pojawiają się z dość dużym opóźnieniem w internecie, czasami mija kilka godzin od opublikowania.
 Serdecznie Was pozdrawiam, dziękuję za odwiedziny i za każdy pozostawiony komentarz.

//Pinterest widget