Kochani moi, witam Was serdecznie już w nowym roku, dziękuję Wam za wszystkie miłe życzenia i komentarze oraz za każdą chwilę, którą mi poświęciliście.
Niech młody roczek obdaruje Was
mnóstwem radosnych dni,
pomyślnością we wszystkich działaniach, wytrwałością w spełnianiu zamierzeń i siłą w codziennym życiu.
Od
pewnego czasu Sylwester jest dla mnie znakiem przemijania, nie cieszy
już tak bardzo, jak kiedyś. Nowe odliczanie, nowe zamiary, wszystko
nowe, jakbym przekraczała jakieś granice bez powrotu, a przecież każdy
następny rok to ciąg dalszy mojego życia, niczego nie zamykam, niczego
nie muszę podsumowywać, rok to tylko symboliczna miara upływu czasu. Niestety nieodwracalnie się starzejemy i z czego tu się cieszyć?...
Nie, nie, na szczęście to tylko chwilowy stan umysłu, tak naprawdę cieszę się bardzo, że dnia od dzisiaj przybywa, że jestem gotowa na podejmowanie nowych wyzwań i zadań, że nie boję się nowości, że ciągle jestem ciekawa, co dalej, że jeszcze bardzo i ciągle mi się chce!!!
Miałam podobny pomysł, jak Paulina z Zieleni na zrobienie fotek świątecznej Warszawie, ponieważ warszawskie iluminacje z każdym rokiem pięknieją i zaskakują pomysłami. Nie zdążyłam zrobić wszystkich zdjęć, bo wszystko w te święta działo się w biegu, ale przepiękne fontanny, albo daniele z karocą na Placu na Rozdrożu to bajka bez słów. Myślę, że przy następnych odwiedzinach to nadrobię.
Tymczasem iluminacje na Krakowskim Przedmieściu.
Przesłodka kompozycja dla dzieci na rynku Nowego Miasta, mimo późnej pory dzieciaczki stały z otwartymi buźkami słuchając opowieści o misiu. Już sobie wyobrażam nasze spacery z wnusią...



Chyba jeszcze o tym nie pisałam, ale ilekroć jesteśmy w Warszawie staramy się pójść do teatru. Tym razem trafiliśmy do Teatru Współczesnego na "Taniec albatrosa" Géralda Sibleyrasa. Niby prosta komedyjka o jednym weekendzie pięćdziesięciolatków, podczas którego poznajemy ich problemy, a raczej perypetie, w które są uwikłani. Śmiech na widowni wybucha co i rusz, a oglądaniu towarzyszy zachwyt nad Andrzejem Zielińskim, który gra zoologa śledzącego zagrożone wymarciem gatunki i w cudowny sposób wykonuje tytułowy taniec. Towarzyszą mu świetna Agnieszka Pilaszewska jako siostra i Leon Charewicz -przyjaciel. Żeby skomplikować akcję pojawia się też młodziutka narzeczona... Artyści teatru tworzą świetną ekipę, widać to zwłaszcza przy ukłonach, gdzie nie ma ról pierwszoplanowych, nikogo się nie wyróżnia, wszyscy kłaniają się razem. Widzieliśmy to już poprzednio na sztuce "Napis" również Geralda Sibleyrasa.
Przyznam się Wam do tego, że zatęskniłam do zwykłych dni, kiedy zajmę się swoimi ulubionymi zajęciami.