Takim przyjemnym letnim wspomnieniem witam się z Wami. Dalie to były ukochane kwiaty mojej Babci Stefci, ale ona je nazywała georginie. Dopiero kilka lat temu o w Ogrodzie Botanicznym zauważyłam, że te dwie nazwy oznaczają te same kwiaty. Moje serce podbiły zwłaszcza te o ogromnych płatkach.
Kiedy zainteresowałam się nimi bliżej dowiedziałam się, że należą do talerzowych, szczególnie jedna mnie zauroczyła Cafe au lait. Przez wiele lat obawiałam się pracy związanej z daliami, sadzenie wiosną, wykopywanie jesienią, przechowywanie. Okazało się, że to samo robiłam z mieczykami, więc to nie było takie trudne. Kupiłam trzy sztuki i posadziłam wiosną, niestety urosła tylko jedna, ta posadzona w ogromnej donicy. Teraz gdy się przyglądam wydaje mi się, że to jednak nie Cafe au lait, to nie ta odmiana, bo kolor jest zbyt liliowy i płatki zbyt cienkie, takie rozwichrzone. Moja wymarzona miała piękne, pełne, bujne kwiaty, a ta poza tym urosła niezbyt wysoka. Już wykopałam karpy po pierwszym przymrozku i sprawdzę w następnym roku jak sobie poradzi. Oczywiście skuszę się też na nowe.