Bibeloteka

nie tylko o zbędnych ozdobach, ale o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Śląska perła - Pszczyna.

Witam Was cieplutko, chociaż dzisiejszy spacer do najcieplejszych nie należał.
Kolejne miejsce, które chcę Wam pokazać to Pszczyna,  miasto, do którego wybierałam się od  kilkudziesięciu  lat, aż w końcu  udało mi się dojechać.  Miasteczko niewielkie, ale niektóre budynki mają imponujący rozmach i świadczą o świetnej  przeszłości tego miejsca,  wszak było stolicą Księstwa Pszczyńskiego.  Wpadliśmy na krótko, zdecydowanie na za krótko, żeby wszystko zobaczyć, ale najważniejszy był Zamek. Jest jednym z najcenniejszych zabytków w kraju, wybudowany w XI lub XII  wieku, w średniowieczu należał do książąt m.in. opawskich, cieszyńskich, przez dwa stulecia był własnością śląskiego rodu von Promnitz,  w roku  1847 przeszedł na własność rodu Hochberg von Pless z Książa, którzy pod koniec XIX wieku nadali rezydencji obecny kształt i neobarokowy charakter.
Wspaniale zachowany Zamek  i park wielkości 156 ha tworzą zespół pałacowo-parkowy, czyli Muzeum Zamkowe w Pszczynie.


Od razu po wejściu czuje się rozmach tego budynku, dbałość o każdy detal,  przepych w wykończeniu, co składa się na wyjątkowy  klimat tej rezydencji, bo też zupełnie wyjątkowi ludzie ją zamieszkiwali. Nie sposób pokazać wszystko, skupiłam się tylko na tym, co wywarło na mnie ogromne wrażenie.


Na parterze pałacu znajdują się pomieszczenia, z których korzystał  cesarz Wilhelm., który przyjeżdżał do Pszczyny na polowania, a w czasie I wojny światowej pałac był  główną kwaterą dowództwa armii niemieckiej. Rozłożone mapy na stole przypominają, jak ważna była Pszczyna na początku XX wieku.

 
Schody wiodą na pierwsze piętro pałacu, bogaty wystrój robi niesamowite wrażenie, po prawej podziwiam gobelin z XVII w., przedstawiający Amazonki żegnające swoich synów udających się na poszukiwania ojców, dar carycy Katarzyny II  dla księcia Friedricha Erdmanna Anhalt-Köthen-Pless, który był jej kuzynem.



Wchodząc po tych ogromnych i pięknych schodach zakonotowałam, żeby obejrzeć raz jeszcze serial  "Biała wizytówka"  w reżyserii Filipa Bajona i sprawdzić, czy to te schody musiał pokonać na wózku książę. Już teraz wiem, że film był kręcony w większości w Pszczynie, obejrzałam serial  i mogłam skonfrontować go z rzeczywistością.
 Robi wrażenie bogactwo wystroju korytarzy, detale współgrające z całością, prawdziwie barokowy przepych.


Udało mi się zrobić tylko dwa zdjęcia w apartamencie księżnej Daisy,  zwiedzający mogą obejrzeć tylko salon, który akurat  był bardzo słabo oświetlony, a  pozostałe pokoje są niedostępne.



Fragment sypialni i gabinet księcia Hansa Heinricha.




Wielki Salon tworzą dwa połączone  pomieszczenia, salon i biblioteka, wyłożone piękną boazerią z drewnianymi sztukateriami. Przyciąga uwagę ogromny kryształowy  żyrandol z 48 żarówkami.


 



 To zdjęcie mnie urzekło, księżna Daisy z dwoma synami. Wiemy o niej coraz więcej, ale mnie nurtuje pytanie: Czy piękna księżna była w obcym kraju szczęśliwa? 


Kiedy do Pszczyny przyjeżdżali najznamienitsi goście do dyspozycji otrzymywali apartament z Salonem zielonym, Sypialnią żółtą i Łazienką różową.
Ściany w  tym salonie są dzielone na pola za pomocą pozłacanej kratki nałożonej na wąskie lustra. Sufit ozdobiony jest plafonem przedstawiającym bawiące się amorki.




Mnie urzekły trzy wazony w kształcie amfor.


Łazienka dla gości
  
Najbardziej reprezentacyjnym  pomieszczeniem w zamku, jest Sala lustrzana, która powstała  podczas przebudowy w XIX w. Wysoką na dwie kondygnacje  salę oświetlają  trzy okna o wysokości 7,5 m; od strony korytarza odpowiadają im przeszklone drzwi, nad którymi umieszczono trzy balkony z balustradami z kutego żelaza. Nazwę  lustrzana  sala  zawdzięcza dwóm lustrom, każde z nich ma  powierzchnię 14m², a umieszczone są  naprzeciwko siebie. Zadziwiające jest to, że  wyprodukowane  w Paryżu,  zostały  przewiezione w całości do Pszczyny, do dzisiaj zachowane  są w doskonałym stanie. Sala jest przykryta pozornym sklepieniem z malowidłami, na którym zawieszono pięć kryształowych żyrandoli. Sala początkowo odgrywała rolę reprezentacyjnej jadalni (przy ścianie wschodniej do dzisiaj stoi ustawiony marmurowy bufet z popiersiami różnych postaci), obecnie odbywają się tu koncerty pod nazwą "Wieczory u Telemanna".




Widok na salę z balkonu.


Jeżeli na razie się nie wybieracie do Pszczyny, a chcielibyście zobaczyć więcej, skorzystajcie z tej strony,  to świetny sposób na wirtualne pooglądanie zamku 
Tymczasem udaliśmy się do rozległego parku.



Tak fragmenty parku prezentują się w lutym, a w kwietniu rozkwitają magnolie, które proponuję obejrzeć na pięknych zdjęciach u Łucji



Ostatni rzut oka na kolejną odsłonę Zamku


Dość dużo czasu zajęło mi przygotowanie tego posta, do końca nie mogłam się zdecydować, czy rozszerzyć go o wiadomości o Daisy, bo to bardzo ciekawa postać i nie sposób ją pominąć, a trudno wszystko w jednym poście zmieścić. Doszłam do wniosku, że to postać tak interesujaca, że warto jej poświęcić oddzielny wpis.
Kochani, mam nadzieję być jeszcze w Pszczynie, bo czuję  prawdziwy niedosyt.

Tymczasem jutro HBO zaczyna kolejną serię "Gry o tron" Oglądanie będzie tym ciekawsze, że George R.R. Martin nie zdążył napisać kolejnych części sagi i serial wyprzedzi powieści. :(
Oglądacie?
Serdeczności moc przesyłam.:))

środa, 20 kwietnia 2016

Skarby z szuflady

Cześć, kochani.
Już kiedyś pisałam, że wyszywanie i haftowanie to dla mnie zbyt skomplikowane zajęcia. Tym niemniej bardzo się cieszę, gdy wpadną mi w łapki ciekawe obrusy i serwetki. Na naszym targu takie rzeczy są wyłożone na wielkim chybocącym się stole, każdy może podejść, pogrzebać w tym stosie, wyciągnąć coś ciekawego, obejrzeć z każdej strony i kupić, albo nie.  Obejrzeć koniecznie trzeba w poszukiwaniu plamek, odbarwień lub ewentualnych dziurek.  Co bardzo ważne, można się targować. Bardzo lubię sobie pobyć  przy tym stoisku, bo obce sobie kobietki  dzielą się doświadczeniami, w jaką szmatkę  warto zainwestować, jak wyprać, żeby plamki zniknęły. Za serwetkę trzeba zapłacić od 4 do 7 zł, kupno obrusa, to już dwucyfrowy wydatek. A ile ciekawostek można się dowiedzieć o mieszkańcach miasta. Ostatnio opowiadano o pani, która przez całe życie pracowała umysłowo, dużo podróżowała, wydawała pieniądze, a teraz nie może się pogodzić ze starością... Rodziny nie założyła, bo nie znalazła odpowiedniego chętnego partnera. Gotować i sprzątać  nie umie, bo nie musiała tych prozaicznych czynności robić, zawsze miała pomoc, a teraz nie potrafi się odnaleźć. Nie stać ją już na zatrudnienie pomocy, bo emeryturka cieniutka w porównaniu z oczekiwaniami, no i jeszcze ta starość!!!
To ja dzisiaj też ze starociami do Was


Mam dwie serwety i jeden obrus wykonane w niesamowity sposób, malutkie kawałeczki materiału są naszywane na materiał, następnie obszywane maszynowo, do tego drobniejsze wzory wyszywane.






Nie tylko starocia, ale mam też nowiutkie prezenty. Zostałam bardzo szczodrze  obdarowana przez  Beatę- Becię.  Jestem zaskoczona niezmiernie jej wszechstronnością, samodzielnie wykonane: koronkowa serweta, koszyczek, haft, butelka z papierowej wikliny, a nawet coś żywego, roślinka kolczasta o intrygującym wyglądzie. Polecam.


W ogrodzie oczekiwanie na kwitnienie magnolii Susan ciągle trwa, wystarczy, że słońce zakryją chmury, a powietrze tchnie arktycznym chłodem, może mieszkam w jakiejś dziwnej strefie klimatycznej, ale na razie przestałam czuć wiosnę.
Cóż dopiero magnolia...


Pieris kwitnie na biało.


Mahonia na żółto, pachnie  przy tym pięknie , miodowo.



Kochani, cieplutko pozdrawiam i zapraszam ponownie.:))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...