Bibeloteka

o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

czwartek, 30 lipca 2015

Patchwork - słodziak

Witajcie kochani, moi stali i nowi goście.
Narzekałam ostatnio na rozleniwienie, na szczęście  przechodzi, tylko strefa działalności mi się zmieniła. Rozszalałam  się z patchworkami,  powstają  małe formy, żebym miała na czym  ćwiczyć pikowanie. Miałam dwa materiały o takim dziwnym zgniło-zielonkawym kolorze, na które nie miałam pomysłu od kilku lat, po prostu do niczego mi nie pasowały.
Aż tu pewnego ranka po obudzeniu wyciągnęłam je z przepastnych półek, dodałam trochę kropek oraz delikatnych różowości i zaczęłam je po prostu układać, zajęło mi to naprawdę mało czasu. Niesamowite uczucie, bo nagle wszystko staje  się proste i wszystko idealnie do siebie pasuje.  Na pewno też tak macie ze swoimi poczynaniami, to chyba właśnie jest ta sławna w e n a, o której często słyszę, a tym razem sama jej przypływu doznałam.

Może nie widać, jak pięknie się zgrały kolory, ale bardzo jestem zadowolona z efektu. Quilt ma wymiary  104x104 i jest  w całości  wypikowany.

Oczywiście jakieś różowo-zielone aranżacje musiały powstać. A jeszcze niedawno grymasiłam przy różowym kolorze.
Hortensje  z mojego ogrodu dla Was wszystkich z podziękowaniem za Waszą obecność  i najlepszymi życzeniami na sierpień. Wszystkiego dobrego Wam życzę, uważajcie na siebie.

niedziela, 26 lipca 2015

O transferze i innych robótkach

Witam Was cieplutko!
Kochani, rozleniwiłam się trochę podczas tych wakacji.  Codziennie staram się coś nowego zrobić, ale gdzieś zapał uleciał i świadomość, że to wszystko, albo coś podobnego już znacie,  trochę mnie spowalnia z publikacją.
Poczyniłam dwie ozdóbki. Miałam dwie identyczne deseczki kupione za bezcen, po pomalowaniu do jednej przymocowałam stary postarzony świecznik, na drugą  nakleiłam ramkę też postarzoną, w środku na razie zatknęłam różyczkę, widzicie, co się dzieje z moją inwencją? Chyba gdzieś sobie poczłapała, daleko, daleko.
Jeśli pamiętacie, to świeczniki gromadzę chorobliwie i żadna ich ilość nie spowoduje opamiętania. Kiedy więc trafił się kolejny świecznik za 5 zł (sic) i to kilkuramienny, musiałam go przygarnąć.  Po pomalowaniu i postarzeniu dobrze dopasował się  do reszty. Jak każda sroczka lubię "kryształki" Często  zadowalam się takimi służącymi do ozdabiania firan.

Moje eksperymenty z transferem trwają, ale chyba najbardziej lubię pracę ze specjalnym medium i tym sposobem ozdobiłam szuflady mebelków z Ikei, dawno temu przemalowanych na biało. Praca z rozpuszczalnikiem nie jest dla mnie, bardzo źle się czuję po jego użyciu, chociaż używam maseczki.

Transfer trafił też na szufladę szafy


Pokazywałam już  dwa /klik/ i /klik/ sposoby na wieszaki, dzisiaj dwa  wieszaki ozdobione transferem.
 

Takimi zdjęciami zaowocowała  wizyta  na działce w sosnowym lesie. Jestem pełna podziwu dla gospodarzy,  którzy wbrew warunkom osiągnęli takie rezultaty.

Czy jesteście odporni na błędy ortograficzne? Niestety, mnie  takie błędy autentycznie bolą. Ostatnio w bardzo dobrze pomyślanej telewizyjnej reklamie   można się dopatrzeć wykonanego przez dziecko napisu  " Tatusiu, nie jedź za szypko...", tutaj domyślamy się, że tak małe dziecko ma jeszcze  prawo robić błędy i widok ten  lekko nas rozczula, bo jest wyrazem troski malca o ojca . 
A co powiecie na taki napis?


Nie wiem, czy  w kategoriach anegdoty, czy żartu coś takiego traktować.  Przede wszystkim zobaczywszy ten napis z  okropnym błędem ortograficznym, moja reakcja była błyskawiczna, wbiegłam do sklepu z zapytaniem, czy wiedzą, że mają krzyczący błąd w reklamie?
Pani na to ze stoickim spokojem, że to właśnie jest wybieg marketingowy, aby zachęcić klientów do wejścia do sklepu, w pozostałych napisach jest poprawnie. Po prostu ręce opadają...

środa, 22 lipca 2015

W Kozłówce

Kochani, rozgośćcie się,  zapraszam.
Aż mi smutno, że to już ostatni odcinek  mojej lubelskiej eskapady, ale to piękne miejsce idealnie pasuje na finał. Od dawna chciałam zobaczyć zespół pałacowo-parkowy  w Kozłówce, posiadłość Zamojskich. Wnętrza  zachowały swój autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX wieku, możemy więc  obejrzeć  prawdziwe cuda:  marmurowe kominki, dębowe parkiety, ciekawe rzeźby, piece z miśnieńskich kafli, lustra i porcelanę. Wszystko jest  doskonale utrzymane i ciągle wzbogacane o kolejne trofea. Szczęśliwie dla tego miejsca omijały je zawieruchy dziejowe.
Można też odwiedzić Galerię sztuki socrealizmu, różany zakątek, powozownię, oraz wystawy czasowe, aktualnie  "Jaśnie Państwo w kąpieli"

Takie "biureczko" to  marzenie nie jednej z nas.

Zbiory naczyń ze srebra, brązów, wyroby jubilerskie są zachwycające, przepiękna porcelana i fajans, to  trzeba zobaczyć! Moje ukochane kobalty.

Zdumiewa i zachwyca ilość portretów Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, która była uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, a która uważana jest za protoplastką rodu (urodziła 10 dzieci) O jej urodzie  można  się przekonać  również w kaplicy, gdzie znajduje się  pomnik nagrobny.

Rozleniwiony paw
Ekipy filmowe chętnie wykorzystywały cały zespół pałacowy do realizacji znanych dzieł X muzy. zainteresowanych odsyłam tutaj /klik/ 
Kochani goście, moje zdjęcia są bardzo wybiórcze, byłam w Kozłówce tylko raz i chodziłam z rozdziawioną buzią, tak wiele chciałam zobaczyć, a zwiedzanie trwa tylko godzinę. Na szczęście nasza blogowa koleżanka Beata z Lawendowego zagajnika  od dawna pisze o tym miejscu, toteż odsyłam Was do jej pięknych, szczegółowych postów.
Muszę koniecznie  wspomnieć o miejscu ciągle wstydliwym dla naszego narodu, czyli o ogólnie dostępnych  toaletach, bo takich  jak w Kozłówce, nie powstydziłby się nawet Luwr,  sanitariaty to najprawdziwsze Villeroy&Boch.
Na pewno wrócę nie raz do tego pięknego miejsca. Absolutnie polecam!

Widzicie pieska przywiązanego chustą do ławki? Tylko kobieta może sobie tak cudownie poradzić w awaryjnej sytuacji.

Witam cieplutko nowych obserwatorów,  dziękuję za odwiedziny i komentarze, zapraszam ponownie. Kwiatka i serdeczności  przesyłam. Uważajcie na siebie.
 

piątek, 17 lipca 2015

Lubelskie, cz.II

Kazimierz nad Wisłą to miejsce magiczne, nie ma w nim krzykliwych reklam, życie toczy się powoli między spacerkiem, rozmową  i posiłkiem.  Z drugiej strony zawsze coś się tu dzieje, zawsze jest mnóstwo ludzi,  można tu spotkać kogoś bardzo znanego, a  na ścianie którejś z knajpek na rynku można nawet odnaleźć malunek  Franciszka Starowiejskiego. Wieczorem byliśmy świadkami zaskakującego silent-disco, czyli tańcząca na rynku młodzież ma na uszach słuchawki. Trochę  to  wygląda jak performance, ale najważniejsze, że nikomu   nie przeszkadza hałas.
Kilka lat temu spędziliśmy  wspaniałego Sylwestra w  knajpce U fryzjera, więc obiad w klimacie koszernym być musiał. Potem oczywiście bazarek, spacery po znanych miejscach, herbatka u Dziwisza, koguty i galerie oraz obowiązkowy spacer nadwiślańską promenadą. 


Wzgórze zamkowe z innej perspektywy, dotarliśmy nawet na cmentarz

Bardzo lubię znajdować i gromadzić obiekty z takimi nazwami.
 

Znana studnia z rynku nie jest jedyną, inna znajduje się na ulicy Krakowskiej


Dwa domy na ulicy Krakowskiej, zbudowane z podobnego budulca, a jakże inny klimat, ogromna piętrowa rezydencja i uroczy domek z pięknym ogrodem, chyba najpiękniejszym w Kazimierzu.

 Wieczorem nad ruinami zamku i basztą rozpostarła swe ramiona tęcza.

Nałęczów - uzdrowisko mnie trochę  rozczarowało, ale to na pewno przez chłód, który nam towarzyszył, a ja mam uczulenie na zimno. Zdjęcia robiłam tylko we wnętrzu  pijalni. Trzeba było się pokrzepić gorącą czekoladą u Wedla, naprawdę polecam. W parku jest też sklepik ze starociami, warto zajrzeć.

Lublin - piękne miasto, położone na wzgórzach, poprzecinane dolinami, tak naprawdę w całości dobrze je widać tylko z zamkowej baszty. Mnóstwo zieleni, chociaż  na granicy horyzontu  nowe dzielnice mieszkalne z nieciekawymi blokami. Zwiedziliśmy zamek, podziwialiśmy piękny obraz Jana Matejki Unia polsko-litewska, ale z powodu pogody nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć.

Najbardziej popularna trasa Starego Miasta od zamku do Krakowskiego Przedmieścia, poprzez bramę Grodzką i Krakowską

Takie zakątki uwielbiam

 Cebularz - popularna bułka z cebulą, posypana makiem, może być nawet z serem
 

Koniecznie trzeba zwiedzić  Muzeum Wsi Lubelskiej, w którym można obejrzeć zabytki architektury drewnianej i murowanej oraz zbiory etnograficzne z rejonu dawnego województwa lubelskiego. W siedmiu sektorach   przegląd chat chłopskich, zagrody, w których żyją zwierzęta, klimatyczne miasteczko z  przełomu wieków,  dworek przeniesiony z Żyrzyna i wiele innych naprawdę pięknych obiektów. Na terenie skansenu trwają zdjęcia do filmu Wołyń.

Warsztat z drewnianym imadłem i pięknym zapachem drewna, nie tylko ja o takim marzę.

Plebania, po której oprowadziła nas pani przewodniczka  i  drewniany kościółek.

 

 Zegar słoneczny w parku z napisem: Patrz w przyszłość, radź się przeszłości, kieruj teraźniejszością.

Kochani, mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia okolic Lublina. To miasto jest pełne niespodzianek, spotkałam tu koleżankę, którą  ostatnio widziałam trzy lata temu,  wyobrażacie sobie coś takiego? Natalio, pozdrawiam!
Odpoczywajcie, leniuchujcie, cieszcie się piękną pogodą. Serdeczne uściski Wam przesyłam i dziękuję, że do mnie zaglądacie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...