Bibeloteka

nie tylko o zbędnych ozdobach, ale o wszystkim, co mnie interesuje, cieszy i nie pozwala bezczynnie usiedzieć w miejscu.

czwartek, 28 maja 2015

Ze słodkiego coś pożytecznego.


Kochani,  od razu życzę Wam przyjemnej  końcówki maja i więcej ciepła.

Czy macie sprawdzony patent na przechowywanie swoich błyskotek? Minimalistki powiedzą, że nie muszą, bo  mają ograniczoną ilość biżuterii i całą noszą na sobie. Co zrobi sroka, taka jak ja, której żal wyrzucić cokolwiek ze świecidełek? Otóż taka istota przygotuje  sobie porządną komódkę,  w której każda rzadziej używana ozdoba ma swoje miejsce i odstawi ją poza zasięg wzroku z czasem zapominając, że coś takiego posiada. Znacie to uczucie, kiedy nagle  i to natychmiast potrzebujecie  bransoletkę i nie możecie jej znaleźć... ?
Jeśli  nie pomagają modlitwy do św. Antoniego od zgub wszelkich,  trzeba  zacząć porządne   sprzątanie.  Przynajmniej tak było ze mną, znalazłam komódkę na swoim miejscu, ale 12 szufladek z wyciętymi z pralinek miejscami na błyskotki  nie zagwarantowały mi porządku. Można się pogubić przy takiej ilości, zabrakło mi pomysłu na opisanie każdej szufladki i żeby znaleźć odpowiednią rzecz, musiałam po kolei otwierać  wszystkie. Zgodnie z prawem Murphy'ego ta poszukiwana ozdoba zawsze znajdowała się w ostatniej otwieranej szufladce. Podobnie mam z sekreterą.

Moja słabość do słodyczy pomogła mi w przeorganizowaniu mojej biżuterii. W pewnym sklepie na B kupiłam pyszne pralinki w metalowym pudełku, ponieważ mi nieprzyzwoicie posmakowały , w napadzie łakomstwa kupiłam jeszcze jedne, na szczęście więcej nie było.

Postanowiłam  pudełka wykorzystać jako magazyn świecidełek.  Pomalowałam je farbą kredową,  na pokrywkach zamocowałam różne uchwyty, a  jedną  ozdobiłam  transferem.

Pudełka mogą stać obok siebie, ale równie dobrze jedno na drugim, gdy miejsca jest mniej. Kiedy podnoszę pokrywkę, widzę całą zawartość pojemnika. Może w przyszłości wyłożę każde zagłębienie miękką gąbką, ale na razie ta praca musi poczekać.

Pokazuję Wam też inne  pojemniki z powodu pięknych uchwytów, kupionych na wyprzedaży. Były lekko wyszczerbione, wystarczyło użyć szklanego pilnika, żeby je  wyrównać.

Zwykłe gliniane lub drewniane pojemniki i wazony okleiłam gipiurą i pomalowałam farbą, chociaż czasami kolejność była odwrotna.

Kochani, dziękuję Wam za odwiedziny i do następnego razu.

poniedziałek, 25 maja 2015

W ogrodzie

Witajcie, kochani.
Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i komentarze oraz wysoką ocenę poprzedniego posta. Mija maj, który chyba nikogo w tym roku nie zadowolił pod  względem pogody, pozostaje nam liczyć  na zapowiadaną zmianę.
Bardzo dużo robótek zaczęłam, maluję, przerabiam, szyję kolejne podkładki, w międzyczasie tak mnie natchnęło, że zaczęłam patchwork z materiałów, na które od dawna nie miałam pomysłu. Muszę jednak trochę ochłonąć, zanim Wam przedstawię moje prace.
Dzisiaj zapraszam do ogrodu, bo tam kontynuują spektakl kolejne cudne różaneczniki.

 Małe azalie japońskie, którym towarzyszy runianka japońska oraz  moje ulubione funkie

Pieris wybujał niesłychanie, a paprocie zachwycają intensywnym kolorem

 Azalia o nazwie Cecilia

Jeszcze irysy na tle żółtej trzmieliny.
Jak w każdym ogrodzie nie może zabraknąć mleczy. Nie lubię ich na trawie, ale podziwiam je za  niesłychaną delikatność, ulotność

A nad ogródkiem czuwają wyciągając do siebie gałęzie orzech laskowy, to ten purpurowy i orzech włoski, na którym dopiero pojawiają się liście, to najpóźniej kwitnące wiosną drzewo.

 Z okazji Dnia Matki wszystkim Mamom życzę wszystkiego najlepszego
  a parom, które tego dnia świętują rocznicę ślubu wiele miłości i radości ze wspólnie  spędzanego czasu.

czwartek, 21 maja 2015

Zielono mi...

Dzień dobry wszystkim!
Ciągle tyle się dzieje w ogrodzie, bez już był, więc dzisiaj w roli głównej konwalie. A do nich najbardziej mi pasowała  tułowiecka powojenna porcelana z rodzinnego domu, której nie używam, a wyciągam tylko do ręcznego mycia lub wspominania, bo jest pamiątką po mamie.
Kochani,  coraz więcej zdjęć, ale jak mi w głowie zielono, to po prostu boję się pisać, bo na pewno same głupoty się uzewnętrznią. Znowu kobieca przewrotność się odzywa, boję się, ale piszę, bo przypomniało mi się coś zabawnego a propos bzu.
Nie znoszę torebek foliowych i na zakupy zawsze chodzę ze swoimi lnianymi siatkami. Kiedy sprzedawcy w małych sklepikach pakują  jedno zakupione warzywo np. bakłażana do foliówki, wówczas mówię
-Proszę bez torebki.
i wkładam zakupione warzywko do swojej ekologicznej siatki. (Podejrzewam, że mam w osiedlowych sklepikach taką ksywkę "Pani bez torebki")
Któregoś razu jesienią sytuacja się powtórzyła, kupiłam kilka pojedynczych warzyw za każdym razem powtarzając -Bez torebki, a w końcu znużona nie kończyłam zdania.
-Proszę bez, bez...
A sprzedawca na to:
-Bez   to pani na wiosnę sprzedam!
Zaniemówiłam z wrażenia  i roześmiałam się naprawdę na cały głos.
Ale  z foliowymi torebkami walczę cały czas.
Napadło mnie dzisiaj z tymi zdjęciami, ale może  obejrzycie do końca?
Coś dla odmiany. Mam trochę więcej czasu niż zwykle i próbuję przygotować jakąś atrakcyjną nagrodę na urodzinowe candy. Uszyłam i wypikowałam podkładki, ale ciągle ,niestety, znajduję jakieś  błędy i szyję dalej.  Na każdej podkładce jest przepis, ale napisany w nieludzkim języku, więc nie do odczytania.
Truskawki i rumianki (wcale mnie nie rusza, że są sztuczne) tak mi się pięknie dopasowały do materiału,  że pozwalam sobie na  żarty, oj, ta wiosna...

Już raz uszyłam podobne podkładki,  pikowałam podobnie wg wzoru od nieocenionej Wiesi.
 Kochani,  cudnego wypoczynku Wam życzę w najbliższych dniach, pogody i wielu radosnych chwil

poniedziałek, 18 maja 2015

Z bzem bez umiaru.

Witajcie kochani.
Słonecznego tygodnia Wam  życzę, kolejnych pięknych dni wypełnionych zapachem konwalii i piwonii, bo już chyba bez bzu. W ostatniej chwili zerwałam kilka gałązek, dodałam żółtą smagliczkę i w domu przez wiele dni gościł  cudny zapach.  Dzięki pisaniu bloga na nowo zachwycam się kwitnieniem moich roślin i odkrywam wiele zapomnianych zapachów.

Bez  skomponował się kolorystycznie z obrazem kupionym na wyprzedaży z powodu tematyki  bliskiej mojemu sercu i wcale mi nie przeszkadza trochę kiczu. Kilka zapomnianych bibelotów, które zwykle są schowane gdzieś głęboko, a tu też pasowały.

Wypatrzyłam dwa ciekawe, bardzo stare egzemplarze bzu.
Połączenie dwóch kolorów. Ciekawa jestem, czy tak został zaszczepiony, czy po prostu obok siebie rosną dwa różne krzewy, praktycznie są to ogromne drzewa.
Mój własny bez, który był wielokrotnie przeze mnie przesadzany,  aż wreszcie znalazł ostateczne miejsce. Po przekwitnięciu trzeba wyciąć przekwitłe kwiatostany, za rok bez nam się odwdzięczy pięknym kwieciem.

Obawiam się, że to najczęściej przytaczany wiersz  o tej porze roku, ale urywek z Kwiatów polskich Juliana Tuwima bardzo mi tutaj pasuje i nie mogłam się powstrzymać przed jego przytoczeniem.

 A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przebiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Flimon szarpany za podpinkie.
Szofer czarował go natralnie,
Że on zapychał leguralnie,
I "Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! Rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło".
Policjant mówił: "Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz anhoholem" -
I nagle krzyk : "To ja chramolę!"
I "Nie bądź pan tu za szemrany!"
A kuchta w pisk: "Zabiją! Rany!"
A Józio w pysk, z Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy - majowego kwiatu.
Potem to ślicznie Wiech uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham...
I cóż pan też uskutecznia?
I tak pan Tuwim uskutecznił, a  wyszukiwacz błędów  podkreślił bardzo dużo nieregulaminowych słów.
Kochani, dziękuję Wam za każdą wizytę i każde dobre słowo. Ucałowania.

piątek, 15 maja 2015

Pod chmurką...

Witam Was serdecznie.
Cieszę się bardzo, że do mnie zaglądacie, dziękuję Wam moi mili i witam kolejnych obserwatorów, a przed chwilą miałam w liczbie wyświetleń pięć dwójek, bardzo lubię takie spotkania, fascynują mnie liczby, chociaż z matematyką zawsze byłam i jestem na bakier. Bardzo jestem ciekawa, kto był moim 22222-im gościem?
Wszystko wokół pięknie kwitnie, obłędnie pachnie, staram się przebywać  w ogrodzie, dlatego  
prezentuję kolejny salonik do wypoczynku, od góry chroni mnie leszczyna Warszawska o purpurowym kolorze liści, w oczku wodnym szumi woda, nic tylko usiąść wygodnie i zapomnieć o chwastach i ślimakach.

Zapewne dziwi Was widok ściętych kwiatów rododendrona, ale robię w tym roku cięcie odmładzające, muszę usunąć całą grubą gałąź, która jest za wysoka i zasłania tujom słońce. Połączyłam więc przyjemne z pożytecznym  i pozbyłam się kilku kwiatków,  niestety  nie pachną.
W głębi widać jak krzew rododendrona wybujał, a na fotelu czekoladki, którym oprzeć się nie mogłam!
 Mała robótka tzw. oszukańczy patchwork, połączyłam kilka wzorów patchworkowych i bardzo mocno przepikowałam w różne esy-floresy, już  Wam pisałam o Wiesi, która uczy wszystkich pikowania. Quilt czasami służy mi jako przykrycie, a czasami jako obrus, wszystkie zastosowania są dopuszczalne.
Zapraszam do wędrówki po ogrodzi,, ostróżki, paprocie,czerwony berberys i pięknie kwitnąca mahonia.
Mam pewien problem z MKC, zaczęłam kilka książek, ale w końcu najszybciej przeczytałam Georga R.R. Martina Rycerza siedmiu królestw. Polecić mogę tylko wielbicielom autora i to jest najkrótsza recenzja tych trzech opowiadań. Mam wrażenie, że Martin napisał je jako bajkę, przedstawił przygody młodego honorowego rycerza, który bardzo serio traktuje kodeks rycerski. Nie brakuje więc turniejów  i konfliktów, które rozwiązuje przy pomocy tajemniczego kompana Jajo.

niedziela, 10 maja 2015

Inny odcień bieli

Już dawno nie było nic o malowaniu, więc dzisiaj kolejna porcja uzbieranych świeczników. Idealnie do ich  malowania nadają się farby kredowe, chociaż część z Was na nie narzeka. Tym razem pokombinowałam z innym wykończeniem. Po nałożeniu pierwszej warstwy wosku, dodałam trochę patyny i bardzo mocno przetarłam, dzięki czemu uzyskałam zupełnie  inny odcień. W dotyku świeczniki są jedwabiste.
Te dwa podobają mi się wyjątkowo, są  śliczne, kształtne, powiedziałabym delikatne i ujmujące, (o, Matko, przecież to są tylko zwykłe świeczniki ) Trudno, tak już mam.
Jako tło posłużyła ogromna komoda, o której kiedyś napiszę.
Do towarzystwa świecznikom dodałam ramkę z odzysku, typowy plastikowy  koszmarek ze złotymi zdobieniami. Na szybko zrobiłam wypełnienie z  nadruku na papierze nutowym, białe  passe -partout i mam kolejny obrazek. Z czasem na pewno znajdę inne zastosowanie ramki.


Jestem ciekawa, jak Wam się podoba nowe oblicze mojego bloga. Sama się na razie przyzwyczajam.
Z serdecznymi pozdrowieniami pozostaję...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...